Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spalarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spalarnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 listopada 2016

Czy za straty spalarni zapłacą solidarnie Dombrowcz z Bruskim? Umowa "partnerska" bez kar umownych.

Lokalne media donoszą, że Toruń nie dostarczy do regionalnej spalarni odpadów w Bydgoszczy tyle odpadów ile licytował. Niestety nie ma żadnych kar z tym związanych. Zostajemy z problemem sami. O zagrożeniach z tym związanych pisało wielu ludzi potrafiących przeczytać ze zrozumieniem umowę "partnerską" z gminą Toruń.

Między innymi pisałem o tym w tekście sprzed prawie 2 lat:

Warto pamiętać, że bilans energetyczny, a w konsekwencji także finansowy spalarni opera się już w obszarze dostępu do strumienia odpadów z Torunia na miękkich zapewnieniach. Co mówi umowa partnerska na ten temat? Jeżeli gmina Toruń nie będzie w stanie dostarczyć deklarowanej ilości odpadów to ...podejmie starania, żeby jakoś problem rozwiązać. Co będzie, jeśli mimo to nie zdoła się wywiązać? Tego porozumienie "partnerskie" już nie porusza. Nie ma w nim kar umownych, ani żadnej innej formy odpowiedzialności tego "partnera". Problem finansowy spaść może na barki bydgoskiej spółki za którą PORĘCZA gmina Bydgoszcz."

całość tutaj: NIE, dla sprzedaży KPEC-u.


Czy możemy mieć pretensje o takie działania do władz Torunia, gminy, która z Bydgoszczą rywalizuje na każdym możliwym polu i robi wszystko co może, żeby osłabić jej pozycję, znaczenie i finanse?

Moim zdaniem nie możemy.
Możemy mieć pretensje do władz Bydgoszczy, że w naszym imieniu zawiera takie umowy, które niczego nie gwarantują, a stanowią zagrożenie dla naszych portfeli. Kto zapłaci za ewentualne straty spalarni lub co gorsza zwrot unijnego dofinansowania? Bydgoszczanie.

W tym momencie warto przypomnieć, że umowę "partnerską" z Toruniem przygotował  i rozpoczął przygotowywać inwestycję prezydent Konstanty Dombrowicz.

Jego następca, Rafał Bruski na początku swojej pierwszej kadencji prezydenckiej zadeklarował renegocjację tej umowy, rozumiejąc, że jest niekorzystna i stanowi zagrożenie dla Bydgoszczy.
Zadeklarował i....po kilku miesiącach zaczął ją grzecznie realizować.


Trudno powiedzieć, czy był to tylko wyraz posłuszeństwa wobec partyjnej centrali swojej partii znajdującej się w Toruniu, czy jakiej inne pobudki nim kierowały. Efekt jest taki, że zostajemy z problemem. Być może uda się go jakoś rozwiązać, pozyskując odpady z innego źródła, ale nie zmienia mojej negatywnej oceny tego procesu decyzyjnego. Jakość umowy określającej strumień odpadów z Torunia jest po prostu dramatycznie niska.

Czy doczekamy się kiedyś ponoszenia finansowej odpowiedzialności urzędników za swoje decyzje o tak niskiej jakości? Czy za ewentualne straty spalarni tak ochoczo zapłacą ze swoich kieszeni solidarnie prezydenci Dombrowicz  z Bruskim?

Jak długo prezydentem Bydgoszczy będzie osoba podlegająca partyjnym centralom, tak długo będziemy zadawać sobie pytania jak można w taki sposób zarządzać miastem.


Na temat problemu ze strumieniem odpadów do spalarni pisze Sławek Bobbe w Expressie Bydgoskim: W spalarni nie ma czym palić. Toruń dostarczy do Bydgoszczy mniej śmieci niż obiecał

Niestety jakość procesu sprawowania władzy w naszym mieście jest od lat dramatycznie niska. Nie ma żadnej odpowiedzialności za poczynania prezydenta Bruskiego, który doprowadził do tego, że stadion Zawiszy zbudowany za około 100 milionów złotych stoi pusty, niszczeje i ciągle nie ma wizji jak go zagospodarować. Stadion nie jest wieczny. Trzeba go co jakiś czas modernizować, remontować. Przynajmniej kolejnych kilka lat, czyli sporą część okresu, w którym mógłby być użytkowany, będzie świecił pustkami. Kto "bogatemu" zabroni?

Budowa stadionu Zawiszy, lata 2007-2008. Koszt około 100 milionów złotych. Obecnie nie gra tam żaden zespół ligowy.



Ewentualne straty spalarni to przy tym pestka.

 Takie kolejne  pomniki swojej nieudolności stawiają sobie kolejne władze. Lekką ręką wydają setki milionów na nietrafione inwestycje, a potem nie mają skrupułów, żeby ludziom mówić , że brakuje jakiś drobnych kilkaset tysięcy na realizację różnych ciekawych przedsięwzięć. Ile razy w ciągu roku słyszymy, że miasto nie ma na coś pieniędzy? Powtarzane to jest jak mantra. Ale na pokrycie strat spalarni się znają, nieprawda?

Czy potrafi sobie ktoś wyobrazić, że prywatny podmiot inwestuje w tak ryzykowne przedsięwzięcie jak spalarnia kilkaset milionów złotych nie zapewniwszy sobie strumienia odpadów na kilkadziesiąt lat? Raczej trudno to sobie wyobrazić. Ale miasto Bydgoszcz stać na to, bo ma kilkaset tysięcy mieszkańców którzy  potulnie zapłacą ile będzie trzeba.


Bydgoszczanie to taki dziwna społeczność. Ponarzekają sobie, a potem potulnie zapłacą ile trzeba w podatkach lokalnych, cenie wody, czy mizernych inwestycjach miejskich. I wybiorą sobie nowego - starego wodza ponownie.
Tak, tak drodzy bydgoszczanie, to my jesteśmy sami sobie winni. Prezydent sam siebie nie wybiera. To my dajemy im władzę i to my ponosimy odpowiedzialność za to jakie śmierdzące problemy i długi  pozostawimy naszym dzieciom i wnukom.



środa, 4 lutego 2015

NIE, dla sprzedaży KPEC-u.

W Bydgoszczy ponownie napięta atmosfera na okoliczność możliwości sprzedaży jednej ze strategicznych miejskich spółek. Jak podają lokalne media prezydent Bydgoszczy za podstawowy warunek sprzedaży udziału uznaje zobowiązanie się nabywcy do pobierania ciepła z budowanej przez ProNaturę spalarni śmieci.

Iluzoryczne zobowiązania, zamiast rzeczywistej kontroli.


Warto zastanowić się czy w ogóle rozsądnie byłoby losy miejskiego systemu ciepłowniczego opierać na takim  zobowiązaniu. Jak pamiętamy podczas przejmowania bydgoskiego Zachemu przez Ciech roztaczane były wizje rozwoju, zobowiązanie do wartościowych inwestycji. Jaka była rzeczywistość? Za kilka lat kilka tysięcy ludzi bez pracy, zatrzymane instalacje, a technologia i zamówienia sprzedane niemieckiemu koncernowi. Została w Bydgoszczy w pakiecie ekologiczna bomba, której utylizacja kosztować może setki milionów złotych, a państwo (właściciel spółki CIECH) nie poczuwa się do poniesienia tych kosztów. Czy coś nas to nauczyło? Może zamiast opierać się na "zobowiązaniach" lepiej opierać się na pełnej kontroli strategicznych dla miasta obszarów?





Warto pamiętać, że bilans energetyczny, a w konsekwencji także finansowy spalarni opera się już w obszarze dostępu do strumienia odpadów z Torunia na miękkich zapewnieniach. Co mówi umowa partnerska na ten temat? Jeżeli gmina Toruń nie będzie w stanie dostarczyć deklarowanej ilości odpadów to ...podejmie starania, żeby jakoś problem rozwiązać. Co będzie, jeśli mimo to nie zdoła się wywiązać? Tego porozumienie "partnerskie" już nie porusza. Nie ma w nim kar umownych, ani żadnej innej formy odpowiedzialności tego "partnera". Problem finansowy spaść może na barki bydgoskiej spółki za którą PORĘCZA gmina Bydgoszcz.

Umowa "partnerska" nie gwarantuje strumienia odpadów z Torunia.




Utrata kolejnych procesów decyzyjnych, powodem degradacji miasta.


Wiemy, że w Toruniu powstają różne instalacje przetwarzania i sortowania odpadów, co może doprowadzić do zmniejszenia deklarowanego poziomu strumienia odpadów z tej gminy. Czy toruński samorząd i inne podmioty działające w tej branży będą kierować się interesem bydgoskiej spalarni, czy w pierwszej kolejności swoim? Naiwnością byłoby oczekiwać, że ta pierwsza opcja się ziści, skoro zapisy w umowie partnerskiej tego nie gwarantują. Zabezpieczenie swoich interesów gwarantuje kontrola. W Bydgoszczy tracono (także w biznesie) kontrolę nad procesami decyzyjnymi na skalę nie spotykaną w żadnym innym, dużym mieście. Teraz mamy dobrowolnie oddać kontrolę w kolejnym strategicznym obszarze. Masakra. Zachowujemy się jakbyśmy nie posiadali umiejętności logicznego myślenia i wyciągania wniosków.

Tutaj warto przy okazji wspomnieć, że dokumentacja spalarni i  cały finansowy montaż tej inwestycji przygotowywany był ...w Toruniu. Dopiero po rozpoczęciu realizacji projektu prawa autorskie do dokumentacji projektowej przysługujące gminie Toruń zostały przeniesione na rzecz Miasta Bydgoszczy. Podczas sesji Rady Miasta w czerwcu 2013 usiłowałem zwrócić na to uwagę radnych. Zaprzeczała vice-prezydent Bydgoszczy, pani Grażyna Ciemniak. Wyraźnie dowodzą tego jednak zapisy tej samej umowy "partnerskiej" dotyczącej spalarni ( paragraf 1 punkt 4). Żeby nie być gołosłownym wklejam ten fragment umowy:


Bydgoska spalarnia powstaje w oparciu o dokumentację przygotowaną przez ..gminę Toruń
Jeżeli prawa autorskie mają zostać przeniesiona na miasto Bydgoszczy z gminy miasta Toruń, to trudno zaprzeczyć, że do niej one należą. Tak podpowiada przynajmniej elementarna logika.

Nasza naiwność nie ma jak widać żadnych granic.


Sprzedaż KPEC-u mogłaby wprowadzić kolejną niepewność do bilansu energetycznego i finansowego spalarni. Firmy prywatne kierują się swoim zyskiem i mając do dyspozycji pozostanie z nadmiarem własnego ciepła i rezygnację z odbioru ciepła ze spalarni mogą się zachować bardzo różnie. Czy patrząc na to jak słabo zabezpieczane są interesy bydgoszczan w innych sprawach możemy mieć nadzieję, że sprzedaż KPEC-u będzie obwarowana skutecznymi zapisami gwarantującymi cokolwiek? Szczerze? Ja wątpię.

Czy rzeczywiście warto ryzykować pozbywając się miejskiej, dochodowej spółki, gwarantującej godziwe miejsca pracy wielu bydgoszczanom? Czy środków na planowane inwestycje nie da się zdobyć inaczej, zwłaszcza przy tak niskich stopach procentowych jak obecnie? Czy odsetki nie zrównoważą wpływy z zachowania dochodowej, miejskie spółki? Czy wreszcie planowane przez miasto inwestycje rzeczywiście są w ogóle na tyle dobrze przemyślane, że warto tracić jedną z najlepszych miejskich spółek?

Najpierw wyeliminujmy marnotrawstwo.


Moim zdaniem jest w mieście sporo marnotrawstwa. Rezygnujemy np bez dokładnej analizy z tak prostych rozwiązań jak uruchomienie Szybkiej Kolei Miejskiej dzięki istniejącym torowiskom, przy wykorzystaniu poczynionych już ogromnych inwestycji (tramwaj do dworca, węzeł przesiadkowy Bydgoszcz Wschód czy nowy dworzec Bydgoszcz Główna). Chcemy wydawać dziesiątki i setki milionów na rozbudowę układu drogowego, co może jeszcze bardziej zakorkować miasto, a nie sięgamy po proste i tanie rozwiązania żeby usprawnić transport zbiorowy w mieście i aglomeracji i podnieść jakość życia mieszkańców. Czy przy takim sposobie myślenia naszych władz cieszy mnie pomysł sprzedaży KPEC-u? Nie. Mnie martwi.