wtorek, 16 października 2018

Bydgoszczanie 4 lata temu nabrali się na Pawłowicza, a dostali w prezencie od PO ponownie Całbeckiego. Czy wyciągną wnioski?

Zaprawdę zadziwiające. Jak to się dzieje?

2007 rok. 

Bydgoska  PO kreuje na swojego lidera w Zarządzie Województwa Włodzisława Gizińskiego, a toruńscy iluzjoniści z kapelusza wyjmują posłusznego Edwarda Hartwicha i przez kolejne lata dzielą wojewódzkie miliardy bez nadmiernej ilości niewygodnych pytań.

 2014 rok.

Powtórka z rozrywki. Bydgoscy wyborcy, często uważający się za błyskotliwą inteligencję głosują masowo ponownie na PO i wybierają sobie do sejmiku doktora Pawłowicza, lokalny autorytet, człowieka z naprawdę dobrym charakterem do walki o interesy miasta. Ale toruńscy iluzjoniści z kapelusza wyciągają Zbigniewa Ostrowskiego, by ponownie dzielić wojewódzkie miliardy według swojego planu. Nie przejmują się zupełnie tym, że bardzo słabo to wygląda. Bydgoska PO rozdziera szaty i urządza medialną szopkę, ale nic to nie zmienia. Przez kolejne 4 lata Bydgoszcz jest skazana na chude lata.

Rok 2018.

Powtórka z rozrywki. Bydgoska PO wystawia do sejmiku Zbigniewa Ostrowskiego na jedynce, (dla tych, którzy nie mają pojęcia o niczym i potrafią rozróżnić jedynie szyld partyjny. Dwójką na liście jest Roman Jasiakiewicz. Pawłowicz nie da się zrobić ponownie w balona. Jasiakiewicz ma zrobić dobry wynik i wciągnąć jeszcze kogoś za sobą z niższego miejsca. Może sobie jako radny głosować nawet przeciwko ponownej kandydaturze Całbeckiego na marszałka i urządzać medialne szopki, ale to właśnie PO będzie dzięki niemu mogła tworzyć cały zarząd, poobdzielać kogo trzeba, żeby układ się domknął i w efekcie przez kolejne 4 lata strumień wojewódzkich miliardów będzie spokojnie sterowany przez dobrze funkcjonujący i zgodny toruński układ. Czy taki scenariusz jest możliwy? Tak, jest możliwy. Dziwię się, że Roman Jasiakiewicz zgodził się wzmacniać swoim nazwiskiem ten układ. Dziwię się jego naiwności, bo przecież taki stary wyga powinien zdawać sobie sprawę jak trybiki wyborcze zadziałają. Powinien wiedzieć jak działa ordynacja wyborcza i że oddane na niego głosy umocnią szkodliwy dla Bydgoszczy  układ. Być może jednak zdaje sobie z tego sprawę i odpowiada mu rola pokrzykującego  i miotającego się w mediach obrońcy Bydgoszczy. Bo taka rola przecież mu pozostanie - stery zostaną w innych rękach.

Dlaczego w wyborach do sejmiku bydgoszczanie nie powinni wspierać Koalicji Obywatelskiej (czyli PO) ? Od lat działa w PO ten sam mechanizm, który wynosi do władzy marszałka Całbeckiego, działającego jawnie na szkodę Bydgoszczy.

Warto przypomnieć sobie dobrze te mechanizmy. Opisałem to przed czterema laty, zaraz po kolejnym wyborze Piotra Całbeckiego na stanowisko Marszałka Kuj-Pomu, co stanowiło wyrok na Bydgoszcz, na kolejne 4 lata. Warto poświęcić chwilę, żeby sobie uświadomić jak kończy się oddawanie głosów na PO. Nawet gdy pojawi się jakaś silniejsza osobowość, mająca chęć powalczyć w Zarządzie Województwa o interesy Bydgoszczy to jest momentalnie odstrzelana przez partyjny walec PO. Tak odstrzelono Włodzisława Gizińskiego, tak odstrzelono doktora Pawłowicza, tak odstrzelony zostanie Jasiakiewicz wbrew temu co sobie dzisiaj wyobraża. Można powiedzieć, że bydgoszczanie 4 lata temu nabrali się na Pawłowicza, a dostali w prezencie od PO ponownie Całbeckiego. Czy wyciągną wnioski? Czy teraz nabiorą się na Jasiakiewicza i w efekcie oddadzą ponownie władzę Całbeckiemu? Kto będzie robił za "bydgoską" marionetkę w nadchodzącej kadencji? Prawdopodobnie Zbigniew Ostrowski. Już pokazał, że nie ma dla niego znaczenia co o nim myślą i mówią koledzy z Bydgoszcz? Jak to w ogóle możliwe, że ponownie staruje z bydgoskiej PO a nie z toruńskiej listy? Ciekawe czy wyborcy zadają sobie w ogóle pytanie kto układa bydgoskie listy, skoro na jedynce wystawiany jest Zbigniew Ostrowski?  To jest normalnie szopka.

Cztaj więcej: 
Kujawsko-Pomorskie zaczęło pękać 7,5 roku temu. Giziński > Hartwich > Ostrowski.

Przed 4 laty tak się skończyło głosowanie na Pawłowicza. Toruńskie PO okazało się bezwzględne, gdy chodziło o spokojne wydawanie kilku miliardów PLN z wojewódzkiej kasy przez 4 lata:

"Dzisiaj w tej roli politycznej marionetki ma odgrywać Zbigniew Ostrowski, ale reguły gry się nie zmieniły. Ustala je udzielny książę Całbecki. Wie on dokładnie, że lepiej postawić sprawę na ostrzu noża i przeczekać medialną zadymę, żeby mieć potem przez 4 lata święty spokój. Nikt z Zarządu Województwa (czyli ścisłego grona decydującego o sposobie wydatkowania kilku miliardów PLN) nie będzie zadawał mu niewygodnych pytań przez 4 lata. I o to chodzi. Z jego punktu widzenia gra z pewnością jest warta świeczki."

Czy bydgoszczanin będzie mądry po szkodzie? Jedyna szansa na zmianę układu sił w sejmiku to porażka PO. To oczywiście nie gwarantuje uczciwego zarządzania regionem, ale zmiana przynajmniej daje na to szansę. Czy bydgoszczanie wykorzystają tą szansę? Zobaczymy. Zyczę bydgoszczanom wyborów, których nie będą żałowali.

czytaj teź:
Same konkrety, czyli dlaczego warto iść na wybory.

poniedziałek, 15 października 2018

Same konkrety, czyli dlaczego warto iść na wybory.

W ostatnich miesiącach jestem trochę wyłączony ze śledzenia wszystkich lokalnych newsów, dlatego łatwiej mi dzisiaj odciąć się od tej ulotnej perspektywy przedwyborczej, wynikającej z tego co kto akurat powiedział i kto komu mocniej dokopał. Patrzę na interesujące mnie w Bydgoszczy kwestie bardzie długofalowo i w ich kontekście zdecyduję jak głosować.

1. Bydgoszcz jest podobno miastem na wodzie. Jednak 550 metrów od mostu prowadzącego na Stary Rynek bulwary przestają być oświetlone i zadbane. Pod koniec 2016 roku biegając naszym bulwarem w samym centrum miasta, w panujących tam ciemnościach skręciłem sobie nogę. Do biegania wróciłem po 2 miesiącach przerwy. Biegam tam regularnie, bo to jest unikalne miejsce. Trasa prowadzi pod kolejnymi mostami, nie ma stania na światłach, piękna przyroda, fantastyczne widoki. Nie mogę przestać kochać tego kawałka miasta, mimo, że jest tak zaniedbany. Słyszeliśmy deklarację przebudowy bulwarów. Poza krótkim odcinkiem w okolicach mostu Uniwersyteckiego nie wyremontowano jednak ani kawałka bulwarów. To ogromne rozczarowanie. Miasto podobno stawia na kontakt z wodą i tej wody pełne są miejskie plany. Na papierze. Ale wystarczy przejść się wieczorek bulwarami 550 metrów na wschód od Starego Rynku, żeby znaleźć się w egipskich ciemnościach, a dziurawym, niebezpiecznym chodniku. Turysta chcący wieczorem zwiedzić miasto nawet nie dojdzie tym bulwarem do ładnie prezentującego się nowego, oświetlonego mostu Uniwersyteckiego, bo ze strachu zawróci. To są konkrety. Nie pasują do pięknych opowieści.
Biega tamtędy około tysiąca ludzi według logów samej aplikacji Strava.com

W centralnym odcinku tego odcinka specjalnego wieczorami panują egipskie ciemności.
Zamiast tego screen mógłbym wstawić wieczorne zdjęcie z centralnego odcinka tej trasy, zaraz za mostem koło Ronda Jagiellonów, ale była by to czarna plama. Tak dbamy o naszą wizytówkę. Brak remontów to jedna sprawa, a nie działające przez całe miesiące lampy do druga, jeszcze bardziej prozaiczna.


2. Inwestycje prowadzone w Bydgoszczy nie przystają do budżetu miasta, które w skali 8 lat (dwóch kadencji samorządowych) miało łącznie budżety przekraczające 10 miliardów złotych. Jeżeli konkretem ma być budowa miejskiej ślizgawki za kilkadziesiąt milionów złotych to widać, że miasto nie ma się czym pochwalić. Zapomniano tam nawet o wybudowaniu trybun, żeby czasami nie mógł rozwinąć się w Bydgoszczy profesjonalny hokej. Nasza rzeczywistość to obiekty bez trybun ( z Astorią też była afera z brakiem wystarczającej ilości miejsc na trybunach), mosty bez chodników, sieć tramwajowa bez awaryjnych alternatyw, dworzec z za niskimi peronami, skrzyżowania płaskie ze światłami, zamiast bezkolizyjnych węzłów znanych z lepiej zarządzanych miast. To są konkrety. Budujemy mało, bez wizji, z funkcjonalnymi wadami praktycznie każdej inwestycji. Ilość bezkolizyjnych węzłów zbudowanych w ostatnich latach jest bliska zeru. Podobne inwestycje jak te dominujące w Bydgoszczy można znaleźć w wielu miasteczkach powiatowych. Te okazałe i ambitne inwestycje funkcjonują tylko na papierze. Papier przyjmie wszystko.


3. Upadek bydgoskiego sportu. Upadek jednej z najbardziej popularnych dyscyplin sportu profesjonalnego mógłby być uznany jako przykry przypadek. Jednoczesny upadek ligowej piłki oraz ligowego żużla świadczy o tym, że bydgoski sport przeżywa spory kryzys. A te dyscypliny sportu miały być naszą wizytówką według deklaracji prezydenta z poprzednich wyborów. Jak widzę w mediach społecznościowych, fani żużla zdają sobie sprawę z tego, że obietnice prezydenta, który przez 8 lat nic konkretnego nie zrobił w sprawie przebudowy ich stadionu nie są wiele warte. Który Rafał Bruski jest prawdziwy? Ten który przez całą kadencję rozmawia i nic nie robi, czy ten Rafał Bruski, który z wyborczym  nożem na gardle łasi się do kolejnych rozczarowanych grup społecznych? Warto zadać sobie pytanie, który z prezydentów jest prawdziwy. Co realnie zrobi dla bydgoskiego sportu przez kolejne 4 lata? Najbardziej prawdopodobne jest, że zrobi dokładnie to samo co przez poprzednie lata.

4. Fotografowanie się prezydenta Rafała Bruskiego na tle bydgoskiego dworca PKP wyremontowanego za pieniądze rządowe świadczyć może co najwyżej o tym, że obecny prezydent uważa bydgoszczan za debili. Konkretem jest to, że dworzec jest jednym z ostatnich w Polsce z grona największych dworców kategorii A, które zostały wyremontowane oraz, że ma zbyt niskie perony przylegające do dworca wyspowego. Kto miał okazję korzystać i wyskakiwać z pociągu to przyzna, że takie perony nie są dla podróżnych komfortowe, obojętnie co sądzą na ten temat przepisy czy konserwatorzy zabytków. Zabytki nie muszą być niepraktyczne, co pokazano choćby podczas remontu dworca PKP w Toruniu.

5 Transport zbiorowy w Bydgoszczy jest wolny, a sieć tramwajowa podatna na zablokowanie, nie posiada dróg alternatywnych na wypadek awarii. Ciągle nie stosuje się w mieście tramwajów dwukierunkowych. W ostatnim roku doszło do trwałego zablokowania linii tramwajowej na Babiej Wsi. To jeszcze pogorszyło sprawę. Budowa torowiska tramwajowego w  ciągu ulicy Kujawskiej jest opóźniona. Cały górny taras stracił bezpośrednie skomunikowanie tramwajami z centrum miasta. W mojej ocenie taka sytuacja jest niedopuszczalna. Władze naszego miasta odrzucają konsekwentnie pomysły stworzenia super szybkiej alternatywy komunikacyjnej pomiędzy zachodnimi dzielnicami miasta a Bartodziejami i Fordonem przy wykorzystaniu istniejących linii kolejowych. Faktem jest dwukrotne odrzucenie przez grupę radnych koalicyjnych związanych z prezydentem wniosku opozycji o wykonanie studiu wykonalności Szybkiej Kolei Miejskiej dla miasta Bydgoszczy. Prezydent podobno obecnie, przed wyborami zadeklarował chęć jego wykonania. Warto zadać sobie pytanie, który z prezydentów jest prawdziwy, ten który obiecuje zmianę z wyborczym  "nożem na gardle", czy ten którego znamy z niechęci do kolei przez całą resztę dwóch 4-letnich kadencji? Prawdopodobnie to sam co przez minione 8 lat, a nie ten przystrojony w wyborczy uśmiech i wyborcze obietnice. Problemy naszego systemu transportowego zaczynają się od faktu, że decydenci z niego nie korzystają. Jeżdżą samochodami bez głębszej refleksji, że jak wszyscy pewno dnia zrobią to samo, to miasto stanie w jednym gigantycznym korku. Na razie robią wiele, żeby uprzykrzyć życie ludziom usiłującym korzystać z transportu zbiorowego.Wykorzystanie pociągów jeżdżących i tak przez miasto nie musi być drogie, wystarczy się dogadać, żeby posiadacze bydgoskich "sieciówek" mogli swobodnie wsiadać  do pociągów kiedy im to pasuje. To jest proste, w wielu miastach działają takie systemy taryfowe od lat. U nas niedasie. Kolejne 8 lat niedasię. Zawsze gdy widzę Elfa śmigającego z Bydgoszcz Wschód na Dworzec Główny w 8-9 minut, to żal mi, że bydgoszczanie nie mogą z tego swobodnie korzystać. Przecież za ich pieniądze remontowano stacje Bydgoszcz Wschód, Bielawy, Błonie, Leśną. Zawsze gdy widzę w Bydgoszczy Elfa to myślę o prezydencie Bydgoszczy, który zablokował wykorzystanie tego ultra szybkiego środka transportu przez fakt, że trzeba za to osobno płacić. W innych miastach dawno udało się zrealizować takie zintegrowane systemy. Często informacje o kolejnych miastach to oferujących wrzucałem na tego bloga czy profil SKM Bydgoszcz na Facebooku, który polubiło około 1500 osób w krótkim czasie po jego stworzeniu bez żadnej płatnej promocji. Jest sporo ludzi, którzy chcieli by tracić mniej czasu na przemieszczanie się po mieście.

6. Remonty chodników w centrum. Na nic się zdała aktywność obywatelska w przypadku chodnika przy ulicy Mazowieckiej, przy której mieszkam. W 2017 roku mieszkańcy zdecydowali, że w ramach Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego chcą remontu tych zapuszczonych i dziurawych chodników. Mamy już październik 2018 i nie widzę żadnej ekipy zabierającej się choćby za remont tego chodnika. Czuję się oszukany. Nikt nie namówi mnie na udział w kolejnych edycjach BBO lub ich promowanie. Ten konkurs to pewien rodzaj umowy społecznej. Miasto chce zaangażować mieszkańców, wciągnąć ich w procesy decyzyjne, ale potem zwycięskie inwestycje zobowiązuje się zrealizować. Czuję się oszukany i nie mam zamiaru brać w tej szopce udziału ponownie. Czy podobne doświadczenia mają inni bydgoszczanie? Ile jest w śródmieściu chodników w fatalnym stanie? Ile inwestycji z BBO nie zostało w ogóle ruszonych? Nie mam takiej wiedzy. Ale wiem jak potraktowano chodniki na  Mazowieckiej. Pisałem w tej sprawie do ZDMiKP i nie otrzymałem odpowiedzi. To też przykre. E-mail od zwykłego bydgoszczanina jest bez znaczenia. Dopiero gdy sprawa nabiera medialnego rozgłosu, to się wszyscy sprawą interesują. Tak działa to miasto. Nie ma problemu w mediach, to nie ma problemu w ogóle, a ludzie łamią sobie nogi w XXI wieku na bydgoskich chodnikach.



Ten chodnik miał być wyremontowany w ramach BBO 2017. Ciągle wygląda właśnie tak.



7. Obecne władze nie szanują czasu mieszkańców. Jeżeli bydgoszczanie stoją w korkach spowodowanych przebudowami, to tracą czas. Ile on jest wart? Można to policzyć. Jeżeli z powodu prowadzonych bez głowy, przeciągających się remontów lub źle zaprojektowanej sieci drogowej i transportu zbiorowego każdy z 350 tysięcy bydgoszczan straci średnio 15 minut dziennie, to razem stracimy 87,5 tysiąca godzin dziennie. Licząc 22 dni robocze stracimy łącznie 1 milion 925 tysięcy godzin w miesiącu. Ile warta jest godzina życia? Jak to zmierzyć? Najprościej licząc po stawce za którą pracownicy sprzedają swój czas pracodawcy.  Dla kogoś to może być 15 zł za godzinę , dla kogoś innego 200 zł /h albo więcej (tych jest niewielu). Przyjmijmy na roboczo średnio 20 zł za godzinę czasu bydgoszczanina.

Można zatem szacować, że przez źle zarządzaną sieć transportu zbiorowego oraz złe zarządzanie procesami remontowymi  

tracimy około 40 milionów złotych miesięcznie. 

Nikt na te straty nie zwraca większe uwagi, bo to jest strata zbiorowa. Każdy traci po kilka, kilkanaście godzin miesięcznie. Ale mi osobiście ich bardzo szkoda. Wolałbym je wykorzystać w inny sposób. Po zmianach komunikacji związanych z wprowadzeniem tramwaju do Fordonu mój czas dojazdu do pracy wydłużył się jakieś 10-15 minut w każdą stronę.  Kiedyś dojeżdżałem jednym autobusem 83, obecnie muszę jeździć z przesiadkami. Te 10-15 minut straty jest w przypadku, gdy sieć tramwajowa nie jest zablokowana. Gdy jest zablokowana to oczywiście znacznie więcej. Czy w skali 40 milionów traconych przez bydgoszczan co miesiąc nie warto byłoby wynegocjować z przykładowym właścicielem tartaku rynkowej ceny za jego grunt i wykonać inwestycję w terminie? No tak, przecież tych 40 milionów nikt nie dostrzega. Każdy stoi sobie mniej lub bardziej cierpliwie w korku, ponarzeka sobie i w końcu kiedyś przejedzie. Ja uważam, że trzeba walczyć o szybkość przemieszczania się po mieście, zwłaszcza gdy jest ono rozwlekłe w osi wschód - zachód na ponad 30 kilometrów. Ja nie widzę tej walki, a co za tym idzie nie widzę tu szacunku dla mieszkańców, którym korki uprzykrzają życie.
Tworzenie zakorkowanego miasta nie służy też jego rozwojowi z punktu widzenia gospodarki, w której przemieszcza się towary lub dojeżdża do klienta na wykonanie usługi. Walka o sprawnie działające miasto w mojej ocenie jeszcze się w Bydgoszczy nawet nie zaczęła. Na razie zmierzamy wielkimi krokami do transportowej katastrofy. Jej skutki będą coraz bardziej odczuwalne z każdym rokiem, z każdym byłym pasażerem komunikacji miejskiej, który nie wytrzyma i przesiądzie się do samochodu zajmującego kilka metrów kwadratowych miejskiej przestrzeni. Nie mogę zrozumieć jak to możliwe, że trasa Uniwersytecka nie przechodzi bezkolizyjnie pod ulicą Wojska Polskiego, dlaczego Tramwaje nie pojadą bezkolizyjnie pod Rondem Kujawskim na poziomie minus jeden, skoro nawet naturalnie ukształtowanie terenu sprzyja takim rozwiązaniom. Będziemy się męczyć z tymi bublami przez kilkadziesiąt lat wspominając czasy bydgoskiego dziadostwa panujące na początku XXI wieku, w okresie największych dotacji unijnych. Po prostu wstyd.


8. Bydgoszcz ciągle nie potrafi skutecznie przyciągać dofinansowania. W obecnym rozdaniu mieliśmy we władzach samorządowych województwa Platformę Obywatelską oraz za sterami Bydgoszczy prezydenta wywodzącego się z tej samej partii. To nie pomogło w skutecznym pozyskiwaniu środków na inwestycje. Można odnieść wrażenie, że ciągle nie wiemy kiedy o co się starać. Kiedy w Polsce powstawały wielkie muzea jak choćby zbudowane we Wrocławiu z rozmachem i pomysłem Hydropolis, czy rożne "Koperniki" Bydgoszcz nie miała czytelnego, dobrze  opracowanego pomysłu do realizacji. Młyny Rothera do dziś stoją puste. To są konkrety. Okazało się, że w obecnej perspektywie finansowej kasa w worku z takimi atrakcjami została odcięta. Tak działa UE. Trzeba czuć pismo nosem. Nie czujemy chyba ciągle tego blusa. Bydgoszcz nadal nie ma nawet czytelnego pomysłu, co chciałaby zrobić. W ciągle ósmym co do wielkości mieście w Polsce trudno znaleźć miejską inwestycję zrealizowaną z dużym rozmachem, która mogłaby być rzeczywistym powodem do dumy, która by nas wyróżniała. Z wielu rzeczy zbudowanych w Bydgoszczy przez poprzednie pokolenia możemy być dumni. Z czego będzie mogło być dumne nasze pokolenie? Ze ślizgawki bez trybun? Odnoszę wrażenie, że marnujemy czas i ciągle nie wykorzystujemy potencjału naszego miasta.

9. Sieć dróg dla rowerów nie rozwija się w Bydgoszczy tak sprawnie jak w innych miastach :



Dlaczego nasza sieć DDR jest tak słaba w porównaniu do najlepszych? Czy nie mając sieci DDR zachęcimy bydgoszczan do aktywnego trybu życia i przemieszczania się po mieście w ten ekologiczny sposób? Czy to będzie dla nich bezpieczne? Nasze miasto nie potrafi zrealizować nawet tak ważnych punktów z punktu widzenia sieci DDR jak wiadukt nad "węglówką" na Fordońskiej na Siernieczku. Trzeba tam ciągle rowery wnosić po stromych schodach, a wystarczyły by podjazdy po obu stronach. Tym sposobem jeden potencjalnie ciekawy ciąg transportowy jest przerwany przez tą barierę architektoniczną. Może ktoś powie, że wpisano to do jakiś miejskich planów. OK, ale mija kolejnych 8 lat, a problem nadal pozostaje nierozwiązany. Nie udało się  w Bydgoszcz zrealizować płynnego przejazdu dla rowerów na bulwarach przy Mostach Solidarności w okolicach Śluzy Workowej. Tam też trzeba ciągle nosić rowery po schodach. To jest za trudne dla obecnych władz. Takie proste sprawy pokazują podejście do projektowania przestrzeni publicznych miasta.


W świetle tych faktów nie zamierzam głosować na obecnego prezydenta oraz elity z nim związane i z nim współpracujące. W mojej ocenie każda zmiana stanowi szansę na lepsze czasy dla miasta. Zmiana nie gwarantuje poprawy, ale daje na nią szansę. Pozostanie przy obecnej władzy  dla mnie oznacza, że przez kolejne 4 lata Bydgoszcz nie ma szansy zmieniać się w miasto moich marzeń. Nie chcę przez kolejne 4 lata obserwować konsekwentnego powiatowienia Bydgoszczy.  


 Dlatego pójdę na wybory i zachęcam do pójścia na wybory szczególnie osoby zniechęcone do głosowania niską jakością wybieranych przez nas elit miejskich i niską jakość publicznej debaty towarzyszącej wyborom samorządowym.  Jeżeli nie widzicie siebie głosujących na jedną z dużych, znanych partii politycznych, to zachęcam was do oddania swoich głosów na mniejsze komitety. One mają nowych ludzi  którzy mogą wnieść trochę świeżości do naszego miejskiego i wojewódzkiego samorządu.

Z ramienia bydgoskiego komitetu zielonych startuje na przykład do sejmiku województwa Daniel Kaszubowski. Jego kandydatura jest mi bardzo bliska, bo od lat działa on na rzecz powstania Bydgoskiej Kolei Dojazdowej, projektu bardzo zbliżonego do bydgoskiej SKM-ki, której promowaniu poświęciłem kiedyś kawałek swojego życia. Te projekty z zasadzie najbardziej różnią się nazwą (pozdrawiam przy tej okazji Daniel). Myślę, że sam udział Daniela w wyborach i jego udział w debatach sporo wnosi do sprawy. Zyczę mu powodzenia. Informacje o nim znajdziecie bez trudu na Facebook. Wielu ludzi skazuje mniejsze komitety wyborcze z góry na porażkę. Ale istnieje ogromna liczba wyborców, którzy ciągle rezygnują z udziału w wyborach twierdząc, że i tak nic się nie zmieni. Stanowią oni prawie połowę populacji wyborców. I ciągle nie uświadamiają sobie swojej siły oraz jej nie używają. Szkoda.

Bydgoszcz może się zmienić, ale do tych zmian potrzebna jest właśnie wasza aktywność wyborcza. Jeżeli pozostaniecie bierni, to szansa na zmiany jest bliska zeru, bo partyjny elektorat jest relatywnie stabilny. Do zmian potrzebna jest większa aktywność wyborców. Podaj dalej jeżeli masz kogoś kto nie chodzi na wybory. Może go przekonasz.

niedziela, 14 października 2018

Dlaczego nie startuję w wyborach?

W nadchodzących wyborach nie będę startował w wyborach samorządowych. W kilku zdaniach chciałbym napisać dlaczego. Tą wypowiedź w szczególności adresuję osób, które 4 lata temu oddały na mnie swój głos w wyborach.

W poprzednich wyborach Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska postanowiła wystawić kandydatów na listach wyborczych we wszystkich okręgach miasta. Miałem zaszczyt stać na czele jednego z nich. Kierowała nami troska o Bydgoszcz oraz chęć stworzenia alternatywy dla systemu partyjnego, który niestety ciągle mocno trzyma się w Bydgoszczy. Nie udała nam się sztuka sforsowania 5% progu wyborczego, chociaż byliśmy blisko tej granicy. Działaliśmy w oparciu o własne, prywatne, a więc mocno ograniczone środki finansowe, kosztem pracy zawodowej i rodzin. Działaliśmy w miarę możliwości w terenie, a także w mediach społecznościowych.
Myślę, że nie osiągnęliśmy naszego celu przede wszystkim ze względu na ogromną dysproporcję możliwości finansowych pomiędzy nami a komitetami dużych sejmowych partii. Popełniliśmy również szereg błędów, które wynikały z braku w pełni profesjonalnego wsparcia kampanii, co przecież także słono kosztuje.

Niemniej jednak swoją ofertę złożyliśmy bydgoszczanom. Na miarę swoich możliwości przedstawiliśmy własną wizję Bydgoszczy. W mojej ocenie to właśnie te możliwości okazały się zbyt małe, a zasięg prowadzonej kampanii ograniczony. Wierzę w to, że ta oferta była i cały czas jest, ciekawa, jednak finansowe i organizacyjne możliwości stowarzyszenia nadal nie pozwalają skutecznie dotrzeć z tym przekazem do wyborców. Z tego względu ponowne prowadzenie kampanii wyborczej mogłoby być tylko stratą prywatnych pieniędzy i czasu.


4 lata temu nie udało się wprowadzić nam do Rady Miasta ani jednego radnego, zatem nie pozostało nic innego jak uszanować wynik wyborów. Ja rozumiem w ten sposób demokrację, że władzę  razem z odpowiedzialnością za tempo rozwoju miasta przejmują wygrani. Czasami jesteśmy świadkami sytuacji gdy rządzące ugrupowanie przejmuje i realizuje pomysły opozycji. W sprawach związanych siecią transportu zbiorowego kontaktowały się ze mną osoby związane z opozycją działającą w Radzie Miasta. Niestety próby realizacji tych postulatów nie przyniosły rezultatu.

Sprawny transport zbiorowy w Bydgoszczy nie przestał mnie obchodzić, jednak nie jestem osobą, która lubi latami walić głową w mur. Stare przysłowie mówi: "głową muru nie przebijesz". Jeżeli w przyszłej Radzie Miasta większość będą stanowiły osoby chcące zmienić podejście do organizacji transportu zbiorowego, jeżeli prezydent miasta będzie zainteresowany zmianami funkcjonowania transportu zbiorowego, to społeczna praca włożona w analizy systemu transportowego i dokumentów transportowych miasta i regionu być może zacznie mieć większy sens.

Gdy patrzę na tego bloga, to widzę że teksty, które powstawały kilka lat temu niewiele straciły na aktualności. Opisywane w nich problemy często pozostały nie ruszone od wielu lat. Najbardziej boli mnie ilość czasu bezpowrotnie traconego przez bydgoszczan na powolne przemieszczanie się po mieście. Wizyty w innych dużych miastach polski są dla mnie zawsze bardzo trudne, bo wtedy widać, że zmarnowaliśmy wiele lat ,podczas gdy inni usprawniali swoje systemy transportowe. Jest mi przykro, że w nasze miasto konsekwentnie powiatowieje. W wielu aspektach miejskiej egzystencji. Bydgoszcz potrzebuje nowych, ambitnych elit. Trudno w tej chwili przewidzieć czy w Bydgoszczy i we władzach kuj-pomu dojdzie do zmiany.

Ja oddam mój głos na zmianę.


W zasadzie powinien podziękować prezydentowi Rafałowi Bruskiemu, bo wyleczył mnie z zaangażowania w sprawy miasta.

Dlaczego wycofałem się z publikowania tekstów na tym blogu? Z kilku powodów. Najważniejszy był jeden. Po pierwsze nie było widać jakichkolwiek efektów tej pracy. Kiedyś myślałem, że w sferze publicznej debaty dyskutuje się na temat tego co jest najlepsze dla rozwoju miasta. To nie jest prawda. W mojej ocenie wiele naszych postulatów, nawet tych dobrze podpartych argumentacją nie doczekało się rzetelnej analizy. Były i są konsekwentnie ignorowane. Procesy konsultacji w mojej ocenie dalekie są w Bydgoszczy od rzetelności. Ich celem nie jest poszukiwanie najlepszych rozwiązań. Jest obowiązek to robimy konsultacje i odfajkowane. Na końcu pojawia się pytanie po co tracić czas na taką zabawę?


Słyszałem takie opinie, że przed czterema laty kampania Metropolii Bydgoskiej była za bardzo merytoryczna. Być może to prawda. Gdy patrzę na obecną kampanie, to stosunkowo mało w niej merytorycznych treści. Sporo brutalnej politycznej walki. Mało miejsca zostało na Bydgoszcz. Ci wielcy, którzy ją prowadzą podzielą między siebie mandaty. Oby ten podział przyczynił się do rozwoju miasta i wzrostu poziomu życia ludzi. Tego na końcu w dłuższej perspektywie życzą sobie mieszkańcy.

Mi jest przykro, że tak mało dyskusji o Bydgoszczy. Jestem jednak  zadowolony z faktu, że 4 lata temu poprosiliśmy bydgoszczan o głosy. Gdybyśmy nie złożyli bydgoszczanom swojej oferty to czułbym się z tym gorzej. Bydgoszczanie wybrali 4 lata temu największe partyjne komitety wyborcze, które dominowały na wyborczych bilbordach i od lat stanowią duże, przewidywalne marki na politycznym i samorządowym rynku. W innych miastach udało się przebić kilku pozapartyjnym komitetom. Być może zabrakło nam dodatkowych głupich kilkuset tysięcy złotych na w pełni profesjonalną i skuteczną, nachalną kampanię.

W efekcie poprzednich wyborów bydgoszczanie otrzymali Radę Miasta i władze województwa na miarę swoich preferencji wyborczych. Jeżeli są zadowolenie z efektów, to gratuluję. Ciągle jednak słyszę sporo narzekania na zbyt duży poziom głupoty, przekupstwa, prywaty w naszych władzach.

Chciałbym żyć w innym świecie, w którym o problemach miasta rozmawia się w inny sposób. Chyba nie pasuję do tego naszego świata.

Czy Bydgoszcz dobrze wykorzystała ostatnie 4 lata? W mojej ocenie słabo. Mam nadzieję w tym tygodniu napisać dlaczego tak uważam. Same konkrety.

 No i tekst już jest
Same konkrety, czyli dlaczego warto iść na wybory.



wtorek, 29 maja 2018

Powiatowiejąca Bydgoszcz. Zabrakło odwagi.


Właśnie obejrzałem ciekawy wywiad z profesorem Dariuszem Markowskim zaprezentowany w cyklu "Gdańska 27".

Profesor Dariusz Markowski


prof. Dariusz Markowski: prezydentowi Bruskiemu brakuje odwagi.


Szef Rady ds. estetyki miejskiej. wypowiadał się w kilku istotnych dla Bydgoszczy kwestiach. Kilka razy powtarzało się jedno sformułowanie: "prezydentowi zabrakło odwagi".

Dotyczyło to miernego projektu remontu płyty starego rynku, rewitalizacji Placu Piastowskiego, czy "kodeksu reklamowego".
Profesor Markowski twierdzi, że będąc prezydentem nie można siedzieć okrakiem i wszystkich zadowalać. Należy podejmować odważne decyzje, które mogą mieć różne skutki. Inaczej nic nie zrobimy - mówi szef rady estetyki.

I faktycznie niewiele robimy. Marnujemy kolejne lata, a czasami marnujemy szanse na dobre rozwiązania. Czasami zbudowanie złego rozwiązania blokuje w przyszłości powstanie dobrego czy ambitniejszego rozwiązania.

Jak to działa? Jeżeli zbudowano płaskie skrzyżowanie ul Wojska Polskiego z Trasą Uniwersytecką to znaczy, że przez wiele lat nie postanie już w tym miejscu tunel w kierunku północ południe w kierunku parku przemysłowego.

Decyzją prezydenta ma zostać zbudowane płaskie skrzyżowanie Ronda Kujawskiego, zamiast prowadzić tramwaj na poziomie minus 1 o co postulowało wiele środowisk. Wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu można by zwiększyć przepustowość tego ciągu komunikacyjnego, odizolować ruch tramwajów, uzyskać dla nich bezkolizyjny korytarz. Trochę droższe rozwiązanie, ale dużo lepsze. Na szczęście prezydent Bruski zdążył na razie tylko wyciąć drzewa w okolicach Ronda Bernardyńskiego, może w ogóle nie zdąży tego zbudować. Otworzyła by się szansa na dobry projekt tego węzła. Wiele razy pisałem, że budowa linii tramwajowej w ulicy Kujawskiej powinna być priorytetem z punktu widzenia ogromnych korzyści dla sieci transportowej miasta, ale z drugiej strony ambitniejsze, lepiej zaprojektowane węzły komunikacyjne mogą nam służyć przez dziesiątki lat. Może lepiej zaczekać do wyborów z budowaniem kolejnych niefunkcjonalnych rozwiązań? Tylko czy moi drodzy bydgoszczanie pomożecie jesienią zakończyć ten przykry okres minimalizmu w dziejach Bydgoszczy?

Dzielnica biurowców.


Istnieje takie miejsce w Bydgoszczy, które świetnie nadaje się na dzielnicę biurowców. Okolice Węzła Wschodniego są świetnie skomunikowane przez dwie główne arterie drogowe, kolej, tramwaje i autobusy. Nie ma chyba miejsca o lepszej dostępności transportowej w Bydgoszczy, zważywszy, że spora część z nas mieszka w Fordonie. Niestety nie powstanie tam nic ciekawego, bo pozwolono zbudować i i toleruje się tam śmierdzącą kompostownię Remondisu. Kiedyś słyszałem, nie jestem pewien czy to prawda, że ta inwestycja była uwarunkowana skutecznym zabezpieczeniem okolicy przed odorem. Nawet jeżeli tak było, to zabezpieczenie nie działa. I władze miasta się tym nie przejmują. A potencjał tego miejsca nie zostanie wykorzystany tak długo jak smród będzie odstraszał potencjalnych inwestorów.

Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska wielokrotnie postulowało o podejmowanie działań zmierzających do zagęszczania tkanki miasta. Czym bardziej zwarte miasto, tym tańsza infrastruktura, drogowa, transportowa, wodna, kanalizacyjna. Zwarte miasto jest tańsze, bardziej efektywne. Miasto rozciągnięte jest drogie w utrzymaniu.

Zamiast zagęszczania miasta Bydgoszcz podzielona została tą strefą smrodu skutecznie na pół. Ta strefa naprawdę śmierdzi. Fetor roznosi się na sporą odległość, w zależności od kierunku wiatru. Wysypiska śmieci czy kompostownie muszą gdzieś istnieć, ale czy naprawdę muszą istnieć w tak wartościowym dla miasta miejscu? Chyba nie?


Kluczem do rozwiązania problemów z dojazdem na Miedzyń  jest likwidacja bariery dla przedłużenia tramwaju do pętli przy ul. Plażowej. Ten nieszczęsny wiadukt blokuje także możliwość skutecznego poszerzenia Nakielskiej, a gdy co gorsza, ugrzęźnie tam kolejna ciężarówka, to paraliżuje ruch na długi czas. Cały czas brakuje kompleksowego projektu przebudowy Nakielskiej. Pojawił się projekt części, którą łatwiej zrobić, blokując przy okazji w praktyce możliwość powstania tam naprawdę dobrego rozwiązania, które usprawniłoby dojazdy tysiącom ludzi.  Też można by powiedzieć: "zabrakło prezydentowi odwagi". A może brakuje umiejętności skutecznego wyartykułowania problemów jakie generuje dla miasta ten nieszczęsny wiadukt? Przecież PKP przebudowały w ostatnich latach wiele wiaduktów, między innymi uczestniczyły w przebudowie wiaduktu przy Węźle Zachodnim. Dlaczego nie toczy się w przestrzeni publicznej batalia o przebudowę wiaduktu nad Nakielską z prezydentem miasta Bydgoszczy w roli głównej? Może go to nie interesuje?

Prezydentura Rafała Bruskiego jest zachowawcza, bierna, brakuje odważnych wizji , a tym bardziej ich realizacji. Lista miernych projektów to nie tylko płyta rynku, czy lodowisko z trybunami na 300 osób. Brakuje inwestycji, które miałyby pokazać metropolitalne ambicje miasta. A jeżeli nawet mamy już ciekawe obiekty, to ich potencjału nie wykorzystujemy. Na Stadionie Zawiszy, jednym z największych w kraju nie rozegrano w ostatnich 2 latach żadnego meczu. A przecież niedawno tętnił życiem. Także w tej sprawie zabrakło prezydentowi odwagi. Odwagą jest podjąć trudny dialog. Tego zabrakło. Zamknięcie stadionu jest pójściem na łatwiznę.

W większości największych polskich miast pociągi dostępne są jako ważny element miejskiego systemu transportowego, często w ramach sieciowych biletów miesięcznych w obrębie miasta. W ramach projektów metropolitalnych buduje się systemy kolei pozwalającej na sprawny dojazd do miasta z obszarów podmiejskich. U nas prezydentowi brakuje odwagi do podjęcia działań w tym kierunku. Co więcej blokuje jak może nawet powstanie studium SKM-ki. Od paru lat Bydgoszcz stara się rozwijać system podmiejskich autobusów. Dobre i to, ale autobusy stoją w tych samych korkach co prywatne auta. Taki transport jest mało atrakcyjny, stąd korki na drogach wylotowych z Bydgoszczy rosną z roku na rok. Ile czasu można czekać na jakieś odważne działania? Dlaczego nie ma żadnych działań w kierunku budowy przystanku kolejowego Bydgoszcz ATOS czy Bydgoszcz Nakielska? Dlaczego zamiast budowy systemu P&R na obrzeżach miasta w okolicach węzłów miejskiej komunikacji (tak jak się to robi wszędzie) proponuje się budowę parkingów w centrum, co ściągnie tam jeszcze więcej pojazdów i powiększy skalę korków? Pytania można by mnożyć?
Na tym blogu prezentowałem przykłady pokazujące, że miasta potrafiły dogadywać się bezpośrednio z przewoźnikami kolejowymi. Prezydentowi Bruskiemu wygodnie zasłaniać się niechęcią marszałka, ale korki w mieście się od tego same nie zmniejszą, a sprawny system transportowy sam się nie stworzy.

Powiatowiejąca Bydgoszcz.


Nie dziwię się, że profesor Dariusz Markowski stracił cierpliwość i bezlitośnie wrzuca kamyczki do ogródka na Jezuickiej. Swoją drogą sama postać profesora Markowskiego byłaby w mojej ocenie świetną kandydaturą na stanowisko prezydenta. Miałem okazję poznać profesora i niewątpliwie jest to człowiek o ogromnej klasie. Nie chodzi mi tylko o walory intelektualne jakie prezentuje, ale cały sposób bycia. Szkoda trzymać go w cieniu. A jest to człowiek bardzo oddany sprawom Bydgoszczy. Myślę, że człowiek o takiej klasie mógłby rzeczywiście odbudować autorytet godności prezydenta Bydgoszczy, mocno nadwątlony w ostatnich latach. Rafał Bruski przy Darku Markowskim prezentuje się jak ..marynarz albo może majtek, w krótkich spodenkach. Miałem okazję wielokrotnie rozmawiać z oboma. Po każdej rozmowie z Markowskim czułem się w jakiś sposób zainspirowany, po spotkaniu z Bruskim analizowałem czego tym razem "niedasię" i tak naprawdę dlaczego "niedasię"?
Dlaczego do władzy pchają się ludzie, którzy nie potrafią rozmawiać, a takiego formatu gracze jak Markowski siedzą w cieniu? Nie chcę umniejszać roli Rady ds. estetyki, ale jako prezydent Dariusz Markowski mógłby tchnąć nowe życie w tą skostniałą i powiatowiejącą Bydgoszcz.

Przeraża mnie jak marnowany jest potencjał Bydgoszczy. Trudno mi wyobrazić sobie obecnie gorszego prezydenta Bydgoszczy niż Rafał Bruski. A przecież poprzednik też miał sporo na sumieniu. Przy Dąbrowiczu  Bruski wydaje mi się jednak dzisiaj dramatycznie słaby.

Jakże ciągle boleśnie doskwiera Bydgoszczy brak prawdziwych autorytetów.

czwartek, 23 listopada 2017

Strategia marki Bydgoszcz [krytyczny głos bydgoszczanina]

W poniedziałek  w Bydgoszczy odbyło się spotkanie w formie debaty nad strategią marki Bydgoszcz. Słowo "jakość" odmieniane było przez wszystkie przypadki. Firma Senergia z Lublina tworzącą strategię marki Bydgoszcz właśnie to pojęcie postawiła w centrum uwagi i chciałaby w ten sposób wyróżnić miasto nad Brdą. Piotr Lutek, prezes zarządu Synergii nie przekonał mnie jednak zupełnie.

W moje j ocenie kreowanie marki miasta przez "jakość" to śliski temat  - łatwo wyśmiać taką markę , gdy wokół tak dużo byle jakości. Za dużo.

Przykład sąsiadów, którzy użyli kiedyś hasła "Toruń kręci" pokazuje, że nierozważne pomysły mogą spowodować więcej zamieszania niż pożytku. Toruń w atmosferze skandalu wycofywał się z tego pomysłu w kierunku  "Toruń porusza". Blisko niby te pojęcia siebie leżą, ale jakże inaczej mogą być odbierane.

Kraków to nie sanatorium.


W Bydgoszczy jakości brakuje po prostu jak tlenu. To trochę tak, jak gdyby Kraków znany z ogromnego smogu w zimie usiłował kreować swoją markę jako sanatorium dla płucno chorych. To oczywisty absurd. Władze Krakowa, które dostrzegają ten problem próbują mu przeciwdziałać i podejmują działania zmierzające do ograniczenia smogu, ale nie próbują żadną miarą udawać sanatorium. To byłoby śmieszne. Kraków ma wiele mocnych stron, z którymi jest kojarzony i wokół nich zbudowana jest jego marka.

Bydgoszcz również ma wiele mocnych stron i nie musi usiłować się ośmieszać kreując na miasto "jakości". Trzeba zdecydowanie działać w obszarach gdzie szczególnie ta bylejakość daje się we znaki, ale w kwestii marki miasta, w mojej ocenie, warto się trzymać z  dala od tak śliskich pojęć.

W wielu obszarach życia naszego kochanego miasta mamy ogromne problemy z jakością. Wymienię kilka przykładów:
 
  • Staramy się żeby nasze uczelnie miały jak najlepszą jakość, ale rankingi bezlitośnie wskazują na relatywnie niską ich jakość. Nawet gdybyśmy podnosili ich jakość, to przez dziesięciolecia będą one jeszcze miały niską jakość.
  • Transport zbiorowy, szczególnie przemieszczanie się nim w osi W-Z miasta, jest słabo zorganizowany i podróże trwają relatywnie długo. To nie budzi skojarzeń z dobrą jakością. Szybki byłby pociąg, ale SKM-ka nas przerasta. Projektujemy węzły przesiadkowe zbior-komu, na których ludzie muszą biegać między przystankami. Nowoczesne rozwiązania zaprojektowane według zasady przesiadki "drzwi w drzwi" nie stanowią u nas reguły. Regułą jest bylejakość.
  • Zakorkowane drogi wlotowe do miasta praktycznie we wszystkich kierunkach świata obrazują ogromną skalę zaniedbań w tym zakresie. W innych dużych aglomeracjach widać zdecydowanie więcej nowoczesnych węzłów czy szerokich arterii wylotowych. Więcej jakości.
  • Nawet w staromiejskiej strefie można spotkać w Bydgoszczy ruch kołowy, a nawet parkujące na zrewitalizowanych, zabytkowych uliczkach, samochody. Jakość tej przestrzeni oferowanej turystom jest w dużej części po prostu słaba. Za chwilę na odnowionym deptaku na Cieszkowskiego zobaczymy parkujące auta. Podobnie na Długiej, Dworcowej. To jest bydgoska bylejakość. Byle jakoś wszystkich pogodzić, uciszyć. Może to jest rozsądne, w mojej ocenie nie jest, ale już na pewno to nie jest jakość. Żeby zobaczyć prawdziwą jakość przestrzeni w strefie staromiejskiej trzeba pojechać do innego miasta.
  • Lecimy dalej. Najbardziej medialna dyscyplina sportu - piłka nożna -  w gruzach. Trudno mówić o jakiejkolwiek jakości w tym obszarze. Skojarzenia Bydgoszczy w tym obszarze  są ewidentnie negatywne.  Najwyżej sklasyfikowana drużyna Chemika Bydgoszcz gra na czwartym poziomie rozgrywkowym i gra na zrujnowanym stadionie. Nie przyjeżdżają tu żadne liczące się piłkarskie marki. Na wyremontowanym stadionie Zawiszy nie gra żaden zespół, a Zawisza został "wyproszony" do Potulic. Jak tu mówić o jakości? To jest bylejakość w pigułce.
  • Bydgoszcz przez wiele lat kojarzona była z silnym spotem żużlowym. Dzisiaj trudno mówić o jakości zarówno sportowej drużyny żużlowej oraz o jakości stadionu, na którym ta drużyna rywalizuje. Gdzie tu jest jakość? Mamy ogromne tradycje wioślarskie, ale nowoczesne tory regatowe  to już w innych miastach znajdziemy. Nie dorastamy do pięt naszym ojcom, dziadom i pradziadom tworzącym prawdziwą sportową jakość w Bydgoszczy.
  • Mosty budujemy do połowy. Kiedyś się dokończy. Co to ma wspólnego z jakością. Chcemy zbudować jak najwięcej za ograniczone pieniądze i królują półśrodki. Może to jest uzasadnione, moim zdaniem nie jest, ale już na pewno nie ma w tym jakości.
  • Zamiast  bezkolizyjnych węzłów budujemy skrzyżowania ze światłami. Nawet tam gdzie ukształtowanie terenu temu sprzyja, nie potrafimy, czy nie chcemy budować rozwiązań 3D. Trasa uniwersytecka  prosiło się, by przechodziła pod ul. Wojska Polskiego. "Niedasię". Ma być tanio, a nie bezkolizyjnie, sprawnie, wygodnie, bez wypadków. Ma być tanio i jest tanio. Ale gdzie tu jakość? 
  • Aż się prosi, by tramwaje jeździły pod Rondem Kujawskim na poziomie minus jeden w stosunku do ruchu samochodowego. Mniej kolizji, mniej czekania na światłach, mniejsze korki, wygoda. Pasażerowie mogliby przejściem podziemnym przechodzić prostu do Zielonych Arkad oraz na osiedle. Bez moknięcia na deszczu, bez stania na światłach ,ale drożej. To byłaby nowa jakość. Ale "niedasię". Ma być tanio. Ale nie będziemy z tego rozwiązania dumni. Będziemy stali wszyscy na światłach.
  • W Bydgoszczy znajduje się być może największa bomba ekologiczna w postaci skażonych terenów po Zachemie, "zamordowanym" niedawno naszych oczach. To jest problem, z którym władze nie potrafią czy nie chcą się zmierzyć. Mało kto zdaje sobie sprawę jak poważne to może konsekwencje w przyszłości i to nie tylko dla Bydgoszczy. To nie jest tylko bydgoski problem, ale sposób zarządzania tym problemem ma na pewno niską jakość. W ogóle nie ma jakości w zarządzaniu drażliwymi problemami. Udajemy, że ich nie ma lub bagatelizujemy. Potrafimy wyrzucić na przykład Zawiszę ze swojego stadionu do Potulic, bo nie potrafimy porozmawiać o problemach i sposobach ich rozwiązania. Bydgoskie uniwersytety nie potrafią się dogadać między sobą by stworzyć jeden silny organizm. Politycy i samorządowcy przeciwnych opcji nie potrafią ze sobą rozmawiać i skutecznie reprezentować miasta na zewnątrz prezentując na zewnątrz lokalną jedność i patriotyzm. Jakość dialogu jest katastrofalnie niska, a jakość procesów decyzyjnych zmierzających do uporania się z realnymi problemami - bardzo niska. 
  • To przed niską jakością perspektyw zawodowych ciągle ucieka sporo kapitału ludzkiego z Bydgoszczy do innych, prężniejszych  aglomeracji.
Można by tu wymieniać długo, ale nikt by nie przeczytał do końca, a tam ma być już pozytywnie.



Chciałbym na chwilę wrócić do poniedziałkowej debaty. Podczas niej nie zostały zaprezentowane narzędzia i pomysły na wdrożenie i komunikowanie marki, co było w zaproszeniu anonsowane. To chyba największy zawód dla mnie, bo po to przyjechałem, żeby o tych pomysłach posłuchać. Nie wiem czy władze miasta mają zamiar rzeczywiście wdrażać tą strategię. Mam nadzieję, że nie. Pieniędzy wydanych na strategię szkoda, ale jeszcze bardziej szkoda zmarnowanego czasu.


Nie twórzmy nowej marki Bydgoszczy. Twórzmy strategię skutecznego stymulowania procesu wzrostu rozpoznawalności miasta i naszych mocnych stron. Twórzmy strategię eliminowania absurdów niszczących wizerunek Bydgoszczy.


Twórcy strategii podkreślali, że budowanie marki to proces na długie lata, Efektów nie widać po roku czy dwóch. Czasami proces ten trwa przez całe dekady. Tym bardziej szkoda by było, gdyby władze miasta zdecydowały o zmianie kierunków budowania marki Bydgoszczy i próbowały zatrzymać naturalne procesy kształtujące markę, czy może szerzej - marki Bydgoszczy.

W mojej skromnej ocenie więcej pożytku przyniosłaby rzetelna analiza mająca na celu określenie w jaki sposób zoptymalizować i wzmocnić działania mające budować wizerunek Bydgoszczy w oparciu o nasze ikony od lat pracujące na rozpoznawalność miasta. Obecnie mamy do czynienia  z wieloma działaniami wręcz przeszkadzającymi w budowaniu rozpoznawalności i pozytywnej promocji naszych naturalnych atutów. Co mam konkretnie na myśli?

Mocnych stron nam nie brakuje, czyli za co kocham moje miasto.


Bydgoszcz po wielu latach starań szeroko kojarzona jest z miastem na wodzie. Z miastem gdzie zadbana rzeka jest na wyciągnięcie ręki. Pojęcie Bydgoskiej Wenecji zaczyna istnieć w świadomości wielu Polaków. Albo ją widzieli, albo o niej od kogoś słyszeli, albo planują zobaczyć na własne oczy rzekę w centrum miasta, na wyciągnięcie ręki. To zaczyna powoli działać. Ale możemy zrobić więcej. Możemy zadbać o to, by bulwary nie były zalewane przez rzekę przez kilka miesięcy w roku. Możemy rewitalizować dalsze odcinki bulwarów, skutecznie zadbać by były oświetlone, przyjazne dla spacerowiczów. Może warto zastosować oświetlenie wzbudzane przez czujniki ruchu do późnych godzin wieczornych? Tam warto koncentrować dobrą  jakość przestrzeni, bo to jest nasza ikona, której wielu nam zazdrości i nigdy nie będą mieli takiej rzeki u siebie. Ale mogą do nas przyjechać w odwiedziny, żeby się wspólnie tą przestrzenią delektować. I o to chodzi. Trzeba tą chęć podsycać ciągle podnosząc jakość tej strefy miasta. Trzeba skutecznych działań, żeby do Bydgoszczy można swobodnie i bezpiecznie dopłynąć szlakiem wodnym E40 z Berlina. Wielu wodniaków objechało całą cywilizowaną Europę i chętnie by zajrzeli w nasze egzotyczne wodniacko rejony, ale mają po prostu obawy. To trzeba zmienić.


Bydgoszcz ma ogromne skupisko zabytkowych kamienic reprezentujących różne style architektury. Czasami to zjawisko znane jest pod marką Bydgoskiej Secesji. Warto by coraz więcej ludzi się mogło o tym przekonać jakie są cudowne. Potrzeba spójnego planu rewitalizacji całej przestrzeni Śródmieścia, stworzenia interaktywnych tras spacerowych. W erze Androida czy iPhone'a nie potrzeba wiele wysiłku by stworzyć aplikacje pomagającą ludziom zwiedzać nasze Śródmieście. W smartfonie z włączoną geolokalizacją może pracować aplikacja, która opowie turyście obszernie o obiekcie przy którym stoimy, jego detalach architektonicznych, nauczy nazywać to co dzisiaj potrafimy tylko podziwiać.  Dlaczego nie uczymy o tym masowo w naszych szkołach? Ile dzieci bydgoszczan wie i docenia uroki naszego własnego miasta?



Pozwolę sobie wrócić do sportu najbliższemu mojemu sercu, czy do piłki. Mamy w Bydgoszczy Zawiszę. Klub, który jest  rozpoznawalny w kraju i słynął przez dziesiątki lat ze świetnego szkolenia młodych piłkarzy, a przez kilka dekad grał na centralnym poziomie rozgrywek ogólnopolskich. Ciągle żyją tu ludzie, trenerzy, działacze, którzy tego Zawiszę tworzyli. Czas zrobić porządek z tym zamieszaniem, które obecnie ma miejsce. Nie jest normalne, że klub będący jedną z naszych rozpoznawalnych sportowych marek gra obecnie w Potulicach. Niszcząc własne marki sportowe budowane przez dziesięciolecia przez całe pokolenia bydgoszczan, działamy wbrew interesowi i rozpoznawalności miasta. By zbudować inne potrzeba kolejnych kilkudziesięciu lat. Nie szkoda czasu?


Mamy ogromną ilość pięknych parków w Bydgoszczy. W dużej części zadbanych. Pomagają tworzyć przestrzeń, w której można się świetnie poczuć, wypoczywać na co dzień. To walor, który warto eksponować. Jest wiele miast, które tak nie wyglądają. Bydgoszcz jest rzeczywiście zielona.
Bydgoszcz otaczają w dodatku 3 ogromne kompleksy leśne. Ten ogromny pierścień zieleni stanowi unikalne miejsce wypoczynku i naturalnej, codziennej turystyki dla Bydgoszczan. Czy to jest fakt wystarczająco powszechnie znany. Czy jesteśmy z tego wystarczająco dumni?

Bydgoszcz jest miastem przesiąkniętym muzyką. Nazwa Dzielnica Muzyczna wzięła się z tego, że w okresie letnim z okien po prostu wylewa się muzyka na ulice. Muzycy ćwiczą tu na potęgę. Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy posiada świetną akustykę, jedną z najlepszych w Europie. Opera Nova to jeszcze wschodząca marka, ale już silna. Obiekt opery i siła środowiska ludzi, którzy ją tworzą gwarantuje, że ten proces wzrostu będzie przebiegał dynamicznie i w dobrym kierunku. Tak, muzyka to jest obszar w który mamy już teraz powody do dumy, a tradycje rosną z każdym kolejnym sezonem artystycznym.

Mamy bardzo dużą jakość w Bydgoszczy w zakresie szeroko pojętych kadr inżynierskich, technicznych, przemysł narzędziowy, chemiczny. Nowoczesny zakład PESA, który mimo obecnych trudności jest potężną marką na rynku. Razem z ogromną siecią kooperantów tworzy potężny klaster kolejowy. Właśnie w Bydgoszczy firma znalazła dobre środowisko do dynamicznego rozwoju, to nie przypadek. To wszystko pasuje mi do pojęcia bydgoskiej solidności. Może ją właśnie mieli na myśli twórcy strategii marki miasta. Solidność bydgoska jest prawdą, w przeciwieństwie do bydgoskiej "jakości". Opieranie strategii na próbie udowodnienia, że czarne jest białe, to droga do wyrzucenia pieniędzy w błoto, albo do ośmieszenia.

Bydgoszcz jest już teraz świetnym miejscem do życia dla wielu ludzi. Wiele miast w procesach swojego rozwoju zatraciło już ludzką skalę i przytłacza swoim hałasem, ogromem i chaosem. Stają się miastami dobrymi do zarabiania większych pieniędzy, ale trudnymi do życia. Bydgoszcz pozostaje przyjazna do życia, spokojnej pracy i wypoczywania.  Mamy szansę pozostawić po sobie następnym pokoleniom Bydgoszcz będącą jeszcze lepszym miejscem do życia, z którego bydgoszczanie będą mogli być ciągle dumni. Ale żeby tak się stało trzeba nazywać problemy po imieniu i je cierpliwie, konsekwentnie rozwiązywać. Nam potrzeba rzetelnej pracy u podstaw, a nie czarodziejów, którzy nas przekonają, że czarne jest białe, byśmy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczuli się stolicą jakości. Prawda nas wyzwoli, a nie magiczne pijarowskie sztuczki.

Firma z Lublina tworząca tą strategię mówiła o rzekomych sukcesach Lublina w kreowaniu marki tego miasta przez rzekomo wyjątkową "innowacyjność". Pojęcie to równie szerokie i równie nijakie co "jakość". Każdy polityk czy samorządowiec posługuje się nim z dużym upodobaniem. Wymieniłbym kilka miast w samej Polsce, które bardziej jednak kojarzą mi się z innowacyjnymi projektami niż Lublin. Przed poniedziałkowym spotkaniem nie miałem pojęcia, że taką markę to miasta usiłuje promować. Lublin kojarzy mi się od lat z renomowaną katolicką uczelnią. W ostatnich latach doszło jeszcze jedno skojarzenie. Wybudowano tam nowoczesny stadion piłkarski, na którym nie za bardzo ma kto grać. Ściągnięto tam wbrew woli kibiców zespół pobliskiego Górnika Łęczna a frekwencja na spotkaniach w Lublinie w sezonie 2016/2017 była najgorsza w całej Ekstraklasie. Najwyżej grający zespół piłkarski z Lublina gra na czwartym szczeblu rozgrywek. Skojarzenia jakie to budzi to nieład organizacyjny, brak pieniędzy, brak ambitnych ludzi, odpuszczenie najbardziej medialnej dyscypliny sportu, marnotrawstwo ogromnych pieniędzy.  Ciekawe czy firma doradcza pracująca nad strategiami marek zdaje sobie sprawę jak negatywnie oddziałuje na otoczenie taki obraz pustego stadionu, na którego budowę wydano ogromne pieniądze. Futbolem interesuje się w Polsce kilka milionów ludzi i ten pozytywny lub negatywny przekaz dociera do nich mimo woli, podprogowo. Bardzo mnie to zastanawia, bo sytuacja podobna jest do sytuacji mającej miejsce w Bydgoszczy. Ciekawe, czy takie firmy jak Synergia nie doradzają władzom, żeby zrobiły z tą wizerunkową katastrofą porządek, czy też ich rad nikt nie chce słuchać? Efekt jest taki, że władze Lublina będą kreować się na "innowacyjność", władze Bydgoszczy na jakość, a w ich miastach dochodzi do absurdalnej niegospodarności i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Szkoda. Wydaje się, że obecnie panująca moda na strategie wyparła zdrowy rozsądek.

Nie liczę zbytnio na to, że mój głos zostanie wysłuchany. Kiedyś brałem udział regularnie w przeróżnych konsultacjach społecznych, zwłaszcza dotyczących systemu transportu zbiorowego, ale dzisiaj widzę, że ten czas był zmarnowany. Niska jakość procesów konsultacji, to temat, o którym na tym blogu już trochę pisałem. Mają się odbyć, to się odbywają. I tyle.

Ciągle nie przestają mnie cieszyć sukcesy Bydgoszczy i smucić jej problemy. Tylko mój czas postanowiłem przeznaczyć na coś innego niż walenie głową w mur. Może kiedyś wrócę do regularnego pisania tego bloga, ale to jeszcze nie jest ten czas. Pozdrawiam wszystkich, którzy pomimo mojego braku regularnej aktywności ciągle zaglądają na tego bloga, zagonieni tutaj przez wyszukiwarki internetowe.

Czytaj  tez: Romet, Eltra, Modus, Befana, Sklejka i wiele inych bydgoskich, zniszczonych marek. Teraz niszczona jest kolejna z bydgoskich marek - Zawisza.

piątek, 19 maja 2017

Obwodnica Inowrocławia. Czy krajowe władze PIS po prostu nie chcą jej dokończyć?

Obwodnica Inowrocławia na kierunku Poznań - Gniezno - Toruń jest już prawie gotowa.

Dalsza część obwodnicy w kierunku D25 w kierunku Bydgoszczy i Koszalina miała zapewnione finansowanie, ale okazuje się, że brakuje 4 milinów złotych.

W tej sprawie poseł Krzysztof Brejza wypowiedział się dla mediów:

http://inianie.pl/konferencja-posla-krzysztofa-brejzy-w-sprawie-obwodnicy/


W skali całego przedsięwzięcia jest to zaledwie 1% (jedna setna) część kosztów. Gdyby inwestycja miała zostać wstrzymana, to byłby to szczyt niegospodarności.





1% koszów , a 50% korzyści.


Istnieją szacunki, że ruch w kierunku Bydgoszczy stanowi około 50% tranzytu przez Inowrocław. Oddanie obwodnicy w kierunku Torunia zmniejszy ruch tranzytowy przez Inowrocław, ale niestety prawdopodobnie tylko o połowę. Ciężarowe pojazdy zmierzające na północ w kierunku Bydgoszczy i Koszalina także niszczą nawierzchnię ulic Inowrocławia i są źródłem zanieczyszczeń tej uzdrowiskowej miejscowości. Dlatego ważne jest dokończenie obwodnicy i znalezienie tego brakującego 1% finansowania. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że skala korzyści jakie odniesie Inowrocław i jego mieszkańcy jest w tym przypadku niewspółmiernie duża do brakującej kwoty 4 milionów PLN.
Nie ulega też wątpliwości, że dokończenie obwodnicy Inowrocławia znacznie poprawi jakość całego systemu dróg krajowych w regionie, umożliwiając naprawdę szybkie dostanie się z obszarów położonych na południe od Inowrocławia do Bydgoszczy, gdzie jest sporo pracy dla młodych ludzi. Ta inwestycja rzeczywiście może przyczynić się do poprawy zintegrowania regionu.

Jeżeli krajowe władze nie potrafią zapewnić brakującego finansowania tej inwestycji to oznacza, że po prostu nie chcą zrealizować tej inwestycji, a finansowanie przeznaczone na II etap Inowrocławia zamierzają przesunąć na inwestycje w innej części kraju. 4 miliony w skali wielomiliardowego budżetu na rozbudowę systemu dróg w Polsce to po prostu grosze.

To jest świetne pole do współpracy wszystkich polityków i samorządowców z regionu, z Torunia, z Bydgoszczy, z Inowrocławia i całej reszty. Czysty i dobrze rozwijający się Inowrocław jest potrzebny całemu regionowi. Ale czy u nas słowo współpraca jest w ogóle rozumiane przez polityków?

A może ktoś w kuluarach dogadał się już na co zostanie przesunięta  kwota z II etapu obwodnicy Inowrocławia?

czytaj też:
http://mikolajgluszkowski.blogspot.com/2015/09/budowa-ii-etapu-obwodnicy-inowrocawia.html

czwartek, 18 maja 2017

Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski?

24 maja 2017 roku odbędzie się uroczysta sesja Rady Miasta, na której odbędzie się uroczyste wręczenie Medali Prezydenta Bydgoszczy za wkład w rozwój bydgoskiego samorządu.








Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska, do którego należę od kilku lat zostało zaproszone do udziału w tej sesji.









Parodia samorządu.


Nie wybieram się niestety na wspólne świętowanie. Fakty, których obecnie jesteśmy świadkami świadczą niezbicie o tym, że mamy w Bydgoszczy do czynienia z parodią samorządu. Człowiek, który będzie wręczał medale za rozwój samorządności wielokrotnie ignorował wolę Rady Miasta, co gorsza robi to w kwestii, która jest dla mnie osobiście niezwykle istotna: w kwestii piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz.

Jak wiedzą o tym wszyscy zainteresowani, Rada Miasta wystosowała apel do prezydenta Bydgoszczy o udostępnienie miejskich obiektów sportowych młodzieżowym zespołom prowadzonym przez Zawiszę Bydgoszcz, ikonę Bydgoszczy i regionu. Prezydent Rafał Bruski, który ma zamiar wręczać medale za rozwój samorządności całkowicie ignoruje w tej sprawie wolę Rady Miasta. Takie fakty pokazują, że wtedy, kiedy to komuś nie na rękę, to gwałcona jest idea samorządności. Zarówno na szczeblu regionu, jak i ma szczeblu miasta mamy do czynienia z udzielnymi książętami, którzy rozporządzają powierzonym im samorządowym majątkiem jak swoim własnym. Tak robi marszałek województwa, tak samo robi prezydent Bydgoszczy. W tym przypadku wola jednego człowieka ma większe znaczenie niż wola całej Rady Miasta, większe znaczenie niż wola tłumu bydgoszczan, którzy w obronie piłkarskiego Zawiszy zorganizowali rok temu przemarsz i wiec pod ratuszem.

W takie sytuacji nie jest mi zupełnie do świętowania. Raczej wstyd mi, że żyję w takim mieście gdzie przez prezydenta niszczona jest jedna z największych sportowych marek. Rada Miasta niby chce pomóc, ale okazuje się bezradna, a wszystko dzieje się przy obojętnej postawie dużej części elit miasta, czy mediów. Powtórzę, wstyd mi, że żyję w takim mieście.


Suche fakty w sprawie Zawiszy:



O sytuacji jaka miała miejsce w piłkarskim Zawiszy Bydgoszcz w ostatnich latach pisałem na blogu zawisza1946.blogspot.com  Gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie kolejne fakty w procesie niszczenia piłkarskiego Zawiszy to można je tam będzie zawsze znaleźć.


W skrócie i bez wybielania najważniejsze fakty w procesie degradacji Zawiszy są takie:

  • miasto Bydgoszcz w 2008 roku przejęło II-ligowy zespół piłkarski od Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza i zawiązało razem z nim spółkę z większością udziałów. Społecznicy, którzy odbudowali wcześniej Zawiszę od poziomu V ligi zaufali miastu, które miało być gwarantem stabilizacji klubu na poziomie centralnych rozgrywek. Potem okazało się, że nie było gwarantem niczego. Ale po kolei.
  • Po 3 latach, w momencie awansu Zawiszy do I ligi w 2011 roku miasto sprzedało większość swoich udziałów Radosławowi Osuchowi, który początkowo osiągał sukcesy z klubem, awansując z nim do Ekstraklasy czy zdobywając Puchar Polski.
  • Niestety miasto całkowicie utraciło kontrolę nad spółką na skutek działań jego władz, które m.in. z niewyjaśnionych do dzisiaj logicznie powodów zrzekły się prawa do obsady przysługującego Bydgoszczy członka Rady Nadzorczej Spółki. Właśnie to uniemożliwiło Bydgoszczy odzyskanie kontroli nas spółką w przypadku problemów. 
  • Co gorsza, okazało się, że umowa pomiędzy miastem a Radosławem Osuchem okazała się nie gwarantować odzyskania kontroli nad spółką przez miasto, mimo że była podobno długo negocjowana właśnie w tym celu. Władze Bydgoszczy podeszły do piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz w taki sposób, jak gdyby celem był chwilowy sukces i puchar (który de facto zniknął razem z Radosławem Osuchem), a nie zbudowanie stabilnych struktur na długie lata. Ta krótkowzroczność i niefrasobliwość władz miasta będzie kosztowała Bydgoszcz przynajmniej kilka długich lat bez obecności ligowego zespołu w rozgrywkach centralnych w najbardziej  medialnej dyscyplinie sportu. Bydgoszcz przez długie lata będzie mogła tylko marzyć o takim futbolu jaki grany jest choćby w Grudziądzu, gdzie miejscowa Olimpia zarządzana jest w efekcie jest tam stabilnie przez wiele lat.
  • Władze Bydgoszczy przez kilka lat ignorowały sygnały o nieprawidłowościach finansowych w klubie i do samego końca wspierały spółkę finansowo, przekazując jej publiczne, miejskie pieniądze. A to właśnie brak finansowego nadzoru nad klubem i nad sposobem wykorzystania publicznej pomocy dla klubu zdecydował o  braku jego stabilności w dłuższej perspektywie czasowej.
  • Dopiero gdy Radosław Osuch zniknął bez śladu razem z Pucharem Polski i całym zespołem prezydent Bydgoszczy przyznał, że czuje się oszukany. Mimo to nie podjął on żadnych działań w celu szybkiej odbudowy klubu na bazie IV-ligowych rezerw. W obliczu groźby całkowitego przerwania ciągłości funkcjonowania zespołu piłkarskiego seniorów Zawiszy Stowarzyszenie Piłkarskie wzięło na siebie ciężar organizacji zespołu zupełnie od podstaw na bazie własnych środków finansowych.W takiej trudnej sytuacji zamiast wsparcia ze strony władz Bydgoszczy Zawisza nie otrzymał zgody na korzystanie ze stadionu Zawiszy przy ul. Gdańskiej, co uniemożliwiło podjęcie starań o start zespołu w IV lidze. Przez cały sezon 2016/2017 Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje spotkania gościnnie na stadionie w Potulicach. W całej Bydgoszczy, mieście o metropolitalnych podobno ambicjach nie znalazł się obiekt sportowy, na którym Zawisza Bydgoszcz mógłby rozgrywać swoje mecze. Takie są suche fakty. Wiele klubów piłkarskich w Polsce przechodziło różne problemy, ale taka kompletna degradacja przy aktywnym współudziale władz miasta nie miała miejsca chyba jeszcze nigdzie w Polsce poza Bydgoszczą. Zazwyczaj klubu z wielkich miast wracały do gry po 2-3 latach odbudowy. Zawisza z VIII ligi będzie podnosił się wiele lat.
  • Faktem jest też, że stadion zmodernizowany za około 100 milionów złotych pochodzących z publicznych pieniędzy, mogący gościć około 20 tysięcy kibiców, nie służy obecnie żadnej ligowej drużynie piłkarskiej i jest wykorzystywany wyłącznie okazjonalnie.

Rada Miasta w czerwcu 2016 roku apelowała do prezydenta Bydgoszczy o podjęcie działań mogących uratować piłkarskiego Zawiszę po upadku spółki Radosława Osucha na możliwie wysokim poziomie rozgrywkowym. Pisałem o tym tutaj.



Rada Miasta jesienią 2016 roku wydała apel do prezydenta o udostępnienie bydgoskich obiektów młodzieżowym zespołom Zawiszy Bydgoszcz, ale prezydent to ignoruje. "Wie lepiej". Taka jest praktyka samorządności, wbrew temu co będzie wygłaszane na uroczystej sesji w ratuszu za tydzień.

Wręczanie medali za zasługi w budowaniu samorządności to na pewno mogła by być miła uroczystość. Ale bardziej niż medalu potrzeba mi najpierw normalności w tym mieście. Życzę miłego świętowania, ale się do niego nie przyłączę.

Przez kilka lat aktywnie starałem się włączać w dyskusje dotyczące miejskich problemów, ale gdy Zawisza Bydgoszcz pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia, zdegradowany do VIII ligi, wyrzucony ze swoich obiektów rozgrywa "domowe" mecze w Potulicach, to naprawdę nie chce mi się dyskutować o ścieżkach rowerowych, dziurach w chodnikach, czy rozkładach jazdy. Jeżeli Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje mecze w Potulicach, to ja nie jestem pewien czy ja w ogóle jestem jeszcze bydgoszczaninem.

To co obecnie ma miejsce w Bydgoszczy w sprawie Zawiszy, to największy wstyd w dziejach 70-letniego już klubu, ciągle vice lidera tabeli wszech czasów II ligi.

To jest trudne pytanie: Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski? Nie znam odpowiedzi na to pytanie.


Można postawić też inne pytanie. Dzisiaj niszczona jest piłkarska ikona Bydgoszczy. Jeżeli elity tego miasta przyglądają się temu procesowi bezczynnie, to czy jutro taki los może spotkać inne bydgoskie instytucje, inne bydgoskie marki? Jeżeli kochacie cokolwiek w Bydgoszczy, czy możecie czuć się spokojni patrząc na niszczenie Zawiszy przez władze miasta? Niezależnie od tego czy lubicie piłkę czy nie, uważam że powinno to was martwić.

Prawda jest taka, że sami potrafimy w Bydgoszczy niszczyć to co cenne. Wcale nie potrzebujemy do tego koniecznie sąsiadów z pobliskiego Torunia. Niedostatki zasobów intelektualnych naszych własnych elit próbujemy maskować przytaczając różne okoliczności zewnętrzne. Prawda jest taka, że świetnie dajemy sobie radę z niszczeniem własnych bydgoskich marek. We mnie skutecznie zniszczono obecnie jakąkolwiek identyfikację z Bydgoszczą. Obecnie czuję tylko wstyd, że jestem świadkiem takich wydarzeń i nie jestem w stanie nic zrobić.