Przymiarki koncepcyjne do zakupu elektrycznego auta zacząłem kilka lat temu. Wtedy jednak ograniczało się to do śledzenia ofert na auta z wtyczką, którym brakowało wiele do tego, by się sensownie finansowo zbilansować.
Program dopłat NaszEauto zbiegł się w 2025 roku z falą obniżek cen aut eleketrycznych.
Dacii Spring jakoś wcześniej nie brałem pod uwagę. Cena sensowna, ale parametry techniczne tego auta nie wydawały mi się możliwe do zaakceptowania.
Moja żona Ania (to ona jeździ codziennie do Bydgoszczy do pracy i to ona byłaby głównym użytkownikiem tego elektryka) porusza się od kilku lat Toyotą Auris Hybrid. Chciałbym, żeby ten nowy elektryk w rodzinie wnosił oprócz realnych oszczędności jakąś nową jakość, a elektryczna Dacia jest dla nas po prostu trochę za mała. Przyznaję, ze nawet nie dałem jej szansy, ale nie muszę być jakiś skrajnie obiektywny w tej sprawie.
W 2025 roku w sensownej cenie pojawił się na polskim rynku Citroen C3 Aircross, który po odjęciu maksymalnej rządowej dopłaty był już osiągalny w podstawowej wersji w granicach 80 tysięcy złotych.
Według moich kalkulacji w skali 10 lat jego spłata i utrzymanie kosztowałaby mnie około 160 tysięcy złotych, czyli około 16 tysięcy na rok. To już jest koszt, który można rozważyć. Niestety dla Citroena moja córka z zięciem wypożyczyli latem we Włoszech właśnie C3 i mieli z nim przez tydzień kilka razy poważne problemy, co uleczyło mnie na jakiś czas z marzeń o francuskiej motoryzacji.
Ciekawą technicznie i finansow ofertę przedstawił wiosną Hyundai w postaci Instera. To auto świetnie by się wpisało w moje oczekiwani odnośnie małego, miejskiego autka na dojazdy do pracy. Niestety stylistyka tego auta jest tak odmienna od naszych oczekiwań, że nawet nie podjąłem poważnej próby przekonania do niego żony. W końcu auto ma też cieszyć oko, za dużo czasu w nim spędzamy, że iść na zbyt daleko idące kompromisy. A szkoda, bo Inster po dopłatach to już zakup za cenę 72 900 złotych bardzo dobrze wpisywał się w kalkulacje kosztów zakupu i utrzymania tego auta.
Zupełnie niespodziewanie moją uwagę przykuł za to Hyundai Kona Electric, a to dzięki promocyjnemu rabatowi dla nauczycieli. Dzieki niemu dostaliśmy ofertę, która po dopłatach ocierała się o 85 tysięcy złotych. Kona to już znacznie większe, wygodniejsze auto. Nie jest zbudowane na platformie dedykowanej elektrykom. Widać, że to jest adaptacja bryły pojazdu zaprojektowanego pod klasyczny napęd spalinowy. Miałem okazję odbyć krótką jazdę próbną tym autem i przyznaję, że potwierdziła ona wszystkie pozytywne opinie o właściwościach jezdnych, pracy zawieszenia i dynamice napędu. W zasadzie na ten moment Kona była ciągle w grze, ale faworytem był..
Volkswagen ID.4
Wczesną wiosną miałem okazję pojeździć ID.3 czyli kompaktowym elektrykiem VW. To auto proponuje naprawdę sporo miejsca we wnętrzu jak na zewnętrzne gabaryty i bagażnik odpowiadający mniej więcej ofercie aut tej klasy. Dynamika auta ze 170-konnym silnikiem jest przyzwoita. Cena 119,7 tys za to auto , a po dofinansowaniu 79,7 tys złotych to jest naprawdę ciekawa oferta.
Niemniej okazało się, że po jesiennych upustach Volkswagena niewiele więcej kosztuje znacznie większy ID.4, czyli SUV z pogranicza segmentu C i D. Auto posiada obecnie wersję z mniejszą (52kWh ) baterią i słabszym silnikiem (170 KM). Ten zabieg pozwolił na obniżenie ceny auta w nieźle wyposażonej wersji PLUS w cenie 127,8 tys złotych. Po rabacie daje to cenę 87,8 tysiąca złotych.
Pewne moje obawy budziła zmniejszona moc tego napędu. Czy te 170 KM wystarczy na auto omasie prawie 2 ton? Pan Darek z bydgoskiego salonu Plichta wpadł na pomysł, który pozwolił mi rozwiać te obawy. Wypożyczył mi na jazdę próbną VW Tiguana o podobnej masie w wersji Plug-In, która w trybie elektrycznym ma zaledwie 115 KM. Okazało się, że zupełnie mi to wystarcza. Trochę było zabawy, żeby ocenić maksymalną moc napędu elektrycznego, bo dotknięcie podłogi pedałem gazu powodowało odpalenie napędu spalinowego czyniąc z tego auta prawdziwego potwora. Po godzince jazdy udało mi się to ogarnąć i jeździć z pełną mocą w trybie elektrycznym, bez odpalania silnika spalinowego. Wnioski z tej jazdy ostatecznie przekonały mnie do zamówienia ID.4.
Samochód został zamówiony ostatecznie w wersji z pompą ciepła (dopłata około 5 tysięcy pln). Z suchej anlizy finansowej wyszło mi, że finansowo to nie ma większego sensu, ale przedłużenie w zimie zasięgu na trasie nawet o 30-40 kilometrów już ma jakąś wymierną wartość.
Generalnie watpię, by miało to być nasze docelowe auto na dłuższe trasy. Ale zobaczymy jak to wypadnie. Głównym celem jest przetestowanie i oswojenie tej technologii. Myślę, że za 2 lata będą w niezłych cenach auta elektryczne z zasięgiem nawet 700-800 kilometrów na trasie.
Reasumując, dzięki jesiennym promocjom Volkswagena zaczęliśmy swoją przygodę z autami elektrycznymi. Jestem jakoś przekonany, że na tym jednym się nie skończy. O moich pierwszych wrażeniach z przesiadki na elektryka pewnie coś Wam jeszcze napiszę.
P.S. Cały proces decyzyjny na pewno wspierało fajne podejście bydgoskiego dealera VW Plichta. Nie było problemu z wypożyczeniem auta i spokojnym testowaniem. We wrześniu dostaliśmy testowego ID.4 na cały weekend do dyspozycji, co umożliwiło podróż z Bydgoszczy do Poznania i przetestowanie auta w realnych drogowych warunkach.