piątek, 19 maja 2017

Obwodnica Inowrocławia. Czy krajowe władze PIS po prostu nie chcą jej dokończyć?

Obwodnica Inowrocławia na kierunku Poznań - Gniezno - Toruń jest już prawie gotowa.

Dalsza część obwodnicy w kierunku D25 w kierunku Bydgoszczy i Koszalina miała zapewnione finansowanie, ale okazuje się, że brakuje 4 milinów złotych.

W tej sprawie poseł Krzysztof Brejza wypowiedział się dla mediów:

http://inianie.pl/konferencja-posla-krzysztofa-brejzy-w-sprawie-obwodnicy/


W skali całego przedsięwzięcia jest to zaledwie 1% (jedna setna) część kosztów. Gdyby inwestycja miała zostać wstrzymana, to byłby to szczyt niegospodarności.





1% koszów , a 50% korzyści.


Istnieją szacunki, że ruch w kierunku Bydgoszczy stanowi około 50% tranzytu przez Inowrocław. Oddanie obwodnicy w kierunku Torunia zmniejszy ruch tranzytowy przez Inowrocław, ale niestety prawdopodobnie tylko o połowę. Ciężarowe pojazdy zmierzające na północ w kierunku Bydgoszczy i Koszalina także niszczą nawierzchnię ulic Inowrocławia i są źródłem zanieczyszczeń tej uzdrowiskowej miejscowości. Dlatego ważne jest dokończenie obwodnicy i znalezienie tego brakującego 1% finansowania. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że skala korzyści jakie odniesie Inowrocław i jego mieszkańcy jest w tym przypadku niewspółmiernie duża do brakującej kwoty 4 milionów PLN.
Nie ulega też wątpliwości, że dokończenie obwodnicy Inowrocławia znacznie poprawi jakość całego systemu dróg krajowych w regionie, umożliwiając naprawdę szybkie dostanie się z obszarów położonych na południe od Inowrocławia do Bydgoszczy, gdzie jest sporo pracy dla młodych ludzi. Ta inwestycja rzeczywiście może przyczynić się do poprawy zintegrowania regionu.

Jeżeli krajowe władze nie potrafią zapewnić brakującego finansowania tej inwestycji to oznacza, że po prostu nie chcą zrealizować tej inwestycji, a finansowanie przeznaczone na II etap Inowrocławia zamierzają przesunąć na inwestycje w innej części kraju. 4 miliony w skali wielomiliardowego budżetu na rozbudowę systemu dróg w Polsce to po prostu grosze.

To jest świetne pole do współpracy wszystkich polityków i samorządowców z regionu, z Torunia, z Bydgoszczy, z Inowrocławia i całej reszty. Czysty i dobrze rozwijający się Inowrocław jest potrzebny całemu regionowi. Ale czy u nas słowo współpraca jest w ogóle rozumiane przez polityków?

A może ktoś w kuluarach dogadał się już na co zostanie przesunięta  kwota z II etapu obwodnicy Inowrocławia?

czytaj też:
http://mikolajgluszkowski.blogspot.com/2015/09/budowa-ii-etapu-obwodnicy-inowrocawia.html

czwartek, 18 maja 2017

Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski?

24 maja 2017 roku odbędzie się uroczysta sesja Rady Miasta, na której odbędzie się uroczyste wręczenie Medali Prezydenta Bydgoszczy za wkład w rozwój bydgoskiego samorządu.








Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska, do którego należę od kilku lat zostało zaproszone do udziału w tej sesji.









Parodia samorządu.


Nie wybieram się niestety na wspólne świętowanie. Fakty, których obecnie jesteśmy świadkami świadczą niezbicie o tym, że mamy w Bydgoszczy do czynienia z parodią samorządu. Człowiek, który będzie wręczał medale za rozwój samorządności wielokrotnie ignorował wolę Rady Miasta, co gorsza robi to w kwestii, która jest dla mnie osobiście niezwykle istotna: w kwestii piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz.

Jak wiedzą o tym wszyscy zainteresowani, Rada Miasta wystosowała apel do prezydenta Bydgoszczy o udostępnienie miejskich obiektów sportowych młodzieżowym zespołom prowadzonym przez Zawiszę Bydgoszcz, ikonę Bydgoszczy i regionu. Prezydent Rafał Bruski, który ma zamiar wręczać medale za rozwój samorządności całkowicie ignoruje w tej sprawie wolę Rady Miasta. Takie fakty pokazują, że wtedy, kiedy to komuś nie na rękę, to gwałcona jest idea samorządności. Zarówno na szczeblu regionu, jak i ma szczeblu miasta mamy do czynienia z udzielnymi książętami, którzy rozporządzają powierzonym im samorządowym majątkiem jak swoim własnym. Tak robi marszałek województwa, tak samo robi prezydent Bydgoszczy. W tym przypadku wola jednego człowieka ma większe znaczenie niż wola całej Rady Miasta, większe znaczenie niż wola tłumu bydgoszczan, którzy w obronie piłkarskiego Zawiszy zorganizowali rok temu przemarsz i wiec pod ratuszem.

W takie sytuacji nie jest mi zupełnie do świętowania. Raczej wstyd mi, że żyję w takim mieście gdzie przez prezydenta niszczona jest jedna z największych sportowych marek. Rada Miasta niby chce pomóc, ale okazuje się bezradna, a wszystko dzieje się przy obojętnej postawie dużej części elit miasta, czy mediów. Powtórzę, wstyd mi, że żyję w takim mieście.


Suche fakty w sprawie Zawiszy:



O sytuacji jaka miała miejsce w piłkarskim Zawiszy Bydgoszcz w ostatnich latach pisałem na blogu zawisza1946.blogspot.com  Gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie kolejne fakty w procesie niszczenia piłkarskiego Zawiszy to można je tam będzie zawsze znaleźć.


W skrócie i bez wybielania najważniejsze fakty w procesie degradacji Zawiszy są takie:

  • miasto Bydgoszcz w 2008 roku przejęło II-ligowy zespół piłkarski od Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza i zawiązało razem z nim spółkę z większością udziałów. Społecznicy, którzy odbudowali wcześniej Zawiszę od poziomu V ligi zaufali miastu, które miało być gwarantem stabilizacji klubu na poziomie centralnych rozgrywek. Potem okazało się, że nie było gwarantem niczego. Ale po kolei.
  • Po 3 latach, w momencie awansu Zawiszy do I ligi w 2011 roku miasto sprzedało większość swoich udziałów Radosławowi Osuchowi, który początkowo osiągał sukcesy z klubem, awansując z nim do Ekstraklasy czy zdobywając Puchar Polski.
  • Niestety miasto całkowicie utraciło kontrolę nad spółką na skutek działań jego władz, które m.in. z niewyjaśnionych do dzisiaj logicznie powodów zrzekły się prawa do obsady przysługującego Bydgoszczy członka Rady Nadzorczej Spółki. Właśnie to uniemożliwiło Bydgoszczy odzyskanie kontroli nas spółką w przypadku problemów. 
  • Co gorsza, okazało się, że umowa pomiędzy miastem a Radosławem Osuchem okazała się nie gwarantować odzyskania kontroli nad spółką przez miasto, mimo że była podobno długo negocjowana właśnie w tym celu. Władze Bydgoszczy podeszły do piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz w taki sposób, jak gdyby celem był chwilowy sukces i puchar (który de facto zniknął razem z Radosławem Osuchem), a nie zbudowanie stabilnych struktur na długie lata. Ta krótkowzroczność i niefrasobliwość władz miasta będzie kosztowała Bydgoszcz przynajmniej kilka długich lat bez obecności ligowego zespołu w rozgrywkach centralnych w najbardziej  medialnej dyscyplinie sportu. Bydgoszcz przez długie lata będzie mogła tylko marzyć o takim futbolu jaki grany jest choćby w Grudziądzu, gdzie miejscowa Olimpia zarządzana jest w efekcie jest tam stabilnie przez wiele lat.
  • Władze Bydgoszczy przez kilka lat ignorowały sygnały o nieprawidłowościach finansowych w klubie i do samego końca wspierały spółkę finansowo, przekazując jej publiczne, miejskie pieniądze. A to właśnie brak finansowego nadzoru nad klubem i nad sposobem wykorzystania publicznej pomocy dla klubu zdecydował o  braku jego stabilności w dłuższej perspektywie czasowej.
  • Dopiero gdy Radosław Osuch zniknął bez śladu razem z Pucharem Polski i całym zespołem prezydent Bydgoszczy przyznał, że czuje się oszukany. Mimo to nie podjął on żadnych działań w celu szybkiej odbudowy klubu na bazie IV-ligowych rezerw. W obliczu groźby całkowitego przerwania ciągłości funkcjonowania zespołu piłkarskiego seniorów Zawiszy Stowarzyszenie Piłkarskie wzięło na siebie ciężar organizacji zespołu zupełnie od podstaw na bazie własnych środków finansowych.W takiej trudnej sytuacji zamiast wsparcia ze strony władz Bydgoszczy Zawisza nie otrzymał zgody na korzystanie ze stadionu Zawiszy przy ul. Gdańskiej, co uniemożliwiło podjęcie starań o start zespołu w IV lidze. Przez cały sezon 2016/2017 Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje spotkania gościnnie na stadionie w Potulicach. W całej Bydgoszczy, mieście o metropolitalnych podobno ambicjach nie znalazł się obiekt sportowy, na którym Zawisza Bydgoszcz mógłby rozgrywać swoje mecze. Takie są suche fakty. Wiele klubów piłkarskich w Polsce przechodziło różne problemy, ale taka kompletna degradacja przy aktywnym współudziale władz miasta nie miała miejsca chyba jeszcze nigdzie w Polsce poza Bydgoszczą. Zazwyczaj klubu z wielkich miast wracały do gry po 2-3 latach odbudowy. Zawisza z VIII ligi będzie podnosił się wiele lat.
  • Faktem jest też, że stadion zmodernizowany za około 100 milionów złotych pochodzących z publicznych pieniędzy, mogący gościć około 20 tysięcy kibiców, nie służy obecnie żadnej ligowej drużynie piłkarskiej i jest wykorzystywany wyłącznie okazjonalnie.

Rada Miasta w czerwcu 2016 roku apelowała do prezydenta Bydgoszczy o podjęcie działań mogących uratować piłkarskiego Zawiszę po upadku spółki Radosława Osucha na możliwie wysokim poziomie rozgrywkowym. Pisałem o tym tutaj.



Rada Miasta jesienią 2016 roku wydała apel do prezydenta o udostępnienie bydgoskich obiektów młodzieżowym zespołom Zawiszy Bydgoszcz, ale prezydent to ignoruje. "Wie lepiej". Taka jest praktyka samorządności, wbrew temu co będzie wygłaszane na uroczystej sesji w ratuszu za tydzień.

Wręczanie medali za zasługi w budowaniu samorządności to na pewno mogła by być miła uroczystość. Ale bardziej niż medalu potrzeba mi najpierw normalności w tym mieście. Życzę miłego świętowania, ale się do niego nie przyłączę.

Przez kilka lat aktywnie starałem się włączać w dyskusje dotyczące miejskich problemów, ale gdy Zawisza Bydgoszcz pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia, zdegradowany do VIII ligi, wyrzucony ze swoich obiektów rozgrywa "domowe" mecze w Potulicach, to naprawdę nie chce mi się dyskutować o ścieżkach rowerowych, dziurach w chodnikach, czy rozkładach jazdy. Jeżeli Zawisza Bydgoszcz rozgrywa swoje mecze w Potulicach, to ja nie jestem pewien czy ja w ogóle jestem jeszcze bydgoszczaninem.

To co obecnie ma miejsce w Bydgoszczy w sprawie Zawiszy, to największy wstyd w dziejach 70-letniego już klubu, ciągle vice lidera tabeli wszech czasów II ligi.

To jest trudne pytanie: Jak identyfikować się z moim miastem, które niszczy mój klub piłkarski? Nie znam odpowiedzi na to pytanie.


Można postawić też inne pytanie. Dzisiaj niszczona jest piłkarska ikona Bydgoszczy. Jeżeli elity tego miasta przyglądają się temu procesowi bezczynnie, to czy jutro taki los może spotkać inne bydgoskie instytucje, inne bydgoskie marki? Jeżeli kochacie cokolwiek w Bydgoszczy, czy możecie czuć się spokojni patrząc na niszczenie Zawiszy przez władze miasta? Niezależnie od tego czy lubicie piłkę czy nie, uważam że powinno to was martwić.

Prawda jest taka, że sami potrafimy w Bydgoszczy niszczyć to co cenne. Wcale nie potrzebujemy do tego koniecznie sąsiadów z pobliskiego Torunia. Niedostatki zasobów intelektualnych naszych własnych elit próbujemy maskować przytaczając różne okoliczności zewnętrzne. Prawda jest taka, że świetnie dajemy sobie radę z niszczeniem własnych bydgoskich marek. We mnie skutecznie zniszczono obecnie jakąkolwiek identyfikację z Bydgoszczą. Obecnie czuję tylko wstyd, że jestem świadkiem takich wydarzeń i nie jestem w stanie nic zrobić.

środa, 23 listopada 2016

Czy za straty spalarni zapłacą solidarnie Dombrowcz z Bruskim? Umowa "partnerska" bez kar umownych.

Lokalne media donoszą, że Toruń nie dostarczy do regionalnej spalarni odpadów w Bydgoszczy tyle odpadów ile licytował. Niestety nie ma żadnych kar z tym związanych. Zostajemy z problemem sami. O zagrożeniach z tym związanych pisało wielu ludzi potrafiących przeczytać ze zrozumieniem umowę "partnerską" z gminą Toruń.

Między innymi pisałem o tym w tekście sprzed prawie 2 lat:

Warto pamiętać, że bilans energetyczny, a w konsekwencji także finansowy spalarni opera się już w obszarze dostępu do strumienia odpadów z Torunia na miękkich zapewnieniach. Co mówi umowa partnerska na ten temat? Jeżeli gmina Toruń nie będzie w stanie dostarczyć deklarowanej ilości odpadów to ...podejmie starania, żeby jakoś problem rozwiązać. Co będzie, jeśli mimo to nie zdoła się wywiązać? Tego porozumienie "partnerskie" już nie porusza. Nie ma w nim kar umownych, ani żadnej innej formy odpowiedzialności tego "partnera". Problem finansowy spaść może na barki bydgoskiej spółki za którą PORĘCZA gmina Bydgoszcz."

całość tutaj: NIE, dla sprzedaży KPEC-u.


Czy możemy mieć pretensje o takie działania do władz Torunia, gminy, która z Bydgoszczą rywalizuje na każdym możliwym polu i robi wszystko co może, żeby osłabić jej pozycję, znaczenie i finanse?

Moim zdaniem nie możemy.
Możemy mieć pretensje do władz Bydgoszczy, że w naszym imieniu zawiera takie umowy, które niczego nie gwarantują, a stanowią zagrożenie dla naszych portfeli. Kto zapłaci za ewentualne straty spalarni lub co gorsza zwrot unijnego dofinansowania? Bydgoszczanie.

W tym momencie warto przypomnieć, że umowę "partnerską" z Toruniem przygotował  i rozpoczął przygotowywać inwestycję prezydent Konstanty Dombrowicz.

Jego następca, Rafał Bruski na początku swojej pierwszej kadencji prezydenckiej zadeklarował renegocjację tej umowy, rozumiejąc, że jest niekorzystna i stanowi zagrożenie dla Bydgoszczy.
Zadeklarował i....po kilku miesiącach zaczął ją grzecznie realizować.


Trudno powiedzieć, czy był to tylko wyraz posłuszeństwa wobec partyjnej centrali swojej partii znajdującej się w Toruniu, czy jakiej inne pobudki nim kierowały. Efekt jest taki, że zostajemy z problemem. Być może uda się go jakoś rozwiązać, pozyskując odpady z innego źródła, ale nie zmienia mojej negatywnej oceny tego procesu decyzyjnego. Jakość umowy określającej strumień odpadów z Torunia jest po prostu dramatycznie niska.

Czy doczekamy się kiedyś ponoszenia finansowej odpowiedzialności urzędników za swoje decyzje o tak niskiej jakości? Czy za ewentualne straty spalarni tak ochoczo zapłacą ze swoich kieszeni solidarnie prezydenci Dombrowicz  z Bruskim?

Jak długo prezydentem Bydgoszczy będzie osoba podlegająca partyjnym centralom, tak długo będziemy zadawać sobie pytania jak można w taki sposób zarządzać miastem.


Na temat problemu ze strumieniem odpadów do spalarni pisze Sławek Bobbe w Expressie Bydgoskim: W spalarni nie ma czym palić. Toruń dostarczy do Bydgoszczy mniej śmieci niż obiecał

Niestety jakość procesu sprawowania władzy w naszym mieście jest od lat dramatycznie niska. Nie ma żadnej odpowiedzialności za poczynania prezydenta Bruskiego, który doprowadził do tego, że stadion Zawiszy zbudowany za około 100 milionów złotych stoi pusty, niszczeje i ciągle nie ma wizji jak go zagospodarować. Stadion nie jest wieczny. Trzeba go co jakiś czas modernizować, remontować. Przynajmniej kolejnych kilka lat, czyli sporą część okresu, w którym mógłby być użytkowany, będzie świecił pustkami. Kto "bogatemu" zabroni?

Budowa stadionu Zawiszy, lata 2007-2008. Koszt około 100 milionów złotych. Obecnie nie gra tam żaden zespół ligowy.



Ewentualne straty spalarni to przy tym pestka.

 Takie kolejne  pomniki swojej nieudolności stawiają sobie kolejne władze. Lekką ręką wydają setki milionów na nietrafione inwestycje, a potem nie mają skrupułów, żeby ludziom mówić , że brakuje jakiś drobnych kilkaset tysięcy na realizację różnych ciekawych przedsięwzięć. Ile razy w ciągu roku słyszymy, że miasto nie ma na coś pieniędzy? Powtarzane to jest jak mantra. Ale na pokrycie strat spalarni się znają, nieprawda?

Czy potrafi sobie ktoś wyobrazić, że prywatny podmiot inwestuje w tak ryzykowne przedsięwzięcie jak spalarnia kilkaset milionów złotych nie zapewniwszy sobie strumienia odpadów na kilkadziesiąt lat? Raczej trudno to sobie wyobrazić. Ale miasto Bydgoszcz stać na to, bo ma kilkaset tysięcy mieszkańców którzy  potulnie zapłacą ile będzie trzeba.


Bydgoszczanie to taki dziwna społeczność. Ponarzekają sobie, a potem potulnie zapłacą ile trzeba w podatkach lokalnych, cenie wody, czy mizernych inwestycjach miejskich. I wybiorą sobie nowego - starego wodza ponownie.
Tak, tak drodzy bydgoszczanie, to my jesteśmy sami sobie winni. Prezydent sam siebie nie wybiera. To my dajemy im władzę i to my ponosimy odpowiedzialność za to jakie śmierdzące problemy i długi  pozostawimy naszym dzieciom i wnukom.



czwartek, 3 listopada 2016

Opuszczone rogatki w środku miasta.

Coraz bardziej dotkliwy staje się  problem przejazdu kolejowego z zaporami na Bielawach. Ruch pociągów w tym miejscu jest bardzo duży, więc auta stoją cierpliwie czekając aż pociąg przejedzie. Problem podnosi Express Bydgoski w tekście:



Przejazd kolejowy na inwalidów utrudnia codzienne życie wielu mieszkańcom

Nie jest to nowe zjawisko. Pisałem o tym dokładnie 2 lata temu. Cały tekst dostępny jest tutaj:

Przejazd kolejowy z zaporami w środku miasta, czyli BiT City po bydgosku.


Bydgoszczanie to bardzo dziwna społeczność. Narzekają na otaczającą ich rzeczywistość, ale większość i tak wybiera ciągle tych samych ludzi do sprawowania władzy w ich imieniu. Projekt BiT City w takim kształcie ktoś przecież wymyślił i zatwierdził.
Ktoś podjął decyzję, że bezkolizyjny wiadukt zbudowany zostanie we wsi Cierpice pod Toruniem liczącej kilkaset osób, a przejazd kolejowy na Bielawach będzie wstrzymywał ruch tysięcy pojazdów dziennie. Co ciekawe wiadukt w Cierpicach zbudowano z bydgoskiej części pieniędzy  na BiT City, która zwolniła się po rezygnacji z budowy linii kolejowej od Trzcińca na lotnisko.

Od dłuższego czasu przestałem angażować się w redagowanie tego bloga. Na tą decyzję miło wpływ kilka czynników, ale jednym z nich jest całkowity brak sensu opisywania absurdów towarzyszących nam na co dzień w Bydgoszczy. Reakcji władz bynajmniej nie ma na to żadnej. Robią to co sobie wymyślą, a konsultacje są po to, żeby się odbyły. Czasami o tych absurdach napiszą nawet lokalne media, ale za chwilę ten głos zaginie w chóralnej propagandzie sukcesu.

Niedawno ogłoszono jak podzielone zostaną regionalne inwestycje kolejowe realizowane w najbliższych latach z inicjatywy samorządu województwa. Podzielone, to słowo trochę na wyrost, bo realizowane mają być te nie związane z Bydgoszczą. Te bydgoskie, jak linia 209 na odcinku fordońskim czy linia 356 z Błonia do Szubina i Kcyni nie mają zapewnionego finansowania. Nie są również w żaden sposób przygotowane.



Osoby zainteresowane sprawami transportu serdecznie zachęcam do odtworzenia tego materiału:

O 800 milionach PLN na transport w kuj-pomie w Samorządnych TVB

W programie Samorządni w TVB radni Sejmiku Województwa Roman Jasiakiewicz i Andrzej Walkowiak przedstawili widzom przykrą prawdę, że remont linii 356 nie ma żadnych "fiszek", żadnej dokumentacji projektowej. Jest jedynie taką  maskownicą, żeby władze  województwa mogły w ogóle przerywaną kreską wrysować na mapkę coś na zachód od Bydgoszczy. A że tego się nie wykona, to już przecież nie jest problem tych władz.

To jest żenujące. Człowiek , który teoretycznie powinien rozumieć potrzeby Bydgoszczy, Zbigniew Ostrowski nie widzi nic dziwnego, że samorządom zachodniej części regionu proponuje się wizję rewitalizacji linii kolejowych razem z propozycją dopłacania przez gminy do przewozów realizowanych w tej części regionu, podczas gdy żadna z gmin we wschodniej części regionu nie dopłaca do przewozów kolejowych ani złotówki. A rentownej linii kolejowej w regionie nie ma ani jednej. Do każdej się dopłaca, z tą różnicą, że dopłaca budżet województwa. Z pewnością skutecznie w ten sposób wybito z głowy wielu samorządowcom z zachodniej części regionu marzenia o przywróceniu szybkich i bezpiecznych połączeń kolejowych z Bydgoszczą. Wielu z nich reprezentuje zapewne zbyt niski poziom intelektualny, żeby zadać marszałkowi pytanie dlaczego jedne gminy mają dopłacać do przewozów kolejowych, a inne, niby w tym samym regionie, nie muszą.


Jak się wybije samorządowcom z głowy koleje, to jest dużo prościej, bo można z czystym sumieniem powiedzieć, że gminy nie chcą kolei. To jest prawdziwa szopka.

A problem zablokowanych korkami dojazdów do Bydgoszczy z każdym rokiem staje się coraz bardziej palący. W Bydgoszczy brakuje już ludzi do pracy w wielu branżach. Władze zamiast chwalić się niskim bezrobociem powinny dostrzec i starać się rozwiązać problem słabego skomunikowania Bydgoszczy z jej najbliższym otoczeniem.

Szybkie koleje łączące tereny aglomeracji bydgoskiej z Bydgoszczą, któremu to projektowi poświęciłem na tym blogu trochę miejsca swego czasu, są szansą na pozyskanie przez bydgoskie firmy kolejnych tysięcy pracowników z terenów podmiejskich. Bez tych pracowników dynamika przemysłowej i biznesowej Bydgoszczy wkrótce przygaśnie. Nad poprawą skomunikowania z terenami podmiejskimi trzeba było zacząć pracować przed wielu laty, ale tą szansę ciągle zaprzepaszczamy. Główne drogowe arterie wylotowe są zablokowane w godzinach szczytu, a oferta kolei jest ciągle zbyt mało atrakcyjna.

Wylot na Brzozę, Przyłęki czy Inowrocław blokuje przeciążony odcinek drogi DK25 od Stryszka do Brzozy. Nie jest tam realizowana żadna inwestycja zwiększająca przepustowość.

Wylot na Murowaniec, Szubin zablokowany jest w Białych Błotach. Drogi wojewódzkiej  "niedasię" poszerzyć. Żeby dojechać  do trasy S5 trzeba będzie odstać w korku. Nie ma perspektyw na poprawę przepustowości.

Wylot w kierunku Łochowa zablokowany przez wąską ulicę Nakielską. Projekt jej poszerzenia miał być realizowany kilka lat temu, ale zrezygnowano z niego, tak samo jak z przedłużenia linii tramwajowej na Zachód do Plażowej wraz z przebudową wiaduktu.

Przygotowywana jest rozbudowa Grunwaldzkiej do węzła S5, ale już dalej S10 nie pojedziemy, bo nie ma na rozbudowę tej drogi zielonego światła. Inne aglomeracje takie wylotówki po 20, 30, 50 kilometrów od rogatek miasta zbudowały już dawno temu. Teraz nie ma takiego programu krajowego, bo już mało kto jest nim zainteresowany w innych dużych ośrodkach TOP10 w Polsce.


Można by na temat słabości naszego systemu transportowego napisać wiele tekstów, ale efekt będzie dokładnie taki sam. Zerowy.
Władze naszego miasta nie potrafią zdiagnozować jego problemów rozwojowych i im przeciwdziałać. We wspomnianym programie "Samorządni" redaktor Radajewski pytał, słusznie zresztą, gdzie są jakieś dokumenty pokazujące korzyści z rewitalizacji linii kolejowej 356. Ale ich nie ma. Propozycja opracowania studiu dla SKM-ki została przez prezydenta Bruskiego  i Radę miasta w zimie 2 lata temu odrzucona. Próbowano wmawiać opinii publicznej, że takie opracowanie przygotują władze samorządowe województwa, ale one nie są władzami województwa tylko wschodniej części województwa. W takim województwie jak obecny kuj-pom takie opracowanie nigdy nie powstanie, bo poprawa skomunikowania Bydgoszczy z zachodnią częścią aglomeracji ma być blokowana jak długo się da. To jest decyzja polityczna, ale nie logiczna.

"Podział" kasy na regionalne inwestycje kolejowe w kuj-pomie pokazuje, że to województwo nie ma racji bytu w obecnym kształcie. Gdyby istniało województwo bydgoskie nikt by nam nie wmawiał, że za wszystkie nasze wojewódzkie pieniądze warto rewitalizować linię Toruń - Lipno, czy Toruń - Chełmża. Toruń inwestowałby za pieniądze swojego regionu w poprawę skomunikowania ze swoim otoczeniem, a Bydgoszcz i jej otoczenie decydowałoby jakie inwestycje kolejowe przeprowadzić na liniach województw Bydgoskiego. Obecnie nie zrewitalizujemy za regionalne pieniądze żadnej linii na terenie funkcjonalnie powiązanym z Bydgoszczą. Żadnej.

Ludzie, którzy podejmują takie decyzje śmieją Wam się w twarz, bydgoszczanie. Miłego stania w korkach.

środa, 5 października 2016

Jest szansa na remont chodników na ulicy Mazowieckiej

O fatalnym stanie bydgoskich chodników w Śródmieściu Bydgoszczy można by dużo pisać. Przed dwoma laty na bazie jednego spaceru stworzyłem galerię zdjęć zdewastowanych chodników, których stan grozi połamaniem nóg.

Pomorska pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką


Bydgoskie chodniki wołają o kompleksową rewitalizację Śródmieścia.

Teraz nadarza się okazja żeby jeden z tych chodników wyremontować. Właśnie odbywa się głosowanie na inwestycje, które mają zostać zrealizowane w ramach tzw. "budżetu obywatelskiego"

Jedno z proponowanych zadań polegać ma na remoncie chodników ul. Mazowieckiej oraz uporządkowanie opuszczonej kamienicy w okolicy przystanku autobusowego:



Czytając propozycje zgłaszane przez mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego widzę sporo ciekawych pomysłów, jednak w moim odczuciu równe chodniki uważam za podstawowy czynnik umożliwiający poruszanie się mieszkańcom i osobom przyjeżdżającym autobusami do Śródmieścia. Prosty chodnik, to jest taka pierwsza oznaka cywilizowanego życia. Proste chodniki zachęcają do przemieszczania się pieszo, zatem do zdrowego trybu życia, zachęcają do korzystania z komunikacji zbiorowej.
Proste chodniki to pierwszy, niezbędny czynnik rewitalizacji Śródmieścia. Mam nadzieję, że ta inicjatywa zyska wsparcie mieszkańców i osób przyjeżdżających do Śródmieścia, korzystających z chodników Mazowieckiej i przystanków.

Można odnieść wrażenie, że ten konkurs jest jedyną szansą na pojawienie się prostych chodników na Mazowieckiej. Polityka zarządu dróg miejskich w zakresie rewitalizacji chodników w tej strefie nie jest przejrzysta i transparentna.

Od 4 lat pytam o plany miasta w sprawie chodnika.

4 lata temu, w listopadzie 2012 roku zwracałem się do zarządcy chodnika, ZDMiKP z pytaniem czy i  kiedy planowane są remonty chodników ul. Mazowieckiej (południowa strona w fatalnym stanie) i Pomorskiej (wschodnia strona - odcinek pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką).



Z odpowiedzi uzyskanej drogą mailową od pani Katarzyny Walczak z ZDMiKP wynikało, że to zadanie nie posiada realnego terminu wykonania. Co ciekawe, w piśmie wspomniano, że wyremontowano chodniki przy Pomorskiej 34 i 35. Nie posiadam niestety dokumentacji zdjęciowej tego fragmentu chodnika przed remontem, ale jego stan był o niebo lepszy niż stan wspomnianych chodników Mazowieckiej i Pomorskiej, na odcinku pomiędzy Cieszkowskiego a Mazowiecką.



Mazowiecka fragment południowego chodnika




Zdjęcia powyżej pokazują fatalny stan tych chodników, na których dodatkowo dopuszczone zostało parkowanie samochodów zajmujących sporą część chodnika. Żeby bardziej utrudnić życie pieszym posadzono drzewa. Przy normalnym, szerokim chodniku byłyby ozdobą, ale obecnie dodatkowo utrudniają poruszanie się. W praktyce osoby z wózkiem, lub na wózku mają poważne problemy z przemieszczaniem się tymi chodnikami. Często widzę starsze osoby idące z obawy o swoje zdrowie po jezdni przeznaczonej dla samochodów, która jest tu w dobrym stanie.

Taki stan chodników w Śródmieściu nie jest do zaakceptowania. W obszarze Śródmieścia realizowanych było kilka remontów chodników i wszystkie one były w lepszym stanie niż pokazane wyżej fragmenty Mazowieckiej i Pomorskiej. Nie wiem kto decyduje o kolejności remontów chodników w naszym mieście, ale w mojej ocenie te decyzje nie są często racjonalne.

Rok 2013 - chodniki w czołówce harmonogramu remontów.


Z korespondencji z ZDMiKP ze stycznia 2013 (podpisany pan Jacek Piotrowski) wynika, że wspomniane chodniki znajdują się na czołowym miejscu w harmonogramie remontów.


Jeżeli w 2013 roku te chodniki znajdowały się na czołowym miejscu w harmonogramie remontów, to znaczy, że ciągle są spychane niżej na liście, albo że tych remontów miasto wykonuje w praktyce znikomą ilość. Być może Mazowiecka i Pomorska ma tego pecha, że nie mieszka tu żaden urzędnik, który bałby się, że połamią sobie tutaj nogi on albo jego bliscy. Minęły 4 lata od czasu, gdy usiłowałem dowiedzieć się na kiedy planowane są remonty tych chodników i do dzisiaj nie wiem.

Brak odpowiedzi przez 3,5 roku. Harmonogramu nie ma?


2 stycznia 2013 roku zadałem ZDMiKP drogą mailową pytanie o harmonogram remontów chodników, ale do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi (ponad 3,5 roku). Być może jest on ściśle tajny, mimo że sprawa dotyczy naszych publicznych pieniędzy, albo po prostu taki harmonogram nie istnieje, a każda inwestycja jest przepychana przez ludzi posiadających lepsze znajomości.
Nie otrzymałem też satysfakcjonującej odpowiedzi z ZDMiKP jakie są kryteria wyboru chodników do  remontu.



Trudno mi jest zrozumieć jak władze miasto mogą akceptować taki stan rzeczy i uzależniają inwestycje od głosowania w ramach skromnego budżetu obywatelskiego. Potrzeby są rzecz jasna o wiele większe niż zakładany budżet obywatelski a szanse na niezbędne inwestycje znikome.


Ale skoro taka szansa istnieje to trzymam kciuki, za to że może ktoś jeszcze zagłosuje na remont chodników ul. Mazowieckiej. Niestety nie mieszka tutaj zbyt wiele osób. Zdecydowanie więcej osób  korzysta zapewne z przystanku autobusowego na Mazowieckiej i chodników w tej ruchliwej okolicy. Ale te osoby jeżeli nawet wezmą udział  w głosowaniu na budżet obywatelski, to szybciej pomyślą o zbudowaniu czegoś na osiedlach, koło ich domów. I trudno się dziwić.

Nie mam wielkich nadziei, że te chodniki zostaną w najbliższym czasie wyremontowane. Pewnie napiszę w tej sprawie kolejne pismo do ZDMiKP po następnych wyborach samorządowych w 2018 roku. Być może nowy prezydent miasta nie będzie tolerował takich wertepów w Śródmieściu.

Rozumiem, że potrzeby są znacznie większe niż przeznaczone na to pieniądze w budżecie, ale uważam ,że polityka miasta w tym zakresie powinna być transparentna i czytelna. Jeżeli decyzje o kolejności remontów są logiczne i obiektywne, to na pewno bez problemu same się obronią. Wielu mieszkańców dopomina się także o informacje na temat planowanych terminów utwardzania dróg w okolicach ich domów. Chcieli by poznać prawdę, nawet trudną prawdę, że będą musieli ileś lat czekać. Dzisiaj w Bydgoszczy ta wiedza uznawana jest najwyraźniej za wiedzę tajemną, zarezerwowaną dla wąskiego grona "znajomych królika".

Jeżeli ktoś Was chciałby wesprzeć projekt rewitalizacji chodników na Mazowieckiej to serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety znajdującej się pod tym linkiem.

Głosowanie - Budżet Obywatelski 2017

Wystarczy podanie Imienia, Nazwiska i numeru PESEL oraz wskazanie  inwestycji. 
Z góry dziękuję.


niedziela, 10 lipca 2016

Romet, Eltra, Modus, Befana, Sklejka i wiele inych bydgoskich, zniszczonych marek. Teraz niszczona jest kolejna z bydgoskich marek - Zawisza.

Odbudowa Zawiszy degradowanego do B-Klasy wlaśnie się zaczyna.

 

Tak  zatytułowałem tekst na blogu zawisza1946.pl, w którym szerzej opisuję moje subiektywne refleksje związane z degradacją Zawiszy do 8 lig, czyli B-klasy.

Być może sprawa Zawiszy interesuje Ciebie niewiele, ale warto spojrzeć na tą sprawę z nieco innej perspektywy.  

Zawisza jest jedną z nielicznych rozpoznawalnych w kraju marek bydgoskich. 


Sposób, w jaki została potraktowana przez władze miasta daje do myślenia. Często mamy tendencje do szukania na zewnątrz przyczyn niepowodzeń czy niedostatków Bydgoszczy. Na tym blogu sam opisywałem ich sporo. Być może jednak kluczem do takiego, a nie innego traktowania naszego miasta na krajowej arenie jest po prostu brak czy niedostatek prawdziwych elit. Ten wątek poruszam w cytowanym wyżej tekście, ale tutaj chciałbym mu się bardziej uważnie przyjrzeć.


Dlaczego sprawa Zawiszy tak mnie nurtuje? W 2009 roku byłym członkiem Zarządu Stowarzyszenia Piłkarskiego "Zawisza", a było to w okresie,  w którym zapadały kluczowe decyzje mające mieć ogromny wpływ na dalsze losy Zawiszy. Czuję się za te decyzję współodpowiedzialny.

W tym czasie zespół Zawiszy prowadzony od 2003 roku przez SP Zawisza awansował już do II ligi zachodniej i zdołał się w niej utrzymać. Formuła stowarzyszenia zdawała się mieć pewne ograniczenia, a miasto Bydgoszcz swoje zaangażowanie finansowe warunkowało utworzeniem sportowej spółki akcyjnej i przejęciem większościowej ilości akcji tej spółki wraz z całą odpowiedzialnością za dalsze losy klubu. Wiele osób w stowarzyszeniu miało wątpliwości, czy można zaufać urzędnikom miejskim, którzy nie są przecież i nie muszą być pasjonatami piłki nożnej. Ja też miałem wątpliwości. Jednak opowiadałem się za scenariuszem przekazania klubu miastu Bydgoszcz.

W tym czasie miałem bardzo dużą wiarę w siłę tego miasta. Wiedzieliśmy, że w Bydgoszczy, po wielu latach braku dobrej piłki, jest ogromny głód futbolu na wysokim poziomie. Mieliśmy nadzieję i zapewnienie władz miasta, że zostaną zwiększone środki finansowe przeznaczone na zespół piłkarski w celu stworzenia warunków do awansu do I ligi, a potem Ekstraklasy.

Zaufaliśmy Bydgoszczy i okazało się to ogromnym błędem, który będzie kosztował nas wszystkich kilka lat życia bez piłki na ligowym poziomie.


Obawy mieszały się z nadziejami. Wygrała opcja zaufania miastu Bydgoszcz  i powierzenia mu zespołu Zawiszy odbudowanego z takim trudem. Nawiasem mówiąc, warto podkreślić z dumą, że zespół przekazany miejskiej spółce, stworzony za pieniądze społeczników i drobnych lokalnych sponsorów, który utrzymał się w 2009 roku w II lidze był prawie w całości oparty na wychowankach i zawodnikach z regionu. Od tej pory nikomu nie udało w naszym regionie stworzyć zespołu na podobnym poziomie w takim stopniu opartym na graczach związanych z regionem.

Ale nie będę tutaj rozwijał wątku sportowego (zainteresowanych odsyłam tutaj). Skupmy się na Bydgoszczy, bo to jest temat tego bloga.

II ligowy Zawisza Bydgoszcz w 2009 roku stał się pewnego rodzaju darem dla miasta Bydgoszczy od społeczników i pasjonatów działających w ramach SP Zawisza. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że miasto może tak potraktować Zawiszę jak to obecnie ma miejsce.

Jak pewnie wiecie zespoły dzieciaków trenujących w SP Zawisza zostały już wiele miesięcy temu usunięte z miejskich obiektów Zawiszy przy Gdańskiej. Trenują na orlikach wynajmowanych od kogo się da. Prezydent Rafał Bruski, nadal nie chce widzieć dzieci z SP Zawisza na obiektach Zawiszy, mimo że Radosław Osuch, który tego żądał od prezydenta, wystawił go do wiatru i nie ma go już dawno w Bydgoszczy.

Prezydent Bydgoszcz niedawno użył sformułowania, że SP Zawisza nie jest dla niego wiarygodnym partnerem do rozmów czy prowadzenia zespołu w IV lidze. Nie wiem dlaczego prezydent Bydgoszczy tak twierdzi, skoro SP Zawisza z powodzeniem prowadziło zespół w IV lidze i zdołało doprowadzić go bez długów, co nie jest wcale takie proste, do II ligi zachodniej. SP Zawisza jak pisałem wyżej stworzyło za relatywnie niewielkie pieniądze II ligowy zespół oparty na wychowankach z regionu, którzy utożsamiali się z klubem i miastem Bydgoszczą.


W tym miejscu można by zadać pytanie czy godnym zaufania partnerem okazało się miasto Bydgoszcz , które przejęło od SP Zawisza zespół w II lidze i nie potrafiło zabezpieczyć trwałości tego projektu po sprzedaży miejskich akcji spółki.

Prezydent Bydgoszcz wydaje się być zadowolony, z tego faktu, że Zawisza awansował na 2 lata do Ekstraklasy i wydaje się nie widzieć problemu w tym, że obecnie wystąpi w 8 lidze. Publicznie mówi, że uznaje cel za osiągnięty. To trochę tak jak gdyby pojechać na 2 tygodnie na wczasy pomieszkać w super willi, a po powrocie wylądować pod mostem i udawać zadowolonego.

W przypadku klubu sportowego i sportowej marki jaką jest Zawisza istotna jest jednak stabilizacja, ciągłość szkolenia. Ta piramida została właśnie zburzona, bo od nowego sezonu MUKS (czyli międzyszkolny uczniowski klub sportowy tworzony na Gdańskiej) nie ma zamiaru prowadzić zespołu seniorów.

Rozpoznawalna bydgoska  marka jaką jest Zawisza ma zostać zdegradowana do ósmej ligi (B-klasy), gdzie poprowadzi ją SP Zawisza Bydgoszcz.

Przekazując tą markę władzom Bydgoszczy, przekazywaliśmy ją innym ludziom. Prezydentem był wtedy jeszcze Konstanty Dombrowicz. Miasto wydawało się jednak poważnym partnerem i gwarantem stabilizacji. Prawnicy czytali tygodniami Statut i dokumenty spółki. Podobne wrażenie władze miasta usiłowały sprawiać w okresie sprzedaży akcji spółki Radosławowi Osuchowi, żeby stworzyć wrażenie dbałości o interesy miasta.
To wszystko okazało się jednak obecnie jedną wielką farsą, ponieważ prezydent Bydgoszcz , Rafał Bruski nie podejmuje żadnych działań w celu uratowania dla Zawiszy chociaż IV ligi, a co gorsza utrudnia jak tylko potrafi sprawę blokując dostęp zespołu Zawiszy Bydgoszcz do stadionu Zawiszy Bydgoszcz.


Muszę przyznać, że cała ta sytuacja bardzo mocno podważyła moją sympatię, którą żywiłem przez wiele lat do Bydgoszczy nie szczędząc czasu i wysiłku na angażowanie się w sprawy miasta. I nie chodzi tutaj tylko o jednego prezydenta Bydgoszczy, które zaczął aktywnie działać na rzecz zniszczenia jednej z ważnych bydgoskich marek.

Zadziwia mnie bierność elit tego miasta, które przyglądają się jak na wiele lat upada najważniejsza piłkarska marka w mieście, klub, który kilkadziesiąt lat w swojej historii spędził grając w centralnych ligach. Taka sytuacja wydaje się niewyobrażalna w Poznaniu, w Szczecinie, gdzie po upadku Pogoni miasto wspierało proces odbudowy swojego najlepszego klubu od IV ligi, czy w dowolnym innym dużym mieście.

Elity każdego dużego miasta w Polsce wiedzą, że piłka jest najbardziej medialną dyscypliną sportu i trzeba ją po prostu mieć na wysokim poziomie, żeby odróżniać się także w tym aspekcie od miasteczek czy wiosek. I te elity nigdy nie dopuszczą do utraty na wiele lat piłki nożnej na poziomie. Bo to oznacza także pewną degradację miasta. Wszystkie miasta mają większe lub mniejsze problemy z grupami kibicowskimi, które przy tych wielkich klubach funkcjonują, ale nauczyły się radzić sobie z tymi problemami. W żadnym inny dużym mieście nie dopuszczono by do takiego scenariusza, że klub z 70 letnią tradycją zaczynałby od 8 ligi.

Zadziwia mnie postawa naszych lokalnych mediów, które również nie potrafią czy też nie chcą zabrać głosu w tej sprawie i wesprzeć procesu ratowania chociaż IV ligi na Zawiszy, żeby skrócić o 3 lata czas potrzebny na powrót do grania w poważną piłkę na miarę potencjału miasta z ósmą populacją w Polsce. Przecież media także żyją z dużych wydarzeń sportowych, a takich po prostu razem z Zawiszą ubędzie.


Nie widać jakiś skutecznych działań Rady Miasta Bydgoszczy w tej sprawie. Wystosowała ona apel do prezydenta, ale na tym się skończyło. Wszyscy bezczynnie przyglądają się upadkowi tej bydgoskiej marki.

Niektórzy nieśmiało starają się uświadomić prezydentowi, że popełnia błąd, ale dominuje bierność.
Jeżeli my w Bydgoszczy nie mamy elit, które potrafiły by skutecznie bronić bydgoskie marki przez destrukcją w wykonaniu własnego prezydenta, to jak można skutecznie walczyć o interesy miasta na zewnątrz, tam gdzie one ścierają się z realnymi interesami innych miast, czy regionów? Czy w takim momencie może dziwić, że w trudnych momentach transformacji traciliśmy jedną markę po drugiej. To elity miasta mogą, a wręcz muszą znajdować pomysł na optymalne rozwiązania. Jeżeli nie znajdują, albo mają wszystko w d....pompie, to efektem jest miasto bez wyrazu, bez własnych, rozpoznawalnych marek, bez pieniędzy, bez wpływów i tak to błędne kółko się zamyka.

Z obecnej sytuacji Zawiszy Bydgoszcz wynika jedna lekcja:

Można zakładać, że władze Bydgoszczy potrafią podejmować dowolnie absurdalne decyzje, a i tak reakcja opinii publicznej na taki fakt będzie niemrawa. To jest objaw poważnej choroby tego miasta.


To miasto mnie przeraża. Dzisiaj żałuję, że zdecydowaliśmy się przekazać Zawiszę władzom miasta Bydgoszczy, żałuję też swojego zaangażowania w sprawy Bydgoszczy przez okres kilku lat. To miasto rękoma swojego własnego prezydenta zniszczyło marzenia setek dzieci trenujących w Zawiszy. Zniszczyło na wiele lat nasze (kibiców) marzenia o silnym, stabilnym zespole piłkarskim grającym na Zawiszy.

Wierzę, że uda nam się kiedyś przywrócić Zawiszy blask, ale chyba trudno mi będzie zmienić zdanie na temat Bydgoszczy. Zawisza w najtrudniejszym momencie swojej historii nie znalazł w żadnej instytucji w Bydgoszczy wsparcia. To jest żenujące.

Nic nie mogę poradzić na to, że Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza, do którego od wielu lat należę, prezydentowi Bydgoszczy kojarzy się z "kibolstem", które postanowił zwalczać wylewając przysłowiowe dziecko ( tym przypadku ligową piłkę) z kąpielą.
Nic nie mogę poradzić na to, że prezydent za pomocą odpowiedzialności zbiorowej postanowił karać całą społeczność piłkarskich kibiców Zawiszy, którzy w 90% nie są niczemu winni.

O sensowności stosowania odpowiedzialności zbiorowej będzie niedługo kolejny tekst. Ten problem może dotyczyć niedługo wszystkich bydgoszczan, nie tylko populacji kibiców, których ukarano za rozróby jakiejś garstki.

Na szczęście jest spora grupa ludzi, którzy mają zamiar nie dopuścić do likwidacji tej marki i już pracują nad organizacją klubu w B-klasie. Załatwiani są już trenerzy, sparingpartnerzy, zawodnicy. Są już zakontraktowane stroje na nowy sezon.




 Szkoda, że ta społeczna inicjatywa, o którą słyszy się tyle apeli spotyka się z wrogim nastawieniem władz miasta, które wolą, żeby stadion stał pusty, zamiast służyć bydgoszczanom.

niedziela, 26 czerwca 2016

Piłkarskie szaleństwo w Polsce, a prezydent Bydgoszczy degraduje swoimi działaniami Zawiszę Bydgoszcz o 7 lig w dół.

Polskę po awansie piłkarzy do ćwierćfinału Mistrzostw Europy ogarnia coraz większe futbolowe szaleństwo. Całe pokolenia czekały na tak dobre występy naszych na poważnej imprezie. Ja załapałem się na Hiszpanię w 1982-gim, ale byłem wtedy tak mały, że niewiele z tego pamiętam.

Dzisiaj piłka święci w Polsce swoje święto, a  tymczasem prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski likwiduje najbardziej utytułowany klub piłkarski  w Bydgoszczy. Piłkarska ikona Bydgoszczy, Zawisza - zagra prawdopodobnie w VIII lidze. Nie zostaliśmy zdegradowani w sportowej walce. To nie przeciwnicy okazali się za trudni do pokonania.

Klub degradowany jest tak nisko decyzją  człowieka, który teoretycznie powinien zrobić wszystko, by jedną z cennych bydgoskich marek uchronić od spadku o 7 poziomów rozgrywkowych w dół.
To jest nie do pomyślenia. Decyzje tego człowieka będą rozliczone przez kolejne pokolenia. Nikt za 20, 30 lat nie będzie pamiętał prezydenta Bydgoszczy - Rafała Bruskiego, który wybudował lodowisko bez trybun, czy most bez chodnika. Nikt nie będzie pamiętał prezydenta, który wybudował na Błoniu windy na peron, który nie istnieje. Takie rzeczy się zapomina.

Ale akurat historia Zawiszy jest pielęgnowana i taki fakt, jak degradacja Zawiszy do 8 ligi będzie pamiętany bardzo długo, a Rafał Bruski w tej historii będzie wymieniany jako grabarz Zawiszy. Zawisza Bydgoszcz zostanie odbudowany , nawet gdyby miał zaczynać od 15 ligi (gdyby taka była), bo istnieje bardzo duża grupa pasjonatów, którzy to po prostu zrobią.
Z IV ligi podnieśliby klub jednak w znacznie krótszym czasie. To jest różnica. Czas. Ilość zmarnowanych lat.Kilka dodatkowych pokoleń młodzieży, która nie będzie miała co ze sobą zrobić w Bydgoszczy i  wieku kilkunastu lat będzie opuszczała Bydgoszcz, wyjeżdżając do miast z piłkarskimi ambicjami jak Poznań, Gdańsk, Szczecin, Warszawa, może Łódź. Bydgoszcz będzie pozostawała przez wiele lat jako miasto bez piłkarskich perspektyw.

Poprzedni prezydent Bydgoszcz również działał przez długi czas na niekorzyść Zawiszy. Sprowadził do Bydgoszczy klub z Włocławka, który okazał się dla miasta ogromnym korupcyjnym wstydem. W czasie jego prezydentury również padały pomysły usunięcia SP Zawisza z obiektów miejskich, jednak nigdy nie doszło do takich poważnych rzeczy jak degradacja Zawiszy do 8 ligi, a Zawisza grał na Gdańskiej.

Poprzedni prezydent potrafił mimo osobistej niechęci do piłki wczuć się w oczekiwania społeczności bydgoszczan i ostatecznie stworzył (początkowo) miejską spółkę na bazie drużyn Zawiszy. Swoim działaniem na niekorzyść Zawiszy niewątpliwie pobudzał jednak pewne grupy bydgoszczan do większej aktywności społecznej skierowanej przeciwko sobie. Dzisiaj patrząc z perspektywy obecnego losu bydgoskiej piłki Dombrowicz wydaje się paradoksalnie miłym wspomnieniem, chociaż daleko mu było do tego wsparcia jakim cieszy się piłka nożna w innych miejskich ośrodkach, które takiej pomocy potrzebują.

To co wyprawia prezydent Rafał Bruski przechodzi po prostu ludzkie pojęcie. Taki fakt jak degradacja Zawiszy do 8 ligi i wyrzucenie  klubu z miejskich obiektów jest z kategorii tych niewybaczalnych. Bruski przekroczył granicę, której przekraczać nie powinien.

Jestem zdania, że w ten sposób zmobilizuje przeciwko sobie ogromny elektorat negatywny. Myślę, że bydgoszczanie mu tego nie wybaczą. Platforma Obywatelska nie będzie miała w tym mieście łatwo.
Bydgoszcz. To jest trudne miasto. Dla PO będzie teraz trudne do kwadratu. Wielu ludzi, którzy zachowywali się do tej pory biernie, zostanie pobudzona do aktywności. Zawisza Bydgoszcz, to nie jest klub, który można tak sobie lekką ręką zdegradować do 8 ligi.

Nie jest to uczciwe.

Warto przypomnieć, że SP Zawisza przekazał miastu drużynę w II lidze zachodniej, a dostaje w ósmej. Nie ma zgody prezydenta na grę IV-ligowych rezerw Zawiszy na stadionie na Gdańskiej. W to miejsce stworzony ma zostać jakiś MUKS bez historii i tradycji, bo spółce WKS Zawisza nie chce się nawet poprowadzić IV ligowych rezerw.

To jest skandal. Z tego co pamiętam, to status spółki uniemożliwiał zmianę poziomu ligowego w sposób inny niż sportowy awans lub spadek bez zgody wszystkich udziałowców spółki. Czyżby się zmienił?

W tej sytuacji nie spełnienie procedur wynikających z wymogów procesu licencyjnego jest złamaniem statutu spółki, bo nie powinna być ona awansowana ani degradowana przez zaniedbanie zarządu.

Jeżeli spółka WKS Zawisza nie otrzymała licencji na grę w ligach centralnych to powinna wystartować w najwyższej możliwej lidze regionalnej. Jeżeli władze spółki WKS Zawisza nie zgłaszają zespołu do rozgrywek IV ligi , to ponownie łamią statut. bo ich statutowym obowiązkiem jest organizacja grania w piłkę. Na grę w tej lidze nie potrzeba wielkich pieniędzy. Potrzeba po prostu chęci.
Być może władze tej spółki poniosą odpowiedzialność za działanie na jej niekorzyść. Mam nadzieję, że prezydent Rafał Bruski poniesie polityczną odpowiedzialność, za doprowadzenie do największego upadku klubu w jego 70- letniej historii.