czwartek, 23 listopada 2017

Strategia marki Bydgoszcz [krytyczny głos bydgoszczanina]

W poniedziałek  w Bydgoszczy odbyło się spotkanie w formie debaty nad strategią marki Bydgoszcz. Słowo "jakość" odmieniane było przez wszystkie przypadki. Firma Senergia z Lublina tworzącą strategię marki Bydgoszcz właśnie to pojęcie postawiła w centrum uwagi i chciałaby w ten sposób wyróżnić miasto nad Brdą. Piotr Lutek, prezes zarządu Synergii nie przekonał mnie jednak zupełnie.

W moje j ocenie kreowanie marki miasta przez "jakość" to śliski temat  - łatwo wyśmiać taką markę , gdy wokół tak dużo byle jakości. Za dużo.

Przykład sąsiadów, którzy użyli kiedyś hasła "Toruń kręci" pokazuje, że nierozważne pomysły mogą spowodować więcej zamieszania niż pożytku. Toruń w atmosferze skandalu wycofywał się z tego pomysłu w kierunku  "Toruń porusza". Blisko niby te pojęcia siebie leżą, ale jakże inaczej mogą być odbierane.

Kraków to nie sanatorium.


W Bydgoszczy jakości brakuje po prostu jak tlenu. To trochę tak, jak gdyby Kraków znany z ogromnego smogu w zimie usiłował kreować swoją markę jako sanatorium dla płucno chorych. To oczywisty absurd. Władze Krakowa, które dostrzegają ten problem próbują mu przeciwdziałać i podejmują działania zmierzające do ograniczenia smogu, ale nie próbują żadną miarą udawać sanatorium. To byłoby śmieszne. Kraków ma wiele mocnych stron, z którymi jest kojarzony i wokół nich zbudowana jest jego marka.

Bydgoszcz również ma wiele mocnych stron i nie musi usiłować się ośmieszać kreując na miasto "jakości". Trzeba zdecydowanie działać w obszarach gdzie szczególnie ta bylejakość daje się we znaki, ale w kwestii marki miasta, w mojej ocenie, warto się trzymać z  dala od tak śliskich pojęć.

W wielu obszarach życia naszego kochanego miasta mamy ogromne problemy z jakością. Wymienię kilka przykładów:
 
  • Staramy się żeby nasze uczelnie miały jak najlepszą jakość, ale rankingi bezlitośnie wskazują na relatywnie niską ich jakość. Nawet gdybyśmy podnosili ich jakość, to przez dziesięciolecia będą one jeszcze miały niską jakość.
  • Transport zbiorowy, szczególnie przemieszczanie się nim w osi W-Z miasta, jest słabo zorganizowany i podróże trwają relatywnie długo. To nie budzi skojarzeń z dobrą jakością. Szybki byłby pociąg, ale SKM-ka nas przerasta. Projektujemy węzły przesiadkowe zbior-komu, na których ludzie muszą biegać między przystankami. Nowoczesne rozwiązania zaprojektowane według zasady przesiadki "drzwi w drzwi" nie stanowią u nas reguły. Regułą jest bylejakość.
  • Zakorkowane drogi wlotowe do miasta praktycznie we wszystkich kierunkach świata obrazują ogromną skalę zaniedbań w tym zakresie. W innych dużych aglomeracjach widać zdecydowanie więcej nowoczesnych węzłów czy szerokich arterii wylotowych. Więcej jakości.
  • Nawet w staromiejskiej strefie można spotkać w Bydgoszczy ruch kołowy, a nawet parkujące na zrewitalizowanych, zabytkowych uliczkach, samochody. Jakość tej przestrzeni oferowanej turystom jest w dużej części po prostu słaba. Za chwilę na odnowionym deptaku na Cieszkowskiego zobaczymy parkujące auta. Podobnie na Długiej, Dworcowej. To jest bydgoska bylejakość. Byle jakoś wszystkich pogodzić, uciszyć. Może to jest rozsądne, w mojej ocenie nie jest, ale już na pewno to nie jest jakość. Żeby zobaczyć prawdziwą jakość przestrzeni w strefie staromiejskiej trzeba pojechać do innego miasta.
  • Lecimy dalej. Najbardziej medialna dyscyplina sportu - piłka nożna -  w gruzach. Trudno mówić o jakiejkolwiek jakości w tym obszarze. Skojarzenia Bydgoszczy w tym obszarze  są ewidentnie negatywne.  Najwyżej sklasyfikowana drużyna Chemika Bydgoszcz gra na czwartym poziomie rozgrywkowym i gra na zrujnowanym stadionie. Nie przyjeżdżają tu żadne liczące się piłkarskie marki. Na wyremontowanym stadionie Zawiszy nie gra żaden zespół, a Zawisza został "wyproszony" do Potulic. Jak tu mówić o jakości? To jest bylejakość w pigułce.
  • Bydgoszcz przez wiele lat kojarzona była z silnym spotem żużlowym. Dzisiaj trudno mówić o jakości zarówno sportowej drużyny żużlowej oraz o jakości stadionu, na którym ta drużyna rywalizuje. Gdzie tu jest jakość? Mamy ogromne tradycje wioślarskie, ale nowoczesne tory regatowe  to już w innych miastach znajdziemy. Nie dorastamy do pięt naszym ojcom, dziadom i pradziadom tworzącym prawdziwą sportową jakość w Bydgoszczy.
  • Mosty budujemy do połowy. Kiedyś się dokończy. Co to ma wspólnego z jakością. Chcemy zbudować jak najwięcej za ograniczone pieniądze i królują półśrodki. Może to jest uzasadnione, moim zdaniem nie jest, ale już na pewno nie ma w tym jakości.
  • Zamiast  bezkolizyjnych węzłów budujemy skrzyżowania ze światłami. Nawet tam gdzie ukształtowanie terenu temu sprzyja, nie potrafimy, czy nie chcemy budować rozwiązań 3D. Trasa uniwersytecka  prosiło się, by przechodziła pod ul. Wojska Polskiego. "Niedasię". Ma być tanio, a nie bezkolizyjnie, sprawnie, wygodnie, bez wypadków. Ma być tanio i jest tanio. Ale gdzie tu jakość? 
  • Aż się prosi, by tramwaje jeździły pod Rondem Kujawskim na poziomie minus jeden w stosunku do ruchu samochodowego. Mniej kolizji, mniej czekania na światłach, mniejsze korki, wygoda. Pasażerowie mogliby przejściem podziemnym przechodzić prostu do Zielonych Arkad oraz na osiedle. Bez moknięcia na deszczu, bez stania na światłach ,ale drożej. To byłaby nowa jakość. Ale "niedasię". Ma być tanio. Ale nie będziemy z tego rozwiązania dumni. Będziemy stali wszyscy na światłach.
  • W Bydgoszczy znajduje się być może największa bomba ekologiczna w postaci skażonych terenów po Zachemie, "zamordowanym" niedawno naszych oczach. To jest problem, z którym władze nie potrafią czy nie chcą się zmierzyć. Mało kto zdaje sobie sprawę jak poważne to może konsekwencje w przyszłości i to nie tylko dla Bydgoszczy. To nie jest tylko bydgoski problem, ale sposób zarządzania tym problemem ma na pewno niską jakość. W ogóle nie ma jakości w zarządzaniu drażliwymi problemami. Udajemy, że ich nie ma lub bagatelizujemy. Potrafimy wyrzucić na przykład Zawiszę ze swojego stadionu do Potulic, bo nie potrafimy porozmawiać o problemach i sposobach ich rozwiązania. Bydgoskie uniwersytety nie potrafią się dogadać między sobą by stworzyć jeden silny organizm. Politycy i samorządowcy przeciwnych opcji nie potrafią ze sobą rozmawiać i skutecznie reprezentować miasta na zewnątrz prezentując na zewnątrz lokalną jedność i patriotyzm. Jakość dialogu jest katastrofalnie niska, a jakość procesów decyzyjnych zmierzających do uporania się z realnymi problemami - bardzo niska. 
  • To przed niską jakością perspektyw zawodowych ciągle ucieka sporo kapitału ludzkiego z Bydgoszczy do innych, prężniejszych  aglomeracji.
Można by tu wymieniać długo, ale nikt by nie przeczytał do końca, a tam ma być już pozytywnie.



Chciałbym na chwilę wrócić do poniedziałkowej debaty. Podczas niej nie zostały zaprezentowane narzędzia i pomysły na wdrożenie i komunikowanie marki, co było w zaproszeniu anonsowane. To chyba największy zawód dla mnie, bo po to przyjechałem, żeby o tych pomysłach posłuchać. Nie wiem czy władze miasta mają zamiar rzeczywiście wdrażać tą strategię. Mam nadzieję, że nie. Pieniędzy wydanych na strategię szkoda, ale jeszcze bardziej szkoda zmarnowanego czasu.


Nie twórzmy nowej marki Bydgoszczy. Twórzmy strategię skutecznego stymulowania procesu wzrostu rozpoznawalności miasta i naszych mocnych stron. Twórzmy strategię eliminowania absurdów niszczących wizerunek Bydgoszczy.


Twórcy strategii podkreślali, że budowanie marki to proces na długie lata, Efektów nie widać po roku czy dwóch. Czasami proces ten trwa przez całe dekady. Tym bardziej szkoda by było, gdyby władze miasta zdecydowały o zmianie kierunków budowania marki Bydgoszczy i próbowały zatrzymać naturalne procesy kształtujące markę, czy może szerzej - marki Bydgoszczy.

W mojej skromnej ocenie więcej pożytku przyniosłaby rzetelna analiza mająca na celu określenie w jaki sposób zoptymalizować i wzmocnić działania mające budować wizerunek Bydgoszczy w oparciu o nasze ikony od lat pracujące na rozpoznawalność miasta. Obecnie mamy do czynienia  z wieloma działaniami wręcz przeszkadzającymi w budowaniu rozpoznawalności i pozytywnej promocji naszych naturalnych atutów. Co mam konkretnie na myśli?

Mocnych stron nam nie brakuje, czyli za co kocham moje miasto.


Bydgoszcz po wielu latach starań szeroko kojarzona jest z miastem na wodzie. Z miastem gdzie zadbana rzeka jest na wyciągnięcie ręki. Pojęcie Bydgoskiej Wenecji zaczyna istnieć w świadomości wielu Polaków. Albo ją widzieli, albo o niej od kogoś słyszeli, albo planują zobaczyć na własne oczy rzekę w centrum miasta, na wyciągnięcie ręki. To zaczyna powoli działać. Ale możemy zrobić więcej. Możemy zadbać o to, by bulwary nie były zalewane przez rzekę przez kilka miesięcy w roku. Możemy rewitalizować dalsze odcinki bulwarów, skutecznie zadbać by były oświetlone, przyjazne dla spacerowiczów. Może warto zastosować oświetlenie wzbudzane przez czujniki ruchu do późnych godzin wieczornych? Tam warto koncentrować dobrą  jakość przestrzeni, bo to jest nasza ikona, której wielu nam zazdrości i nigdy nie będą mieli takiej rzeki u siebie. Ale mogą do nas przyjechać w odwiedziny, żeby się wspólnie tą przestrzenią delektować. I o to chodzi. Trzeba tą chęć podsycać ciągle podnosząc jakość tej strefy miasta. Trzeba skutecznych działań, żeby do Bydgoszczy można swobodnie i bezpiecznie dopłynąć szlakiem wodnym E40 z Berlina. Wielu wodniaków objechało całą cywilizowaną Europę i chętnie by zajrzeli w nasze egzotyczne wodniacko rejony, ale mają po prostu obawy. To trzeba zmienić.


Bydgoszcz ma ogromne skupisko zabytkowych kamienic reprezentujących różne style architektury. Czasami to zjawisko znane jest pod marką Bydgoskiej Secesji. Warto by coraz więcej ludzi się mogło o tym przekonać jakie są cudowne. Potrzeba spójnego planu rewitalizacji całej przestrzeni Śródmieścia, stworzenia interaktywnych tras spacerowych. W erze Androida czy iPhone'a nie potrzeba wiele wysiłku by stworzyć aplikacje pomagającą ludziom zwiedzać nasze Śródmieście. W smartfonie z włączoną geolokalizacją może pracować aplikacja, która opowie turyście obszernie o obiekcie przy którym stoimy, jego detalach architektonicznych, nauczy nazywać to co dzisiaj potrafimy tylko podziwiać.  Dlaczego nie uczymy o tym masowo w naszych szkołach? Ile dzieci bydgoszczan wie i docenia uroki naszego własnego miasta?



Pozwolę sobie wrócić do sportu najbliższemu mojemu sercu, czy do piłki. Mamy w Bydgoszczy Zawiszę. Klub, który jest  rozpoznawalny w kraju i słynął przez dziesiątki lat ze świetnego szkolenia młodych piłkarzy, a przez kilka dekad grał na centralnym poziomie rozgrywek ogólnopolskich. Ciągle żyją tu ludzie, trenerzy, działacze, którzy tego Zawiszę tworzyli. Czas zrobić porządek z tym zamieszaniem, które obecnie ma miejsce. Nie jest normalne, że klub będący jedną z naszych rozpoznawalnych sportowych marek gra obecnie w Potulicach. Niszcząc własne marki sportowe budowane przez dziesięciolecia przez całe pokolenia bydgoszczan, działamy wbrew interesowi i rozpoznawalności miasta. By zbudować inne potrzeba kolejnych kilkudziesięciu lat. Nie szkoda czasu?


Mamy ogromną ilość pięknych parków w Bydgoszczy. W dużej części zadbanych. Pomagają tworzyć przestrzeń, w której można się świetnie poczuć, wypoczywać na co dzień. To walor, który warto eksponować. Jest wiele miast, które tak nie wyglądają. Bydgoszcz jest rzeczywiście zielona.
Bydgoszcz otaczają w dodatku 3 ogromne kompleksy leśne. Ten ogromny pierścień zieleni stanowi unikalne miejsce wypoczynku i naturalnej, codziennej turystyki dla Bydgoszczan. Czy to jest fakt wystarczająco powszechnie znany. Czy jesteśmy z tego wystarczająco dumni?

Bydgoszcz jest miastem przesiąkniętym muzyką. Nazwa Dzielnica Muzyczna wzięła się z tego, że w okresie letnim z okien po prostu wylewa się muzyka na ulice. Muzycy ćwiczą tu na potęgę. Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy posiada świetną akustykę, jedną z najlepszych w Europie. Opera Nova to jeszcze wschodząca marka, ale już silna. Obiekt opery i siła środowiska ludzi, którzy ją tworzą gwarantuje, że ten proces wzrostu będzie przebiegał dynamicznie i w dobrym kierunku. Tak, muzyka to jest obszar w który mamy już teraz powody do dumy, a tradycje rosną z każdym kolejnym sezonem artystycznym.

Mamy bardzo dużą jakość w Bydgoszczy w zakresie szeroko pojętych kadr inżynierskich, technicznych, przemysł narzędziowy, chemiczny. Nowoczesny zakład PESA, który mimo obecnych trudności jest potężną marką na rynku. Razem z ogromną siecią kooperantów tworzy potężny klaster kolejowy. Właśnie w Bydgoszczy firma znalazła dobre środowisko do dynamicznego rozwoju, to nie przypadek. To wszystko pasuje mi do pojęcia bydgoskiej solidności. Może ją właśnie mieli na myśli twórcy strategii marki miasta. Solidność bydgoska jest prawdą, w przeciwieństwie do bydgoskiej "jakości". Opieranie strategii na próbie udowodnienia, że czarne jest białe, to droga do wyrzucenia pieniędzy w błoto, albo do ośmieszenia.

Bydgoszcz jest już teraz świetnym miejscem do życia dla wielu ludzi. Wiele miast w procesach swojego rozwoju zatraciło już ludzką skalę i przytłacza swoim hałasem, ogromem i chaosem. Stają się miastami dobrymi do zarabiania większych pieniędzy, ale trudnymi do życia. Bydgoszcz pozostaje przyjazna do życia, spokojnej pracy i wypoczywania.  Mamy szansę pozostawić po sobie następnym pokoleniom Bydgoszcz będącą jeszcze lepszym miejscem do życia, z którego bydgoszczanie będą mogli być ciągle dumni. Ale żeby tak się stało trzeba nazywać problemy po imieniu i je cierpliwie, konsekwentnie rozwiązywać. Nam potrzeba rzetelnej pracy u podstaw, a nie czarodziejów, którzy nas przekonają, że czarne jest białe, byśmy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczuli się stolicą jakości. Prawda nas wyzwoli, a nie magiczne pijarowskie sztuczki.

Firma z Lublina tworząca tą strategię mówiła o rzekomych sukcesach Lublina w kreowaniu marki tego miasta przez rzekomo wyjątkową "innowacyjność". Pojęcie to równie szerokie i równie nijakie co "jakość". Każdy polityk czy samorządowiec posługuje się nim z dużym upodobaniem. Wymieniłbym kilka miast w samej Polsce, które bardziej jednak kojarzą mi się z innowacyjnymi projektami niż Lublin. Przed poniedziałkowym spotkaniem nie miałem pojęcia, że taką markę to miasta usiłuje promować. Lublin kojarzy mi się od lat z renomowaną katolicką uczelnią. W ostatnich latach doszło jeszcze jedno skojarzenie. Wybudowano tam nowoczesny stadion piłkarski, na którym nie za bardzo ma kto grać. Ściągnięto tam wbrew woli kibiców zespół pobliskiego Górnika Łęczna a frekwencja na spotkaniach w Lublinie w sezonie 2016/2017 była najgorsza w całej Ekstraklasie. Najwyżej grający zespół piłkarski z Lublina gra na czwartym szczeblu rozgrywek. Skojarzenia jakie to budzi to nieład organizacyjny, brak pieniędzy, brak ambitnych ludzi, odpuszczenie najbardziej medialnej dyscypliny sportu, marnotrawstwo ogromnych pieniędzy.  Ciekawe czy firma doradcza pracująca nad strategiami marek zdaje sobie sprawę jak negatywnie oddziałuje na otoczenie taki obraz pustego stadionu, na którego budowę wydano ogromne pieniądze. Futbolem interesuje się w Polsce kilka milionów ludzi i ten pozytywny lub negatywny przekaz dociera do nich mimo woli, podprogowo. Bardzo mnie to zastanawia, bo sytuacja podobna jest do sytuacji mającej miejsce w Bydgoszczy. Ciekawe, czy takie firmy jak Synergia nie doradzają władzom, żeby zrobiły z tą wizerunkową katastrofą porządek, czy też ich rad nikt nie chce słuchać? Efekt jest taki, że władze Lublina będą kreować się na "innowacyjność", władze Bydgoszczy na jakość, a w ich miastach dochodzi do absurdalnej niegospodarności i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Szkoda. Wydaje się, że obecnie panująca moda na strategie wyparła zdrowy rozsądek.

Nie liczę zbytnio na to, że mój głos zostanie wysłuchany. Kiedyś brałem udział regularnie w przeróżnych konsultacjach społecznych, zwłaszcza dotyczących systemu transportu zbiorowego, ale dzisiaj widzę, że ten czas był zmarnowany. Niska jakość procesów konsultacji, to temat, o którym na tym blogu już trochę pisałem. Mają się odbyć, to się odbywają. I tyle.

Ciągle nie przestają mnie cieszyć sukcesy Bydgoszczy i smucić jej problemy. Tylko mój czas postanowiłem przeznaczyć na coś innego niż walenie głową w mur. Może kiedyś wrócę do regularnego pisania tego bloga, ale to jeszcze nie jest ten czas. Pozdrawiam wszystkich, którzy pomimo mojego braku regularnej aktywności ciągle zaglądają na tego bloga, zagonieni tutaj przez wyszukiwarki internetowe.

Czytaj  tez: Romet, Eltra, Modus, Befana, Sklejka i wiele inych bydgoskich, zniszczonych marek. Teraz niszczona jest kolejna z bydgoskich marek - Zawisza.

4 komentarze:

  1. Bydgoszcz jest miastem leżącym nad dwiema rzekami. To fakt. Niedostrzeganie Fordonu, pomijanie Wisły w wizji Miasta skierowanego ku wodzie jest wyrazem bylejakiej analizy w tej części..

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujęza zwrócenie uwagi na fakt, że Bydgoszcz ma 2 rzeki. Jest jeszcze kanał Bydgoski. To tworzy potencjał do rozwoju turystyki wodnej pomiędzy Sródmieściem, Fordonem, czy Ostromeckiem. Ale najpierw trzeba wygać bitwę o zarządzanie Śluzami i samą Brdą. Dzisiaj jest tak, że zrewitalizowane bulwary w okolicach PKS-u są podtapiane przez kilka miesięcy w roku, a śluzy pracują w takich godzinach, że turysta wodniak może łatwo trafić na tabliczkę zamknięte. Kto to wymyślił, że o sposobie wykorzystania naszych bydgoskich aktywów decyduje ktoś w Gdańsku? To jest absurd, który trwa już od wielu lat i można mieć obawy, że się utrzyma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarządzanie śluzami to odrębny temat, ponadmiejski. Ja nawiązywałam do analiz dotyczących marki Bydgoszczy. Nie zbuduje się jej bez dobrej znajomości rzeczywistości. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo. Fajnie, że w tej "dziurze" są jeszcze ludzie którym się chce. Potrzeba nie tylko ludzi. Ludzi z zapałem, wizją - gospodarzy. Potrzeba zmian formalno-prawnych, by ten wysiłek nie poszedł w piach. Po pierwszych nutach euforii następuje zderzenie z formaliną urzędniczą. Kanał bydgoski jest zarządzany przez dwa zarządy. 25km! SKM w Bydzi mogła powstać już w latach '90! Moglibyśmy być prekursorem tych rozwiązań, a mamy bubel w postaci tramwaju do Fordonu za 500 baniek. Potrzeba zmienić i ludzi i prawo. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń