wtorek, 29 maja 2018

Powiatowiejąca Bydgoszcz. Zabrakło odwagi.


Właśnie obejrzałem ciekawy wywiad z profesorem Dariuszem Markowskim zaprezentowany w cyklu "Gdańska 27".

Profesor Dariusz Markowski


prof. Dariusz Markowski: prezydentowi Bruskiemu brakuje odwagi.


Szef Rady ds. estetyki miejskiej. wypowiadał się w kilku istotnych dla Bydgoszczy kwestiach. Kilka razy powtarzało się jedno sformułowanie: "prezydentowi zabrakło odwagi".

Dotyczyło to miernego projektu remontu płyty starego rynku, rewitalizacji Placu Piastowskiego, czy "kodeksu reklamowego".
Profesor Markowski twierdzi, że będąc prezydentem nie można siedzieć okrakiem i wszystkich zadowalać. Należy podejmować odważne decyzje, które mogą mieć różne skutki. Inaczej nic nie zrobimy - mówi szef rady estetyki.

I faktycznie niewiele robimy. Marnujemy kolejne lata, a czasami marnujemy szanse na dobre rozwiązania. Czasami zbudowanie złego rozwiązania blokuje w przyszłości powstanie dobrego czy ambitniejszego rozwiązania.

Jak to działa? Jeżeli zbudowano płaskie skrzyżowanie ul Wojska Polskiego z Trasą Uniwersytecką to znaczy, że przez wiele lat nie postanie już w tym miejscu tunel w kierunku północ południe w kierunku parku przemysłowego.

Decyzją prezydenta ma zostać zbudowane płaskie skrzyżowanie Ronda Kujawskiego, zamiast prowadzić tramwaj na poziomie minus 1 o co postulowało wiele środowisk. Wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu można by zwiększyć przepustowość tego ciągu komunikacyjnego, odizolować ruch tramwajów, uzyskać dla nich bezkolizyjny korytarz. Trochę droższe rozwiązanie, ale dużo lepsze. Na szczęście prezydent Bruski zdążył na razie tylko wyciąć drzewa w okolicach Ronda Bernardyńskiego, może w ogóle nie zdąży tego zbudować. Otworzyła by się szansa na dobry projekt tego węzła. Wiele razy pisałem, że budowa linii tramwajowej w ulicy Kujawskiej powinna być priorytetem z punktu widzenia ogromnych korzyści dla sieci transportowej miasta, ale z drugiej strony ambitniejsze, lepiej zaprojektowane węzły komunikacyjne mogą nam służyć przez dziesiątki lat. Może lepiej zaczekać do wyborów z budowaniem kolejnych niefunkcjonalnych rozwiązań? Tylko czy moi drodzy bydgoszczanie pomożecie jesienią zakończyć ten przykry okres minimalizmu w dziejach Bydgoszczy?

Dzielnica biurowców.


Istnieje takie miejsce w Bydgoszczy, które świetnie nadaje się na dzielnicę biurowców. Okolice Węzła Wschodniego są świetnie skomunikowane przez dwie główne arterie drogowe, kolej, tramwaje i autobusy. Nie ma chyba miejsca o lepszej dostępności transportowej w Bydgoszczy, zważywszy, że spora część z nas mieszka w Fordonie. Niestety nie powstanie tam nic ciekawego, bo pozwolono zbudować i i toleruje się tam śmierdzącą kompostownię Remondisu. Kiedyś słyszałem, nie jestem pewien czy to prawda, że ta inwestycja była uwarunkowana skutecznym zabezpieczeniem okolicy przed odorem. Nawet jeżeli tak było, to zabezpieczenie nie działa. I władze miasta się tym nie przejmują. A potencjał tego miejsca nie zostanie wykorzystany tak długo jak smród będzie odstraszał potencjalnych inwestorów.

Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska wielokrotnie postulowało o podejmowanie działań zmierzających do zagęszczania tkanki miasta. Czym bardziej zwarte miasto, tym tańsza infrastruktura, drogowa, transportowa, wodna, kanalizacyjna. Zwarte miasto jest tańsze, bardziej efektywne. Miasto rozciągnięte jest drogie w utrzymaniu.

Zamiast zagęszczania miasta Bydgoszcz podzielona została tą strefą smrodu skutecznie na pół. Ta strefa naprawdę śmierdzi. Fetor roznosi się na sporą odległość, w zależności od kierunku wiatru. Wysypiska śmieci czy kompostownie muszą gdzieś istnieć, ale czy naprawdę muszą istnieć w tak wartościowym dla miasta miejscu? Chyba nie?


Kluczem do rozwiązania problemów z dojazdem na Miedzyń  jest likwidacja bariery dla przedłużenia tramwaju do pętli przy ul. Plażowej. Ten nieszczęsny wiadukt blokuje także możliwość skutecznego poszerzenia Nakielskiej, a gdy co gorsza, ugrzęźnie tam kolejna ciężarówka, to paraliżuje ruch na długi czas. Cały czas brakuje kompleksowego projektu przebudowy Nakielskiej. Pojawił się projekt części, którą łatwiej zrobić, blokując przy okazji w praktyce możliwość powstania tam naprawdę dobrego rozwiązania, które usprawniłoby dojazdy tysiącom ludzi.  Też można by powiedzieć: "zabrakło prezydentowi odwagi". A może brakuje umiejętności skutecznego wyartykułowania problemów jakie generuje dla miasta ten nieszczęsny wiadukt? Przecież PKP przebudowały w ostatnich latach wiele wiaduktów, między innymi uczestniczyły w przebudowie wiaduktu przy Węźle Zachodnim. Dlaczego nie toczy się w przestrzeni publicznej batalia o przebudowę wiaduktu nad Nakielską z prezydentem miasta Bydgoszczy w roli głównej? Może go to nie interesuje?

Prezydentura Rafała Bruskiego jest zachowawcza, bierna, brakuje odważnych wizji , a tym bardziej ich realizacji. Lista miernych projektów to nie tylko płyta rynku, czy lodowisko z trybunami na 300 osób. Brakuje inwestycji, które miałyby pokazać metropolitalne ambicje miasta. A jeżeli nawet mamy już ciekawe obiekty, to ich potencjału nie wykorzystujemy. Na Stadionie Zawiszy, jednym z największych w kraju nie rozegrano w ostatnich 2 latach żadnego meczu. A przecież niedawno tętnił życiem. Także w tej sprawie zabrakło prezydentowi odwagi. Odwagą jest podjąć trudny dialog. Tego zabrakło. Zamknięcie stadionu jest pójściem na łatwiznę.

W większości największych polskich miast pociągi dostępne są jako ważny element miejskiego systemu transportowego, często w ramach sieciowych biletów miesięcznych w obrębie miasta. W ramach projektów metropolitalnych buduje się systemy kolei pozwalającej na sprawny dojazd do miasta z obszarów podmiejskich. U nas prezydentowi brakuje odwagi do podjęcia działań w tym kierunku. Co więcej blokuje jak może nawet powstanie studium SKM-ki. Od paru lat Bydgoszcz stara się rozwijać system podmiejskich autobusów. Dobre i to, ale autobusy stoją w tych samych korkach co prywatne auta. Taki transport jest mało atrakcyjny, stąd korki na drogach wylotowych z Bydgoszczy rosną z roku na rok. Ile czasu można czekać na jakieś odważne działania? Dlaczego nie ma żadnych działań w kierunku budowy przystanku kolejowego Bydgoszcz ATOS czy Bydgoszcz Nakielska? Dlaczego zamiast budowy systemu P&R na obrzeżach miasta w okolicach węzłów miejskiej komunikacji (tak jak się to robi wszędzie) proponuje się budowę parkingów w centrum, co ściągnie tam jeszcze więcej pojazdów i powiększy skalę korków? Pytania można by mnożyć?
Na tym blogu prezentowałem przykłady pokazujące, że miasta potrafiły dogadywać się bezpośrednio z przewoźnikami kolejowymi. Prezydentowi Bruskiemu wygodnie zasłaniać się niechęcią marszałka, ale korki w mieście się od tego same nie zmniejszą, a sprawny system transportowy sam się nie stworzy.

Powiatowiejąca Bydgoszcz.


Nie dziwię się, że profesor Dariusz Markowski stracił cierpliwość i bezlitośnie wrzuca kamyczki do ogródka na Jezuickiej. Swoją drogą sama postać profesora Markowskiego byłaby w mojej ocenie świetną kandydaturą na stanowisko prezydenta. Miałem okazję poznać profesora i niewątpliwie jest to człowiek o ogromnej klasie. Nie chodzi mi tylko o walory intelektualne jakie prezentuje, ale cały sposób bycia. Szkoda trzymać go w cieniu. A jest to człowiek bardzo oddany sprawom Bydgoszczy. Myślę, że człowiek o takiej klasie mógłby rzeczywiście odbudować autorytet godności prezydenta Bydgoszczy, mocno nadwątlony w ostatnich latach. Rafał Bruski przy Darku Markowskim prezentuje się jak ..marynarz albo może majtek, w krótkich spodenkach. Miałem okazję wielokrotnie rozmawiać z oboma. Po każdej rozmowie z Markowskim czułem się w jakiś sposób zainspirowany, po spotkaniu z Bruskim analizowałem czego tym razem "niedasię" i tak naprawdę dlaczego "niedasię"?
Dlaczego do władzy pchają się ludzie, którzy nie potrafią rozmawiać, a takiego formatu gracze jak Markowski siedzą w cieniu? Nie chcę umniejszać roli Rady ds. estetyki, ale jako prezydent Dariusz Markowski mógłby tchnąć nowe życie w tą skostniałą i powiatowiejącą Bydgoszcz.

Przeraża mnie jak marnowany jest potencjał Bydgoszczy. Trudno mi wyobrazić sobie obecnie gorszego prezydenta Bydgoszczy niż Rafał Bruski. A przecież poprzednik też miał sporo na sumieniu. Przy Dąbrowiczu  Bruski wydaje mi się jednak dzisiaj dramatycznie słaby.

Jakże ciągle boleśnie doskwiera Bydgoszczy brak prawdziwych autorytetów.

czwartek, 23 listopada 2017

Strategia marki Bydgoszcz [krytyczny głos bydgoszczanina]

W poniedziałek  w Bydgoszczy odbyło się spotkanie w formie debaty nad strategią marki Bydgoszcz. Słowo "jakość" odmieniane było przez wszystkie przypadki. Firma Senergia z Lublina tworzącą strategię marki Bydgoszcz właśnie to pojęcie postawiła w centrum uwagi i chciałaby w ten sposób wyróżnić miasto nad Brdą. Piotr Lutek, prezes zarządu Synergii nie przekonał mnie jednak zupełnie.

W moje j ocenie kreowanie marki miasta przez "jakość" to śliski temat  - łatwo wyśmiać taką markę , gdy wokół tak dużo byle jakości. Za dużo.

Przykład sąsiadów, którzy użyli kiedyś hasła "Toruń kręci" pokazuje, że nierozważne pomysły mogą spowodować więcej zamieszania niż pożytku. Toruń w atmosferze skandalu wycofywał się z tego pomysłu w kierunku  "Toruń porusza". Blisko niby te pojęcia siebie leżą, ale jakże inaczej mogą być odbierane.

Kraków to nie sanatorium.


W Bydgoszczy jakości brakuje po prostu jak tlenu. To trochę tak, jak gdyby Kraków znany z ogromnego smogu w zimie usiłował kreować swoją markę jako sanatorium dla płucno chorych. To oczywisty absurd. Władze Krakowa, które dostrzegają ten problem próbują mu przeciwdziałać i podejmują działania zmierzające do ograniczenia smogu, ale nie próbują żadną miarą udawać sanatorium. To byłoby śmieszne. Kraków ma wiele mocnych stron, z którymi jest kojarzony i wokół nich zbudowana jest jego marka.

Bydgoszcz również ma wiele mocnych stron i nie musi usiłować się ośmieszać kreując na miasto "jakości". Trzeba zdecydowanie działać w obszarach gdzie szczególnie ta bylejakość daje się we znaki, ale w kwestii marki miasta, w mojej ocenie, warto się trzymać z  dala od tak śliskich pojęć.

W wielu obszarach życia naszego kochanego miasta mamy ogromne problemy z jakością. Wymienię kilka przykładów:
 
  • Staramy się żeby nasze uczelnie miały jak najlepszą jakość, ale rankingi bezlitośnie wskazują na relatywnie niską ich jakość. Nawet gdybyśmy podnosili ich jakość, to przez dziesięciolecia będą one jeszcze miały niską jakość.
  • Transport zbiorowy, szczególnie przemieszczanie się nim w osi W-Z miasta, jest słabo zorganizowany i podróże trwają relatywnie długo. To nie budzi skojarzeń z dobrą jakością. Szybki byłby pociąg, ale SKM-ka nas przerasta. Projektujemy węzły przesiadkowe zbior-komu, na których ludzie muszą biegać między przystankami. Nowoczesne rozwiązania zaprojektowane według zasady przesiadki "drzwi w drzwi" nie stanowią u nas reguły. Regułą jest bylejakość.
  • Zakorkowane drogi wlotowe do miasta praktycznie we wszystkich kierunkach świata obrazują ogromną skalę zaniedbań w tym zakresie. W innych dużych aglomeracjach widać zdecydowanie więcej nowoczesnych węzłów czy szerokich arterii wylotowych. Więcej jakości.
  • Nawet w staromiejskiej strefie można spotkać w Bydgoszczy ruch kołowy, a nawet parkujące na zrewitalizowanych, zabytkowych uliczkach, samochody. Jakość tej przestrzeni oferowanej turystom jest w dużej części po prostu słaba. Za chwilę na odnowionym deptaku na Cieszkowskiego zobaczymy parkujące auta. Podobnie na Długiej, Dworcowej. To jest bydgoska bylejakość. Byle jakoś wszystkich pogodzić, uciszyć. Może to jest rozsądne, w mojej ocenie nie jest, ale już na pewno to nie jest jakość. Żeby zobaczyć prawdziwą jakość przestrzeni w strefie staromiejskiej trzeba pojechać do innego miasta.
  • Lecimy dalej. Najbardziej medialna dyscyplina sportu - piłka nożna -  w gruzach. Trudno mówić o jakiejkolwiek jakości w tym obszarze. Skojarzenia Bydgoszczy w tym obszarze  są ewidentnie negatywne.  Najwyżej sklasyfikowana drużyna Chemika Bydgoszcz gra na czwartym poziomie rozgrywkowym i gra na zrujnowanym stadionie. Nie przyjeżdżają tu żadne liczące się piłkarskie marki. Na wyremontowanym stadionie Zawiszy nie gra żaden zespół, a Zawisza został "wyproszony" do Potulic. Jak tu mówić o jakości? To jest bylejakość w pigułce.
  • Bydgoszcz przez wiele lat kojarzona była z silnym spotem żużlowym. Dzisiaj trudno mówić o jakości zarówno sportowej drużyny żużlowej oraz o jakości stadionu, na którym ta drużyna rywalizuje. Gdzie tu jest jakość? Mamy ogromne tradycje wioślarskie, ale nowoczesne tory regatowe  to już w innych miastach znajdziemy. Nie dorastamy do pięt naszym ojcom, dziadom i pradziadom tworzącym prawdziwą sportową jakość w Bydgoszczy.
  • Mosty budujemy do połowy. Kiedyś się dokończy. Co to ma wspólnego z jakością. Chcemy zbudować jak najwięcej za ograniczone pieniądze i królują półśrodki. Może to jest uzasadnione, moim zdaniem nie jest, ale już na pewno nie ma w tym jakości.
  • Zamiast  bezkolizyjnych węzłów budujemy skrzyżowania ze światłami. Nawet tam gdzie ukształtowanie terenu temu sprzyja, nie potrafimy, czy nie chcemy budować rozwiązań 3D. Trasa uniwersytecka  prosiło się, by przechodziła pod ul. Wojska Polskiego. "Niedasię". Ma być tanio, a nie bezkolizyjnie, sprawnie, wygodnie, bez wypadków. Ma być tanio i jest tanio. Ale gdzie tu jakość? 
  • Aż się prosi, by tramwaje jeździły pod Rondem Kujawskim na poziomie minus jeden w stosunku do ruchu samochodowego. Mniej kolizji, mniej czekania na światłach, mniejsze korki, wygoda. Pasażerowie mogliby przejściem podziemnym przechodzić prostu do Zielonych Arkad oraz na osiedle. Bez moknięcia na deszczu, bez stania na światłach ,ale drożej. To byłaby nowa jakość. Ale "niedasię". Ma być tanio. Ale nie będziemy z tego rozwiązania dumni. Będziemy stali wszyscy na światłach.
  • W Bydgoszczy znajduje się być może największa bomba ekologiczna w postaci skażonych terenów po Zachemie, "zamordowanym" niedawno naszych oczach. To jest problem, z którym władze nie potrafią czy nie chcą się zmierzyć. Mało kto zdaje sobie sprawę jak poważne to może konsekwencje w przyszłości i to nie tylko dla Bydgoszczy. To nie jest tylko bydgoski problem, ale sposób zarządzania tym problemem ma na pewno niską jakość. W ogóle nie ma jakości w zarządzaniu drażliwymi problemami. Udajemy, że ich nie ma lub bagatelizujemy. Potrafimy wyrzucić na przykład Zawiszę ze swojego stadionu do Potulic, bo nie potrafimy porozmawiać o problemach i sposobach ich rozwiązania. Bydgoskie uniwersytety nie potrafią się dogadać między sobą by stworzyć jeden silny organizm. Politycy i samorządowcy przeciwnych opcji nie potrafią ze sobą rozmawiać i skutecznie reprezentować miasta na zewnątrz prezentując na zewnątrz lokalną jedność i patriotyzm. Jakość dialogu jest katastrofalnie niska, a jakość procesów decyzyjnych zmierzających do uporania się z realnymi problemami - bardzo niska. 
  • To przed niską jakością perspektyw zawodowych ciągle ucieka sporo kapitału ludzkiego z Bydgoszczy do innych, prężniejszych  aglomeracji.
Można by tu wymieniać długo, ale nikt by nie przeczytał do końca, a tam ma być już pozytywnie.



Chciałbym na chwilę wrócić do poniedziałkowej debaty. Podczas niej nie zostały zaprezentowane narzędzia i pomysły na wdrożenie i komunikowanie marki, co było w zaproszeniu anonsowane. To chyba największy zawód dla mnie, bo po to przyjechałem, żeby o tych pomysłach posłuchać. Nie wiem czy władze miasta mają zamiar rzeczywiście wdrażać tą strategię. Mam nadzieję, że nie. Pieniędzy wydanych na strategię szkoda, ale jeszcze bardziej szkoda zmarnowanego czasu.


Nie twórzmy nowej marki Bydgoszczy. Twórzmy strategię skutecznego stymulowania procesu wzrostu rozpoznawalności miasta i naszych mocnych stron. Twórzmy strategię eliminowania absurdów niszczących wizerunek Bydgoszczy.


Twórcy strategii podkreślali, że budowanie marki to proces na długie lata, Efektów nie widać po roku czy dwóch. Czasami proces ten trwa przez całe dekady. Tym bardziej szkoda by było, gdyby władze miasta zdecydowały o zmianie kierunków budowania marki Bydgoszczy i próbowały zatrzymać naturalne procesy kształtujące markę, czy może szerzej - marki Bydgoszczy.

W mojej skromnej ocenie więcej pożytku przyniosłaby rzetelna analiza mająca na celu określenie w jaki sposób zoptymalizować i wzmocnić działania mające budować wizerunek Bydgoszczy w oparciu o nasze ikony od lat pracujące na rozpoznawalność miasta. Obecnie mamy do czynienia  z wieloma działaniami wręcz przeszkadzającymi w budowaniu rozpoznawalności i pozytywnej promocji naszych naturalnych atutów. Co mam konkretnie na myśli?

Mocnych stron nam nie brakuje, czyli za co kocham moje miasto.


Bydgoszcz po wielu latach starań szeroko kojarzona jest z miastem na wodzie. Z miastem gdzie zadbana rzeka jest na wyciągnięcie ręki. Pojęcie Bydgoskiej Wenecji zaczyna istnieć w świadomości wielu Polaków. Albo ją widzieli, albo o niej od kogoś słyszeli, albo planują zobaczyć na własne oczy rzekę w centrum miasta, na wyciągnięcie ręki. To zaczyna powoli działać. Ale możemy zrobić więcej. Możemy zadbać o to, by bulwary nie były zalewane przez rzekę przez kilka miesięcy w roku. Możemy rewitalizować dalsze odcinki bulwarów, skutecznie zadbać by były oświetlone, przyjazne dla spacerowiczów. Może warto zastosować oświetlenie wzbudzane przez czujniki ruchu do późnych godzin wieczornych? Tam warto koncentrować dobrą  jakość przestrzeni, bo to jest nasza ikona, której wielu nam zazdrości i nigdy nie będą mieli takiej rzeki u siebie. Ale mogą do nas przyjechać w odwiedziny, żeby się wspólnie tą przestrzenią delektować. I o to chodzi. Trzeba tą chęć podsycać ciągle podnosząc jakość tej strefy miasta. Trzeba skutecznych działań, żeby do Bydgoszczy można swobodnie i bezpiecznie dopłynąć szlakiem wodnym E40 z Berlina. Wielu wodniaków objechało całą cywilizowaną Europę i chętnie by zajrzeli w nasze egzotyczne wodniacko rejony, ale mają po prostu obawy. To trzeba zmienić.


Bydgoszcz ma ogromne skupisko zabytkowych kamienic reprezentujących różne style architektury. Czasami to zjawisko znane jest pod marką Bydgoskiej Secesji. Warto by coraz więcej ludzi się mogło o tym przekonać jakie są cudowne. Potrzeba spójnego planu rewitalizacji całej przestrzeni Śródmieścia, stworzenia interaktywnych tras spacerowych. W erze Androida czy iPhone'a nie potrzeba wiele wysiłku by stworzyć aplikacje pomagającą ludziom zwiedzać nasze Śródmieście. W smartfonie z włączoną geolokalizacją może pracować aplikacja, która opowie turyście obszernie o obiekcie przy którym stoimy, jego detalach architektonicznych, nauczy nazywać to co dzisiaj potrafimy tylko podziwiać.  Dlaczego nie uczymy o tym masowo w naszych szkołach? Ile dzieci bydgoszczan wie i docenia uroki naszego własnego miasta?



Pozwolę sobie wrócić do sportu najbliższemu mojemu sercu, czy do piłki. Mamy w Bydgoszczy Zawiszę. Klub, który jest  rozpoznawalny w kraju i słynął przez dziesiątki lat ze świetnego szkolenia młodych piłkarzy, a przez kilka dekad grał na centralnym poziomie rozgrywek ogólnopolskich. Ciągle żyją tu ludzie, trenerzy, działacze, którzy tego Zawiszę tworzyli. Czas zrobić porządek z tym zamieszaniem, które obecnie ma miejsce. Nie jest normalne, że klub będący jedną z naszych rozpoznawalnych sportowych marek gra obecnie w Potulicach. Niszcząc własne marki sportowe budowane przez dziesięciolecia przez całe pokolenia bydgoszczan, działamy wbrew interesowi i rozpoznawalności miasta. By zbudować inne potrzeba kolejnych kilkudziesięciu lat. Nie szkoda czasu?


Mamy ogromną ilość pięknych parków w Bydgoszczy. W dużej części zadbanych. Pomagają tworzyć przestrzeń, w której można się świetnie poczuć, wypoczywać na co dzień. To walor, który warto eksponować. Jest wiele miast, które tak nie wyglądają. Bydgoszcz jest rzeczywiście zielona.
Bydgoszcz otaczają w dodatku 3 ogromne kompleksy leśne. Ten ogromny pierścień zieleni stanowi unikalne miejsce wypoczynku i naturalnej, codziennej turystyki dla Bydgoszczan. Czy to jest fakt wystarczająco powszechnie znany. Czy jesteśmy z tego wystarczająco dumni?

Bydgoszcz jest miastem przesiąkniętym muzyką. Nazwa Dzielnica Muzyczna wzięła się z tego, że w okresie letnim z okien po prostu wylewa się muzyka na ulice. Muzycy ćwiczą tu na potęgę. Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy posiada świetną akustykę, jedną z najlepszych w Europie. Opera Nova to jeszcze wschodząca marka, ale już silna. Obiekt opery i siła środowiska ludzi, którzy ją tworzą gwarantuje, że ten proces wzrostu będzie przebiegał dynamicznie i w dobrym kierunku. Tak, muzyka to jest obszar w który mamy już teraz powody do dumy, a tradycje rosną z każdym kolejnym sezonem artystycznym.

Mamy bardzo dużą jakość w Bydgoszczy w zakresie szeroko pojętych kadr inżynierskich, technicznych, przemysł narzędziowy, chemiczny. Nowoczesny zakład PESA, który mimo obecnych trudności jest potężną marką na rynku. Razem z ogromną siecią kooperantów tworzy potężny klaster kolejowy. Właśnie w Bydgoszczy firma znalazła dobre środowisko do dynamicznego rozwoju, to nie przypadek. To wszystko pasuje mi do pojęcia bydgoskiej solidności. Może ją właśnie mieli na myśli twórcy strategii marki miasta. Solidność bydgoska jest prawdą, w przeciwieństwie do bydgoskiej "jakości". Opieranie strategii na próbie udowodnienia, że czarne jest białe, to droga do wyrzucenia pieniędzy w błoto, albo do ośmieszenia.

Bydgoszcz jest już teraz świetnym miejscem do życia dla wielu ludzi. Wiele miast w procesach swojego rozwoju zatraciło już ludzką skalę i przytłacza swoim hałasem, ogromem i chaosem. Stają się miastami dobrymi do zarabiania większych pieniędzy, ale trudnymi do życia. Bydgoszcz pozostaje przyjazna do życia, spokojnej pracy i wypoczywania.  Mamy szansę pozostawić po sobie następnym pokoleniom Bydgoszcz będącą jeszcze lepszym miejscem do życia, z którego bydgoszczanie będą mogli być ciągle dumni. Ale żeby tak się stało trzeba nazywać problemy po imieniu i je cierpliwie, konsekwentnie rozwiązywać. Nam potrzeba rzetelnej pracy u podstaw, a nie czarodziejów, którzy nas przekonają, że czarne jest białe, byśmy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczuli się stolicą jakości. Prawda nas wyzwoli, a nie magiczne pijarowskie sztuczki.

Firma z Lublina tworząca tą strategię mówiła o rzekomych sukcesach Lublina w kreowaniu marki tego miasta przez rzekomo wyjątkową "innowacyjność". Pojęcie to równie szerokie i równie nijakie co "jakość". Każdy polityk czy samorządowiec posługuje się nim z dużym upodobaniem. Wymieniłbym kilka miast w samej Polsce, które bardziej jednak kojarzą mi się z innowacyjnymi projektami niż Lublin. Przed poniedziałkowym spotkaniem nie miałem pojęcia, że taką markę to miasta usiłuje promować. Lublin kojarzy mi się od lat z renomowaną katolicką uczelnią. W ostatnich latach doszło jeszcze jedno skojarzenie. Wybudowano tam nowoczesny stadion piłkarski, na którym nie za bardzo ma kto grać. Ściągnięto tam wbrew woli kibiców zespół pobliskiego Górnika Łęczna a frekwencja na spotkaniach w Lublinie w sezonie 2016/2017 była najgorsza w całej Ekstraklasie. Najwyżej grający zespół piłkarski z Lublina gra na czwartym szczeblu rozgrywek. Skojarzenia jakie to budzi to nieład organizacyjny, brak pieniędzy, brak ambitnych ludzi, odpuszczenie najbardziej medialnej dyscypliny sportu, marnotrawstwo ogromnych pieniędzy.  Ciekawe czy firma doradcza pracująca nad strategiami marek zdaje sobie sprawę jak negatywnie oddziałuje na otoczenie taki obraz pustego stadionu, na którego budowę wydano ogromne pieniądze. Futbolem interesuje się w Polsce kilka milionów ludzi i ten pozytywny lub negatywny przekaz dociera do nich mimo woli, podprogowo. Bardzo mnie to zastanawia, bo sytuacja podobna jest do sytuacji mającej miejsce w Bydgoszczy. Ciekawe, czy takie firmy jak Synergia nie doradzają władzom, żeby zrobiły z tą wizerunkową katastrofą porządek, czy też ich rad nikt nie chce słuchać? Efekt jest taki, że władze Lublina będą kreować się na "innowacyjność", władze Bydgoszczy na jakość, a w ich miastach dochodzi do absurdalnej niegospodarności i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Szkoda. Wydaje się, że obecnie panująca moda na strategie wyparła zdrowy rozsądek.

Nie liczę zbytnio na to, że mój głos zostanie wysłuchany. Kiedyś brałem udział regularnie w przeróżnych konsultacjach społecznych, zwłaszcza dotyczących systemu transportu zbiorowego, ale dzisiaj widzę, że ten czas był zmarnowany. Niska jakość procesów konsultacji, to temat, o którym na tym blogu już trochę pisałem. Mają się odbyć, to się odbywają. I tyle.

Ciągle nie przestają mnie cieszyć sukcesy Bydgoszczy i smucić jej problemy. Tylko mój czas postanowiłem przeznaczyć na coś innego niż walenie głową w mur. Może kiedyś wrócę do regularnego pisania tego bloga, ale to jeszcze nie jest ten czas. Pozdrawiam wszystkich, którzy pomimo mojego braku regularnej aktywności ciągle zaglądają na tego bloga, zagonieni tutaj przez wyszukiwarki internetowe.

Czytaj  tez: Romet, Eltra, Modus, Befana, Sklejka i wiele inych bydgoskich, zniszczonych marek. Teraz niszczona jest kolejna z bydgoskich marek - Zawisza.

piątek, 19 maja 2017

Obwodnica Inowrocławia. Czy krajowe władze PIS po prostu nie chcą jej dokończyć?

Obwodnica Inowrocławia na kierunku Poznań - Gniezno - Toruń jest już prawie gotowa.

Dalsza część obwodnicy w kierunku D25 w kierunku Bydgoszczy i Koszalina miała zapewnione finansowanie, ale okazuje się, że brakuje 4 milinów złotych.

W tej sprawie poseł Krzysztof Brejza wypowiedział się dla mediów:

http://inianie.pl/konferencja-posla-krzysztofa-brejzy-w-sprawie-obwodnicy/


W skali całego przedsięwzięcia jest to zaledwie 1% (jedna setna) część kosztów. Gdyby inwestycja miała zostać wstrzymana, to byłby to szczyt niegospodarności.





1% koszów , a 50% korzyści.


Istnieją szacunki, że ruch w kierunku Bydgoszczy stanowi około 50% tranzytu przez Inowrocław. Oddanie obwodnicy w kierunku Torunia zmniejszy ruch tranzytowy przez Inowrocław, ale niestety prawdopodobnie tylko o połowę. Ciężarowe pojazdy zmierzające na północ w kierunku Bydgoszczy i Koszalina także niszczą nawierzchnię ulic Inowrocławia i są źródłem zanieczyszczeń tej uzdrowiskowej miejscowości. Dlatego ważne jest dokończenie obwodnicy i znalezienie tego brakującego 1% finansowania. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że skala korzyści jakie odniesie Inowrocław i jego mieszkańcy jest w tym przypadku niewspółmiernie duża do brakującej kwoty 4 milionów PLN.
Nie ulega też wątpliwości, że dokończenie obwodnicy Inowrocławia znacznie poprawi jakość całego systemu dróg krajowych w regionie, umożliwiając naprawdę szybkie dostanie się z obszarów położonych na południe od Inowrocławia do Bydgoszczy, gdzie jest sporo pracy dla młodych ludzi. Ta inwestycja rzeczywiście może przyczynić się do poprawy zintegrowania regionu.

Jeżeli krajowe władze nie potrafią zapewnić brakującego finansowania tej inwestycji to oznacza, że po prostu nie chcą zrealizować tej inwestycji, a finansowanie przeznaczone na II etap Inowrocławia zamierzają przesunąć na inwestycje w innej części kraju. 4 miliony w skali wielomiliardowego budżetu na rozbudowę systemu dróg w Polsce to po prostu grosze.

To jest świetne pole do współpracy wszystkich polityków i samorządowców z regionu, z Torunia, z Bydgoszczy, z Inowrocławia i całej reszty. Czysty i dobrze rozwijający się Inowrocław jest potrzebny całemu regionowi. Ale czy u nas słowo współpraca jest w ogóle rozumiane przez polityków?

A może ktoś w kuluarach dogadał się już na co zostanie przesunięta  kwota z II etapu obwodnicy Inowrocławia?

czytaj też:
http://mikolajgluszkowski.blogspot.com/2015/09/budowa-ii-etapu-obwodnicy-inowrocawia.html

czwartek, 18 maja 2017

Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski?

24 maja 2017 roku odbędzie się uroczysta sesja Rady Miasta, na której odbędzie się uroczyste wręczenie Medali Prezydenta Bydgoszczy za wkład w rozwój bydgoskiego samorządu.








Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska, do którego należę od kilku lat zostało zaproszone do udziału w tej sesji.









Parodia samorządu.


Nie wybieram się niestety na wspólne świętowanie. Fakty, których obecnie jesteśmy świadkami świadczą niezbicie o tym, że mamy w Bydgoszczy do czynienia z parodią samorządu. Człowiek, który będzie wręczał medale za rozwój samorządności wielokrotnie ignorował wolę Rady Miasta, co gorsza robi to w kwestii, która jest dla mnie osobiście niezwykle istotna: w kwestii piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz.

Jak wiedzą o tym wszyscy zainteresowani, Rada Miasta wystosowała apel do prezydenta Bydgoszczy o udostępnienie miejskich obiektów sportowych młodzieżowym zespołom prowadzonym przez Zawiszę Bydgoszcz, ikonę Bydgoszczy i regionu. Prezydent Rafał Bruski, który ma zamiar wręczać medale za rozwój samorządności całkowicie ignoruje w tej sprawie wolę Rady Miasta. Takie fakty pokazują, że wtedy, kiedy to komuś nie na rękę, to gwałcona jest idea samorządności. Zarówno na szczeblu regionu, jak i ma szczeblu miasta mamy do czynienia z udzielnymi książętami, którzy rozporządzają powierzonym im samorządowym majątkiem jak swoim własnym. Tak robi marszałek województwa, tak samo robi prezydent Bydgoszczy. W tym przypadku wola jednego człowieka ma większe znaczenie niż wola całej Rady Miasta, większe znaczenie niż wola tłumu bydgoszczan, którzy w obronie piłkarskiego Zawiszy zorganizowali rok temu przemarsz i wiec pod ratuszem.

W takie sytuacji nie jest mi zupełnie do świętowania. Raczej wstyd mi, że żyję w takim mieście gdzie przez prezydenta niszczona jest jedna z największych sportowych marek. Rada Miasta niby chce pomóc, ale okazuje się bezradna, a wszystko dzieje się przy obojętnej postawie dużej części elit miasta, czy mediów. Powtórzę, wstyd mi, że żyję w takim mieście.


Suche fakty w sprawie Zawiszy:



O sytuacji jaka miała miejsce w piłkarskim Zawiszy Bydgoszcz w ostatnich latach pisałem na blogu zawisza1946.blogspot.com  Gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie kolejne fakty w procesie niszczenia piłkarskiego Zawiszy to można je tam będzie zawsze znaleźć.


W skrócie i bez wybielania najważniejsze fakty w procesie degradacji Zawiszy są takie:

  • miasto Bydgoszcz w 2008 roku przejęło II-ligowy zespół piłkarski od Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza i zawiązało razem z nim spółkę z większością udziałów. Społecznicy, którzy odbudowali wcześniej Zawiszę od poziomu V ligi zaufali miastu, które miało być gwarantem stabilizacji klubu na poziomie centralnych rozgrywek. Potem okazało się, że nie było gwarantem niczego. Ale po kolei.
  • Po 3 latach, w momencie awansu Zawiszy do I ligi w 2011 roku miasto sprzedało większość swoich udziałów Radosławowi Osuchowi, który początkowo osiągał sukcesy z klubem, awansując z nim do Ekstraklasy czy zdobywając Puchar Polski.
  • Niestety miasto całkowicie utraciło kontrolę nad spółką na skutek działań jego władz, które m.in. z niewyjaśnionych do dzisiaj logicznie powodów zrzekły się prawa do obsady przysługującego Bydgoszczy członka Rady Nadzorczej Spółki. Właśnie to uniemożliwiło Bydgoszczy odzyskanie kontroli nas spółką w przypadku problemów. 
  • Co gorsza, okazało się, że umowa pomiędzy miastem a Radosławem Osuchem okazała się nie gwarantować odzyskania kontroli nad spółką przez miasto, mimo że była podobno długo negocjowana właśnie w tym celu. Władze Bydgoszczy podeszły do piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz w taki sposób, jak gdyby celem był chwilowy sukces i puchar (który de facto zniknął razem z Radosławem Osuchem), a nie zbudowanie stabilnych struktur na długie lata. Ta krótkowzroczność i niefrasobliwość władz miasta będzie kosztowała Bydgoszcz przynajmniej kilka długich lat bez obecności ligowego zespołu w rozgrywkach centralnych w najbardziej  medialnej dyscyplinie sportu. Bydgoszcz przez długie lata będzie mogła tylko marzyć o takim futbolu jaki grany jest choćby w Grudziądzu, gdzie miejscowa Olimpia zarządzana jest w efekcie jest tam stabilnie przez wiele lat.
  • Władze Bydgoszczy przez kilka lat ignorowały sygnały o nieprawidłowościach finansowych w klubie i do samego końca wspierały spółkę finansowo, przekazując jej publiczne, miejskie pieniądze. A to właśnie brak finansowego nadzoru nad klubem i nad sposobem wykorzystania publicznej pomocy dla klubu zdecydował o  braku jego stabilności w dłuższej perspektywie czasowej.
  • Dopiero gdy Radosław Osuch zniknął bez śladu razem z Pucharem Polski i całym zespołem prezydent Bydgoszczy przyznał, że czuje się oszukany. Mimo to nie podjął on żadnych działań w celu szybkiej odbudowy klubu na bazie IV-ligowych rezerw. W obliczu groźby całkowitego przerwania ciągłości funkcjonowania zespołu piłkarskiego seniorów Zawiszy Stowarzyszenie Piłkarskie wzięło na siebie ciężar organizacji zespołu zupełnie od podstaw na bazie własnych środków finansowych.W takiej trudnej sytuacji zamiast wsparcia ze strony władz Bydgoszczy Zawisza nie otrzymał zgody na korzystanie ze stadionu Zawiszy przy ul. Gdańskiej, co uniemożliwiło podjęcie starań o start zespołu w IV lidze. Przez cały sezon 2016/2017 Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje spotkania gościnnie na stadionie w Potulicach. W całej Bydgoszczy, mieście o metropolitalnych podobno ambicjach nie znalazł się obiekt sportowy, na którym Zawisza Bydgoszcz mógłby rozgrywać swoje mecze. Takie są suche fakty. Wiele klubów piłkarskich w Polsce przechodziło różne problemy, ale taka kompletna degradacja przy aktywnym współudziale władz miasta nie miała miejsca chyba jeszcze nigdzie w Polsce poza Bydgoszczą. Zazwyczaj klubu z wielkich miast wracały do gry po 2-3 latach odbudowy. Zawisza z VIII ligi będzie podnosił się wiele lat.
  • Faktem jest też, że stadion zmodernizowany za około 100 milionów złotych pochodzących z publicznych pieniędzy, mogący gościć około 20 tysięcy kibiców, nie służy obecnie żadnej ligowej drużynie piłkarskiej i jest wykorzystywany wyłącznie okazjonalnie.

Rada Miasta w czerwcu 2016 roku apelowała do prezydenta Bydgoszczy o podjęcie działań mogących uratować piłkarskiego Zawiszę po upadku spółki Radosława Osucha na możliwie wysokim poziomie rozgrywkowym. Pisałem o tym tutaj.



Rada Miasta jesienią 2016 roku wydała apel do prezydenta o udostępnienie bydgoskich obiektów młodzieżowym zespołom Zawiszy Bydgoszcz, ale prezydent to ignoruje. "Wie lepiej". Taka jest praktyka samorządności, wbrew temu co będzie wygłaszane na uroczystej sesji w ratuszu za tydzień.

Wręczanie medali za zasługi w budowaniu samorządności to na pewno mogła by być miła uroczystość. Ale bardziej niż medalu potrzeba mi najpierw normalności w tym mieście. Życzę miłego świętowania, ale się do niego nie przyłączę.

Przez kilka lat aktywnie starałem się włączać w dyskusje dotyczące miejskich problemów, ale gdy Zawisza Bydgoszcz pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia, zdegradowany do VIII ligi, wyrzucony ze swoich obiektów rozgrywa "domowe" mecze w Potulicach, to naprawdę nie chce mi się dyskutować o ścieżkach rowerowych, dziurach w chodnikach, czy rozkładach jazdy. Jeżeli Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje mecze w Potulicach, to ja nie jestem pewien czy ja w ogóle jestem jeszcze bydgoszczaninem.

To co obecnie ma miejsce w Bydgoszczy w sprawie Zawiszy, to największy wstyd w dziejach 70-letniego już klubu, ciągle vice lidera tabeli wszech czasów II ligi.

To jest trudne pytanie: Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski? Nie znam odpowiedzi na to pytanie.


Można postawić też inne pytanie. Dzisiaj niszczona jest piłkarska ikona Bydgoszczy. Jeżeli elity tego miasta przyglądają się temu procesowi bezczynnie, to czy jutro taki los może spotkać inne bydgoskie instytucje, inne bydgoskie marki? Jeżeli kochacie cokolwiek w Bydgoszczy, czy możecie czuć się spokojni patrząc na niszczenie Zawiszy przez władze miasta? Niezależnie od tego czy lubicie piłkę czy nie, uważam że powinno to was martwić.

Prawda jest taka, że sami potrafimy w Bydgoszczy niszczyć to co cenne. Wcale nie potrzebujemy do tego koniecznie sąsiadów z pobliskiego Torunia. Niedostatki zasobów intelektualnych naszych własnych elit próbujemy maskować przytaczając różne okoliczności zewnętrzne. Prawda jest taka, że świetnie dajemy sobie radę z niszczeniem własnych bydgoskich marek. We mnie skutecznie zniszczono obecnie jakąkolwiek identyfikację z Bydgoszczą. Obecnie czuję tylko wstyd, że jestem świadkiem takich wydarzeń i nie jestem w stanie nic zrobić.

środa, 23 listopada 2016

Czy za straty spalarni zapłacą solidarnie Dombrowcz z Bruskim? Umowa "partnerska" bez kar umownych.

Lokalne media donoszą, że Toruń nie dostarczy do regionalnej spalarni odpadów w Bydgoszczy tyle odpadów ile licytował. Niestety nie ma żadnych kar z tym związanych. Zostajemy z problemem sami. O zagrożeniach z tym związanych pisało wielu ludzi potrafiących przeczytać ze zrozumieniem umowę "partnerską" z gminą Toruń.

Między innymi pisałem o tym w tekście sprzed prawie 2 lat:

Warto pamiętać, że bilans energetyczny, a w konsekwencji także finansowy spalarni opera się już w obszarze dostępu do strumienia odpadów z Torunia na miękkich zapewnieniach. Co mówi umowa partnerska na ten temat? Jeżeli gmina Toruń nie będzie w stanie dostarczyć deklarowanej ilości odpadów to ...podejmie starania, żeby jakoś problem rozwiązać. Co będzie, jeśli mimo to nie zdoła się wywiązać? Tego porozumienie "partnerskie" już nie porusza. Nie ma w nim kar umownych, ani żadnej innej formy odpowiedzialności tego "partnera". Problem finansowy spaść może na barki bydgoskiej spółki za którą PORĘCZA gmina Bydgoszcz."

całość tutaj: NIE, dla sprzedaży KPEC-u.


Czy możemy mieć pretensje o takie działania do władz Torunia, gminy, która z Bydgoszczą rywalizuje na każdym możliwym polu i robi wszystko co może, żeby osłabić jej pozycję, znaczenie i finanse?

Moim zdaniem nie możemy.
Możemy mieć pretensje do władz Bydgoszczy, że w naszym imieniu zawiera takie umowy, które niczego nie gwarantują, a stanowią zagrożenie dla naszych portfeli. Kto zapłaci za ewentualne straty spalarni lub co gorsza zwrot unijnego dofinansowania? Bydgoszczanie.

W tym momencie warto przypomnieć, że umowę "partnerską" z Toruniem przygotował  i rozpoczął przygotowywać inwestycję prezydent Konstanty Dombrowicz.

Jego następca, Rafał Bruski na początku swojej pierwszej kadencji prezydenckiej zadeklarował renegocjację tej umowy, rozumiejąc, że jest niekorzystna i stanowi zagrożenie dla Bydgoszczy.
Zadeklarował i....po kilku miesiącach zaczął ją grzecznie realizować.


Trudno powiedzieć, czy był to tylko wyraz posłuszeństwa wobec partyjnej centrali swojej partii znajdującej się w Toruniu, czy jakiej inne pobudki nim kierowały. Efekt jest taki, że zostajemy z problemem. Być może uda się go jakoś rozwiązać, pozyskując odpady z innego źródła, ale nie zmienia mojej negatywnej oceny tego procesu decyzyjnego. Jakość umowy określającej strumień odpadów z Torunia jest po prostu dramatycznie niska.

Czy doczekamy się kiedyś ponoszenia finansowej odpowiedzialności urzędników za swoje decyzje o tak niskiej jakości? Czy za ewentualne straty spalarni tak ochoczo zapłacą ze swoich kieszeni solidarnie prezydenci Dombrowicz  z Bruskim?

Jak długo prezydentem Bydgoszczy będzie osoba podlegająca partyjnym centralom, tak długo będziemy zadawać sobie pytania jak można w taki sposób zarządzać miastem.


Na temat problemu ze strumieniem odpadów do spalarni pisze Sławek Bobbe w Expressie Bydgoskim: W spalarni nie ma czym palić. Toruń dostarczy do Bydgoszczy mniej śmieci niż obiecał

Niestety jakość procesu sprawowania władzy w naszym mieście jest od lat dramatycznie niska. Nie ma żadnej odpowiedzialności za poczynania prezydenta Bruskiego, który doprowadził do tego, że stadion Zawiszy zbudowany za około 100 milionów złotych stoi pusty, niszczeje i ciągle nie ma wizji jak go zagospodarować. Stadion nie jest wieczny. Trzeba go co jakiś czas modernizować, remontować. Przynajmniej kolejnych kilka lat, czyli sporą część okresu, w którym mógłby być użytkowany, będzie świecił pustkami. Kto "bogatemu" zabroni?

Budowa stadionu Zawiszy, lata 2007-2008. Koszt około 100 milionów złotych. Obecnie nie gra tam żaden zespół ligowy.



Ewentualne straty spalarni to przy tym pestka.

 Takie kolejne  pomniki swojej nieudolności stawiają sobie kolejne władze. Lekką ręką wydają setki milionów na nietrafione inwestycje, a potem nie mają skrupułów, żeby ludziom mówić , że brakuje jakiś drobnych kilkaset tysięcy na realizację różnych ciekawych przedsięwzięć. Ile razy w ciągu roku słyszymy, że miasto nie ma na coś pieniędzy? Powtarzane to jest jak mantra. Ale na pokrycie strat spalarni się znają, nieprawda?

Czy potrafi sobie ktoś wyobrazić, że prywatny podmiot inwestuje w tak ryzykowne przedsięwzięcie jak spalarnia kilkaset milionów złotych nie zapewniwszy sobie strumienia odpadów na kilkadziesiąt lat? Raczej trudno to sobie wyobrazić. Ale miasto Bydgoszcz stać na to, bo ma kilkaset tysięcy mieszkańców którzy  potulnie zapłacą ile będzie trzeba.


Bydgoszczanie to taki dziwna społeczność. Ponarzekają sobie, a potem potulnie zapłacą ile trzeba w podatkach lokalnych, cenie wody, czy mizernych inwestycjach miejskich. I wybiorą sobie nowego - starego wodza ponownie.
Tak, tak drodzy bydgoszczanie, to my jesteśmy sami sobie winni. Prezydent sam siebie nie wybiera. To my dajemy im władzę i to my ponosimy odpowiedzialność za to jakie śmierdzące problemy i długi  pozostawimy naszym dzieciom i wnukom.



czwartek, 3 listopada 2016

Opuszczone rogatki w środku miasta.

Coraz bardziej dotkliwy staje się  problem przejazdu kolejowego z zaporami na Bielawach. Ruch pociągów w tym miejscu jest bardzo duży, więc auta stoją cierpliwie czekając aż pociąg przejedzie. Problem podnosi Express Bydgoski w tekście:



Przejazd kolejowy na inwalidów utrudnia codzienne życie wielu mieszkańcom

Nie jest to nowe zjawisko. Pisałem o tym dokładnie 2 lata temu. Cały tekst dostępny jest tutaj:

Przejazd kolejowy z zaporami w środku miasta, czyli BiT City po bydgosku.


Bydgoszczanie to bardzo dziwna społeczność. Narzekają na otaczającą ich rzeczywistość, ale większość i tak wybiera ciągle tych samych ludzi do sprawowania władzy w ich imieniu. Projekt BiT City w takim kształcie ktoś przecież wymyślił i zatwierdził.
Ktoś podjął decyzję, że bezkolizyjny wiadukt zbudowany zostanie we wsi Cierpice pod Toruniem liczącej kilkaset osób, a przejazd kolejowy na Bielawach będzie wstrzymywał ruch tysięcy pojazdów dziennie. Co ciekawe wiadukt w Cierpicach zbudowano z bydgoskiej części pieniędzy  na BiT City, która zwolniła się po rezygnacji z budowy linii kolejowej od Trzcińca na lotnisko.

Od dłuższego czasu przestałem angażować się w redagowanie tego bloga. Na tą decyzję miło wpływ kilka czynników, ale jednym z nich jest całkowity brak sensu opisywania absurdów towarzyszących nam na co dzień w Bydgoszczy. Reakcji władz bynajmniej nie ma na to żadnej. Robią to co sobie wymyślą, a konsultacje są po to, żeby się odbyły. Czasami o tych absurdach napiszą nawet lokalne media, ale za chwilę ten głos zaginie w chóralnej propagandzie sukcesu.

Niedawno ogłoszono jak podzielone zostaną regionalne inwestycje kolejowe realizowane w najbliższych latach z inicjatywy samorządu województwa. Podzielone, to słowo trochę na wyrost, bo realizowane mają być te nie związane z Bydgoszczą. Te bydgoskie, jak linia 209 na odcinku fordońskim czy linia 356 z Błonia do Szubina i Kcyni nie mają zapewnionego finansowania. Nie są również w żaden sposób przygotowane.



Osoby zainteresowane sprawami transportu serdecznie zachęcam do odtworzenia tego materiału:

O 800 milionach PLN na transport w kuj-pomie w Samorządnych TVB

W programie Samorządni w TVB radni Sejmiku Województwa Roman Jasiakiewicz i Andrzej Walkowiak przedstawili widzom przykrą prawdę, że remont linii 356 nie ma żadnych "fiszek", żadnej dokumentacji projektowej. Jest jedynie taką  maskownicą, żeby władze  województwa mogły w ogóle przerywaną kreską wrysować na mapkę coś na zachód od Bydgoszczy. A że tego się nie wykona, to już przecież nie jest problem tych władz.

To jest żenujące. Człowiek , który teoretycznie powinien rozumieć potrzeby Bydgoszczy, Zbigniew Ostrowski nie widzi nic dziwnego, że samorządom zachodniej części regionu proponuje się wizję rewitalizacji linii kolejowych razem z propozycją dopłacania przez gminy do przewozów realizowanych w tej części regionu, podczas gdy żadna z gmin we wschodniej części regionu nie dopłaca do przewozów kolejowych ani złotówki. A rentownej linii kolejowej w regionie nie ma ani jednej. Do każdej się dopłaca, z tą różnicą, że dopłaca budżet województwa. Z pewnością skutecznie w ten sposób wybito z głowy wielu samorządowcom z zachodniej części regionu marzenia o przywróceniu szybkich i bezpiecznych połączeń kolejowych z Bydgoszczą. Wielu z nich reprezentuje zapewne zbyt niski poziom intelektualny, żeby zadać marszałkowi pytanie dlaczego jedne gminy mają dopłacać do przewozów kolejowych, a inne, niby w tym samym regionie, nie muszą.


Jak się wybije samorządowcom z głowy koleje, to jest dużo prościej, bo można z czystym sumieniem powiedzieć, że gminy nie chcą kolei. To jest prawdziwa szopka.

A problem zablokowanych korkami dojazdów do Bydgoszczy z każdym rokiem staje się coraz bardziej palący. W Bydgoszczy brakuje już ludzi do pracy w wielu branżach. Władze zamiast chwalić się niskim bezrobociem powinny dostrzec i starać się rozwiązać problem słabego skomunikowania Bydgoszczy z jej najbliższym otoczeniem.

Szybkie koleje łączące tereny aglomeracji bydgoskiej z Bydgoszczą, któremu to projektowi poświęciłem na tym blogu trochę miejsca swego czasu, są szansą na pozyskanie przez bydgoskie firmy kolejnych tysięcy pracowników z terenów podmiejskich. Bez tych pracowników dynamika przemysłowej i biznesowej Bydgoszczy wkrótce przygaśnie. Nad poprawą skomunikowania z terenami podmiejskimi trzeba było zacząć pracować przed wielu laty, ale tą szansę ciągle zaprzepaszczamy. Główne drogowe arterie wylotowe są zablokowane w godzinach szczytu, a oferta kolei jest ciągle zbyt mało atrakcyjna.

Wylot na Brzozę, Przyłęki czy Inowrocław blokuje przeciążony odcinek drogi DK25 od Stryszka do Brzozy. Nie jest tam realizowana żadna inwestycja zwiększająca przepustowość.

Wylot na Murowaniec, Szubin zablokowany jest w Białych Błotach. Drogi wojewódzkiej  "niedasię" poszerzyć. Żeby dojechać  do trasy S5 trzeba będzie odstać w korku. Nie ma perspektyw na poprawę przepustowości.

Wylot w kierunku Łochowa zablokowany przez wąską ulicę Nakielską. Projekt jej poszerzenia miał być realizowany kilka lat temu, ale zrezygnowano z niego, tak samo jak z przedłużenia linii tramwajowej na Zachód do Plażowej wraz z przebudową wiaduktu.

Przygotowywana jest rozbudowa Grunwaldzkiej do węzła S5, ale już dalej S10 nie pojedziemy, bo nie ma na rozbudowę tej drogi zielonego światła. Inne aglomeracje takie wylotówki po 20, 30, 50 kilometrów od rogatek miasta zbudowały już dawno temu. Teraz nie ma takiego programu krajowego, bo już mało kto jest nim zainteresowany w innych dużych ośrodkach TOP10 w Polsce.


Można by na temat słabości naszego systemu transportowego napisać wiele tekstów, ale efekt będzie dokładnie taki sam. Zerowy.
Władze naszego miasta nie potrafią zdiagnozować jego problemów rozwojowych i im przeciwdziałać. We wspomnianym programie "Samorządni" redaktor Radajewski pytał, słusznie zresztą, gdzie są jakieś dokumenty pokazujące korzyści z rewitalizacji linii kolejowej 356. Ale ich nie ma. Propozycja opracowania studiu dla SKM-ki została przez prezydenta Bruskiego  i Radę miasta w zimie 2 lata temu odrzucona. Próbowano wmawiać opinii publicznej, że takie opracowanie przygotują władze samorządowe województwa, ale one nie są władzami województwa tylko wschodniej części województwa. W takim województwie jak obecny kuj-pom takie opracowanie nigdy nie powstanie, bo poprawa skomunikowania Bydgoszczy z zachodnią częścią aglomeracji ma być blokowana jak długo się da. To jest decyzja polityczna, ale nie logiczna.

"Podział" kasy na regionalne inwestycje kolejowe w kuj-pomie pokazuje, że to województwo nie ma racji bytu w obecnym kształcie. Gdyby istniało województwo bydgoskie nikt by nam nie wmawiał, że za wszystkie nasze wojewódzkie pieniądze warto rewitalizować linię Toruń - Lipno, czy Toruń - Chełmża. Toruń inwestowałby za pieniądze swojego regionu w poprawę skomunikowania ze swoim otoczeniem, a Bydgoszcz i jej otoczenie decydowałoby jakie inwestycje kolejowe przeprowadzić na liniach województw Bydgoskiego. Obecnie nie zrewitalizujemy za regionalne pieniądze żadnej linii na terenie funkcjonalnie powiązanym z Bydgoszczą. Żadnej.

Ludzie, którzy podejmują takie decyzje śmieją Wam się w twarz, bydgoszczanie. Miłego stania w korkach.

środa, 5 października 2016

Jest szansa na remont chodników na ulicy Mazowieckiej

O fatalnym stanie bydgoskich chodników w Śródmieściu Bydgoszczy można by dużo pisać. Przed dwoma laty na bazie jednego spaceru stworzyłem galerię zdjęć zdewastowanych chodników, których stan grozi połamaniem nóg.

Pomorska pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką


Bydgoskie chodniki wołają o kompleksową rewitalizację Śródmieścia.

Teraz nadarza się okazja żeby jeden z tych chodników wyremontować. Właśnie odbywa się głosowanie na inwestycje, które mają zostać zrealizowane w ramach tzw. "budżetu obywatelskiego"

Jedno z proponowanych zadań polegać ma na remoncie chodników ul. Mazowieckiej oraz uporządkowanie opuszczonej kamienicy w okolicy przystanku autobusowego:



Czytając propozycje zgłaszane przez mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego widzę sporo ciekawych pomysłów, jednak w moim odczuciu równe chodniki uważam za podstawowy czynnik umożliwiający poruszanie się mieszkańcom i osobom przyjeżdżającym autobusami do Śródmieścia. Prosty chodnik, to jest taka pierwsza oznaka cywilizowanego życia. Proste chodniki zachęcają do przemieszczania się pieszo, zatem do zdrowego trybu życia, zachęcają do korzystania z komunikacji zbiorowej.
Proste chodniki to pierwszy, niezbędny czynnik rewitalizacji Śródmieścia. Mam nadzieję, że ta inicjatywa zyska wsparcie mieszkańców i osób przyjeżdżających do Śródmieścia, korzystających z chodników Mazowieckiej i przystanków.

Można odnieść wrażenie, że ten konkurs jest jedyną szansą na pojawienie się prostych chodników na Mazowieckiej. Polityka zarządu dróg miejskich w zakresie rewitalizacji chodników w tej strefie nie jest przejrzysta i transparentna.

Od 4 lat pytam o plany miasta w sprawie chodnika.

4 lata temu, w listopadzie 2012 roku zwracałem się do zarządcy chodnika, ZDMiKP z pytaniem czy i  kiedy planowane są remonty chodników ul. Mazowieckiej (południowa strona w fatalnym stanie) i Pomorskiej (wschodnia strona - odcinek pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką).



Z odpowiedzi uzyskanej drogą mailową od pani Katarzyny Walczak z ZDMiKP wynikało, że to zadanie nie posiada realnego terminu wykonania. Co ciekawe, w piśmie wspomniano, że wyremontowano chodniki przy Pomorskiej 34 i 35. Nie posiadam niestety dokumentacji zdjęciowej tego fragmentu chodnika przed remontem, ale jego stan był o niebo lepszy niż stan wspomnianych chodników Mazowieckiej i Pomorskiej, na odcinku pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką.



Mazowiecka fragment południowego chodnika




Zdjęcia powyżej pokazują fatalny stan tych chodników, na których dodatkowo dopuszczone zostało parkowanie samochodów zajmujących sporą część chodnika. Żeby bardziej utrudnić życie pieszym posadzono drzewa. Przy normalnym, szerokim chodniku byłyby ozdobą, ale obecnie dodatkowo utrudniają poruszanie się. W praktyce osoby z wózkiem, lub na wózku mają poważne problemy z przemieszczaniem się tymi chodnikami. Często widzę starsze osoby idące z obawy o swoje zdrowie po jezdni przeznaczonej dla samochodów, która jest tu w dobrym stanie.

Taki stan chodników w Śródmieściu nie jest do zaakceptowania. W obszarze Śródmieścia realizowanych było kilka remontów chodników i wszystkie one były w lepszym stanie niż pokazane wyżej fragmenty Mazowieckiej i Pomorskiej. Nie wiem kto decyduje o kolejności remontów chodników w naszym mieście, ale w mojej ocenie te decyzje nie są często racjonalne.

Rok 2013 - chodniki w czołówce harmonogramu remontów.


Z korespondencji z ZDMiKP ze stycznia 2013 (podpisany pan Jacek Piotrowski) wynika, że wspomniane chodniki znajdują się na czołowym miejscu w harmonogramie remontów.


Jeżeli w 2013 roku te chodniki znajdowały się na czołowym miejscu w harmonogramie remontów, to znaczy, że ciągle są spychane niżej na liście, albo że tych remontów miasto wykonuje w praktyce znikomą ilość. Być może Mazowiecka i Pomorska ma tego pecha, że nie mieszka tu żaden urzędnik, który bałby się, że połamią sobie tutaj nogi on albo jego bliscy. Minęły 4 lata od czasu, gdy usiłowałem dowiedzieć się na kiedy planowane są remonty tych chodników i do dzisiaj nie wiem.

Brak odpowiedzi przez 3,5 roku. Harmonogramu nie ma?


2 stycznia 2013 roku zadałem ZDMiKP drogą mailową pytanie o harmonogram remontów chodników, ale do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi (ponad 3,5 roku). Być może jest on ściśle tajny, mimo że sprawa dotyczy naszych publicznych pieniędzy, albo po prostu taki harmonogram nie istnieje, a każda inwestycja jest przepychana przez ludzi posiadających lepsze znajomości.
Nie otrzymałem też satysfakcjonującej odpowiedzi z ZDMiKP jakie są kryteria wyboru chodników do  remontu.



Trudno mi jest zrozumieć jak władze miasto mogą akceptować taki stan rzeczy i uzależniają inwestycje od głosowania w ramach skromnego budżetu obywatelskiego. Potrzeby są rzecz jasna o wiele większe niż zakładany budżet obywatelski a szanse na niezbędne inwestycje znikome.


Ale skoro taka szansa istnieje to trzymam kciuki, za to że może ktoś jeszcze zagłosuje na remont chodników ul. Mazowieckiej. Niestety nie mieszka tutaj zbyt wiele osób. Zdecydowanie więcej osób  korzysta zapewne z przystanku autobusowego na Mazowieckiej i chodników w tej ruchliwej okolicy. Ale te osoby jeżeli nawet wezmą udział  w głosowaniu na budżet obywatelski, to szybciej pomyślą o zbudowaniu czegoś na osiedlach, koło ich domów. I trudno się dziwić.

Nie mam wielkich nadziei, że te chodniki zostaną w najbliższym czasie wyremontowane. Pewnie napiszę w tej sprawie kolejne pismo do ZDMiKP po następnych wyborach samorządowych w 2018 roku. Być może nowy prezydent miasta nie będzie tolerował takich wertepów w Śródmieściu.

Rozumiem, że potrzeby są znacznie większe niż przeznaczone na to pieniądze w budżecie, ale uważam ,że polityka miasta w tym zakresie powinna być transparentna i czytelna. Jeżeli decyzje o kolejności remontów są logiczne i obiektywne, to na pewno bez problemu same się obronią. Wielu mieszkańców dopomina się także o informacje na temat planowanych terminów utwardzania dróg w okolicach ich domów. Chcieli by poznać prawdę, nawet trudną prawdę, że będą musieli ileś lat czekać. Dzisiaj w Bydgoszczy ta wiedza uznawana jest najwyraźniej za wiedzę tajemną, zarezerwowaną dla wąskiego grona "znajomych królika".

Jeżeli ktoś Was chciałby wesprzeć projekt rewitalizacji chodników na Mazowieckiej to serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety znajdującej się pod tym linkiem.

Głosowanie - Budżet Obywatelski 2017

Wystarczy podanie Imienia, Nazwiska i numeru PESEL oraz wskazanie  inwestycji. 
Z góry dziękuję.